Bunt i „po-buncie” (rewolucja?) w Imperium


rebellion-punchZdaniem Michaela Hardta i Antonia Negriego, problematyczne nie jest to, dlaczego ludzie się buntują, lecz to, dlaczego się nie buntują. „Dzisiaj pierwszym pytaniem filozofii politycznej jest nie czy, ani nawet dlaczego, dojdzie do oporu i buntu, lecz raczej: jak określić wroga, przeciwko któremu należy się zbuntować? Często bowiem to właśnie niezdolność zidentyfikowania wroga prowadzi wolę oporu do takich paradoksalnych wolt”1. Bunt jest warunkiem wszelkiej działalności politycznej. „To bycie przeciw staje się niezbędnym kluczem do każdego czynnego stanowiska politycznego w świecie, do każdego skutecznego pragnienia — może do samej demokracji” (s. 230).

Bunt nie jest jakąś abstrakcyjną zasadą, ale szczególnym sposobem odnoszenia się do interesów panujących sił społecznych. Oznacza sprzeciw wobec nie do końca rozpoznanej rzeczywistości. Ponieważ pozbawiony jest całościowego programu pozytywnego, bardzo łatwo go skanalizować, przekierować na inne cele, stłumić — zwłaszcza jeśli nie wykrystalizuje się świadome kierownictwo, a wola walki mas wygaśnie po pierwszych represjach lub sukcesach. Prowokowanie buntów jest jednym z elementów walki politycznej w celu wcześniejszego spacyfikowania opozycji, kryminalizacji wroga, zapobieżenia większemu buntowi, zasadniczym reformom lub rewolucji.

Pierwszą fazą buntu jest odmowa, będąca wyrazem istnienia sprzeczności społecznych, niechęci poddawania się kontroli lub nienawiści do władzy w przypadku jawnego antagonizmu. Odmowa pracy, odrzucenie autorytetu władzy jest w istocie wypowiedzeniem zgody na dobrowolną niewolę.

Ta odmowa z pewnością jest początkiem polityki wyzwolicielskiej, ale też tylko początkiem. Odmowa sama w sobie jest pusta. (…) W kategoriach politycznych odmowa (pracy, posłuszeństwa władzy, dobrowolnej służby) sama w sobie prowadzi jedynie do swego rodzaju samobójstwa społecznego.

[Dlatego] potrzebujemy stworzyć nowe społeczeństwo, co jest projektem wykraczającym daleko poza samą odmowę. Nasze drogi ucieczki muszą być konstytuujące i tworzyć jakąś realną alternatywę (s. 222).

W czasach imperializmu podstawową formą buntu była dywersja. Natomiast w okresie Imperium podstawową formą buntu jest dezercja, uchodźstwo i monadyzm w ucieczce od wyzysku i w poszukiwaniu wolności. Monadyzm jest więc pewnym stanowiskiem politycznym, czego dowiódł masowy exodus ludności z krajów realnego socjalizmu na Zachód. Był on wyrazem kryzysu realnego socjalizmu i jedną z przyczyn jego szybszego upadku.

Dezercja i wychodźstwo są potężnymi formami walki klasowej w obrębie i przeciwko ponowoczesności imperialnej. Ta ruchliwość jednak wciąż jest walką na poziomie spontanicznym, […] najczęściej prowadzi dziś do nowego wykorzenienia, nowej biedy i nieszczęścia (s. 232).

Pomimo tego niekontrolowane migracje siły roboczej stanowią zagrożenie dla Imperium. Hardt i Negri piszą, parafrazując słowa Manifestu Komunistycznego, że

widmo krąży po świecie i jest to widmo migracji. Wszystkie potęgi starego świata sprzymierzyły się w bezlitosnym działaniu przeciwko niemu, ale ten ruch jest nie do zatrzymania (s. 231).

Przewidują, że Imperium zostanie spustoszone i odepchnięte przez nową falę „nowej rasy barbarzyńców”.

Istota Imperium

Zdaniem Hardta i Negriego pod koniec XX wieku powstało wszechpotężne i wszechobecne Imperium. W zmaganiach z Imperium na nic się zda strategia i taktyka walki z imperializmem — nowe podmioty polityczne muszą wypracować nowe metody walki. Imperium to stosunkowo nowy ład o strukturze sieciowej, pozbawiony zwartego centrum władzy, niezależny od dotychczasowych granic państwowo-narodowych, przejawiający się w procesach ekonomicznych, politycznych i kulturalnych o zasięgu globalnym. W Imperium „suwerenna władza przybrała nową postać, stając się układem narodowych i ponadnarodowych organizmów, złączonych wspólną logiką rządzenia” (s. 8). Przestrzeń władzy imperialnej jest zawsze otwarta, stopniowo zanika rozróżnienie między stroną wewnętrzną i zewnętrzną. Nie da się już zlokalizować wyzysku,

przedmiotem wyzysku i panowania przestają być szczególne działania wytwórcze, a staje się nim uniwersalna zdolność wytwarzania, to jest abstrakcyjna aktywność społeczna (s. 227).

Dzięki telefonii komórkowej i Internetowi praca produkcyjna i nieprodukcyjna przebiega wewnątrz sieci informacyjnej, dla której odległości nie odgrywają większego znaczenia, zatrudnieni nie muszą być fizycznie obecni w zakładzie pracy. Pracownicy znają się poprzez wymianę informacji i usług, a ich praca staje się bardziej abstrakcyjna. Ale to sprawia, że ulega osłabieniu pozycja przetargowa siły roboczej wobec sieci produkcyjnych, które w większym stopniu narzucają dawne formy zatrudnienia (praca na zlecenie, w domu, w niepełnym wymiarze, na akord).

Produkcja staje się nieodróżnialna od reprodukcji; siły produkcyjne mieszają się ze stosunkami produkcji, kapitał stały jest ustanawiany i reprezentowany w obrębie kapitału zmiennego, w mózgach, ciałach i kooperacji produktywnych podmiotów. Podmioty społeczne są jednocześnie producentami i produktami tej jednolitej machiny (s. 405).

Imperium, pomimo że pozbawione jest instytucji typowych dla państw imperialistycznych, staje się miejscem konfliktu społecznego w czysto antagonistycznej formie.

Podział przestrzenny świata uległ przemieszczeniu i przekształceniu — elementy Pierwszego odnajdujemy w Trzecim Świecie, Trzeciego w Pierwszym, a Drugiego już prawie nie ma nigdzie. Imperialny świat określony jest przez nowe, „skomplikowane procesy różnicowania i ujednolicania, deterytorializacji i ponownej terytorializacji” (s. 9). Imperializm przeminął i żadne państwo nie jest w stanie stworzyć samodzielnego centrum. Nawet USA, pomimo swej uprzywilejowanej pozycji, nie stanowi centrum Imperium. W Imperium nie ma limesu, jego władza nie ma granic. Niezależność ekonomiki od polityki państwa sprawia, że kryzys jest wszechobecny i bunt może nagle wybuchnąć gdziekolwiek.

Najbardziej tajemniczym punktem myśli nowoczesnej jest margines między tym, co wewnętrzne i zewnętrzne. Michael Hardt i Antonio Negri z faktu powstania rynku światowego wyciągają daleko idące wnioski dla współczesnych procesów socjalno-ekonomicznych, politycznych i ideologicznych. W przejściu od imperializmu do Imperium widoczny jest zanik przeciwieństwa typowego dla tradycji liberalnej: między tym, co prywatne i tym, co publiczne, tym co zewnętrzne i wewnętrzne, gdzie zewnętrze było przedmiotem polityki. W procesie postmodernizacji przestrzenie publiczne ulegają prywatyzacji.

Przestrzeń publiczna została sprywatyzowana do tego stopnia, że nie ma już sensu pojmowanie organizacji społecznej w kategoriach dialektyki między przestrzeniami prywatną i publiczną, między tym, co wewnętrzne i tym, co zewnętrzne. Pole liberalnej polityki nowoczesnej znikło, a więc z tej perspektywy nasze ponowoczesne i imperialne społeczeństwo cechuje deficyt polityczności. W rezultacie miejsce polityki zdezaktualizowało się (s. 206).

Możemy wnioskować, że zanik sfery zewnętrznej jest jednak końcem polityki liberalnej, a zatem i końcem buntu przeciw globalizacji.

W warunkach Imperium nie ma już „zewnętrza” w sensie militarnym. Władza suwerenna nie będzie musiała stawać do walki z Innym suwerennym.

Historia wojen imperialistycznych, między-imperialistycznych i antyimperialistycznych skończyła się. Koniec tej historii to początek rządów pokoju […], weszliśmy w epokę mniejszych i wewnętrznych konfliktów. Każda wojna imperialna jest jakąś wojną domową, akcją policyjną — od Los Angeles i Granady po Mogadiszu i Sarajewo (s. 206).

Imperium zarządza swoją domeną nie poprzez zwalczanie różnic, ale ich inkorporację i afirmowanie. Z jednej strony akceptuje się ludzi bez względu na wiarę, kolor skóry, płeć, orientację seksualną itd. — wszystkie różnice, które mogłyby powodować konflikt społeczny, co oznacza usunięcie potencjału buntu różnych podmiotowości i sprawia wrażenie powstania słusznego prawa, stanowiącego rdzeń Imperium, przeciwko któremu nie ma powodu się buntować. Z drugiej jednak strony następuje celebrowanie różnic, zwłaszcza niekonfliktowych, niepolitycznych, które służą tylko do identyfikacji, by w razie buntu je pominąć. W Imperium nie tworzy się różnic, lecz wykorzystuje istniejące i administruje nimi w interesie kapitału. Wydaje się, że różnice, skoro się nimi zarządza, stanowią mniejsze podstawy buntu. To swoiste ignorowanie różnic wymuszane jest przez funkcjonowanie rynku światowego, który zmierza do dekonstrukcji państwa narodowego, wchłania w siebie różnice ekonomiczne i społeczne, niszczy narodowe technologie i produkty, tworzy coraz bardziej zróżnicowanego konsumenta. Tolerowanie różnic było traktowane jako przejaw słabości imperializmu, a w Imperium jest dowodem siły i służy umacnianiu jego suwerenności. Wszelkie oparte na biologii teorie rasistowskie, seksistowskie, dyskryminujące orientacje seksualne, stają się wrogie nowej kulturze korporacyjnej, opartej na nowoczesnym agresywnym marketingu.

Identyfikacja przeciwnika i wroga, przeciwko któremu należy się zbuntować, nie jest łatwa, gdyż wyzysk przestaje być ograniczony do jednego miejsca i możliwy jest na całej głębokości systemu. Kiedy zanikają binarne podziały i powstaje Imperium, pozbawione swego zewnętrza, coraz trudniej wskazać jednego wroga — „jest raczej wszędzie wielu mniejszych i nieuchwytnych wrogów” (s. 207).

Klasowa i internacjonalistyczna geneza Imperium

Hardt i Negri stawiają śmiałą tezę, że gdyby imperializm nie został przezwyciężony, przyniósłby śmierć kapitałowi. Pojawiła się bowiem alternatywa: albo Imperium, albo bunt i światowa rewolucja na wzór leninowski. Imperium odegrało więc pewną postępową rolę w stosunku do imperializmu, podobnie jak kapitalizm w stosunku do feudalizmu, gdyż doprowadziło do położenia kresu tradycyjnemu kolonializmowi i imperializmowi, pozbyło się szeregu okrutnych reżimów władzy nowoczesnej, zwiększyło potencjał na rzecz globalnego wyzwolenia. Niemniej jednak Imperium buduje własne stosunki władzy i panowania oparte na wyzysku i ucisku, pod wieloma względami bardziej brutalne niż te, które zniszczyło. Cała ludzkość jest obecnie wciągnięta w ten mechanizm, ale specyfika obecnych stosunków polega na tym, że znacznie mniejsza grupa osób panuje nad większością zasobów i bogactw Ziemi.

Hardt i Negri potwierdzają wpływ walki klas na współczesne procesy globalizacyjne, a szczególnie decydujący wpływ walki mas pracujących o swe polityczne wyzwolenie i poprawę położenia ekonomicznego. Powstanie Imperium jest wyrazem przewrotności historii, następuje w wyniku aktywności mas pracujących, choć nie jest określane przez ich interesy. To proletariacki, anty- kolonialny i antyimperialistyczny internacjonalizm oraz walka o komunizm okazały się w tym ujęciu buntem i tylko antycypowały globalizację kapitału. Internacjonalizm był antynacjonalistyczny, ponadnarodowy i globalny. Wzywał proletariat do międzynarodowej solidarności nie na podstawie tożsamości narodowych, lecz wspólnych potrzeb i interesów, bez względu na granice narodowe i państwowe. Internacjonalizm odgrywał ważną rolę wówczas, gdy państwa narodowe zapewniały główne ramy kapitalistycznego wyzysku oraz narzędzia mobilizacji armii do bezsensownych wojen. Państwa narodowego nie można było „subsumować ani sublimować”, można je było tylko zniszczyć, aby uwolnić zamkniętą w jego więzieniach solidarność międzynarodową. Ale czas takiego internacjonalizmu już przeminął. Proletariat dzisiejszy nie jest międzynarodowy, lecz (jeśli chodzi o wyraźną już tendencję) globalny. Rola państw narodowych ulega poważnemu ograniczeniu. Jest więc pewną ironią historii fakt, że doszło do formalnego zwycięstwa idei internacjonalizmu proletariackiego, pomimo ostatniej klęski ruchu robotniczego w skali światowej i wzrostu wyzysku na tym etapie rozwoju historycznego.

Od suwerenności Stanów Zjednoczonych DO SUWERENNOŚCI IMPERIUM

Przedmiot i podmiot buntu określony jest przez zakres swojej suwerenności. „Dzisiaj uogólnione bycie przeciw, jako postawa rzeszy, musi uznać za wroga suwerenność imperialną i wynaleźć odpowiednie środki, by obalić jej władzę” (s. 230).

Określanie wroga jest nierozerwalnie związane z pojęciem suwerenności. Tylko posiadanie suwerennej władzy czyni możliwym wyznaczanie i zwalczanie wroga politycznego. Na przykładzie rozwoju koncepcji suwerenności USA widzimy zmiany kryteriów wyznaczania wroga i możliwości buntu. Hardt i Negri wyodrębniają cztery fazy w rozwoju pojęcia suwerenności.

W pierwszym okresie — od powstania Stanów Zjednoczonych do wojny secesyjnej i Rekonstrukcji — dominowała w USA koncepcja nowoczesnej suwerenności, która rozwijała się w Europie począwszy od XVI wieku. Suwerenność ograniczała się do ściśle określonego terytorium, którego granice były pilnie strzeżone przez administrację. W konstytucji amerykańskiej obszar republikańskiej demokracji posiadał otwartą przestrzeń pogranicza, teren ten był pozbawiony centralizacji i hierarchii typowej dla Europy. Z punktu widzenia powstałych Stanów Zjednoczonych przeszkody na drodze ekspansji stawiała natura, ogromne przestrzenie, a nie stosunki społeczne. W pierwszym okresie suwerenna stała się wolność, suwerenność występowała w ramach otwartego, ciągle rozszerzającego się terytorium. Wolność i pogranicze wzajemnie się nakładały: wszelkie ograniczenie wolności było przeszkodą, którą trzeba było pokonać i przekroczyć. Teren północnoamerykański nie był pusty — byli tam rdzenni mieszkańcy, Indianie, traktowani jako podludzie i część naturalnego środowiska, których trzeba było przepędzić lub wyeliminować. Teren musiał być oczyszczony z buntujących się tubylców. „Ludzie pogranicza podobnie jak muszą się gotować do walki ze srogą zimą, tak też muszą się zbroić przeciwko tubylcom” (s. 186). Rdzenni Amerykanie zostali wykluczeni z Konstytucji, chociaż ich istnienie stało się warunkiem jej funkcjonowania. Przy określaniu liczby przedstawicieli do Izby Reprezentantów Indian w ogóle nie uwzględniano, a jeden czarnoskóry równał się trzem piątym osoby wolnej. Rdzennych Amerykanów można było wykluczyć dlatego, że nie odgrywali oni żadnej roli w tworzeniu ekonomicznych podstaw ustroju nowej republiki. Ich bunty prowadziły do ich zagłady. Praca Czarnych była natomiast istotną podporą nowych Stanów Zjednoczonych. Dlatego buntujący się Afroamerykanie zostali włączeni do Konstytucji, tyle tylko, że nie na równi z białymi posiadaczami. Sprzeczności te zrodziły kryzys konstytucyjny i ideologiczny. „Sto procent dla białych i zero dla rdzennych Amerykanów nie jest poważnym problemem, ale trzy piąte to bardzo kłopotliwa liczba dla Konstytucji” (s. 187).

Wrogami określono rdzennych mieszkańców Ameryki, traktowanych jako element zanieczyszczający środowisko naturalne. Można było prowadzić przeciwko nim regularne wojny, przesiedlać, nie dotrzymywać zawartych umów, oszukiwać i eksterminować. Afroamerykanie byli natomiast wrogami, głównie w stanach południowych, o ile nie chcieli pogodzić się z systemem swego niewolnictwa.

W roku 1823 poszerzono zakres naturalnego terytorium suwerenności USA. Ogłoszono „doktrynę Monroe’a”. Za wrogów uznane zostały te państwa europejskie, które nie akceptowały przywództwa USA w krzewieniu demokracji w obu Amerykach i próbowałyby przywrócić tam europejski system kolonialny.

W drugim okresie — od lat 90. XIX wieku do pierwszej wojny światowej — w związku z industrializacją stosunki społeczne zostały zdominowane przez walkę klasową. W zwalczanie ruchu robotniczego było zaangażowane państwo, a nawet organizacje przestępcze i agencja Pinkertona. Potężne trusty tworzyły nowy rodzaj władzy i suwerenności. Musiano wydać szereg ustaw antytrustowych, aby powstrzymać ich pogoń za zyskiem i uwzględnić interesy większości buntujących się przeciw monopolistycznym praktykom konsumentów. Otwarte wcześniej terytorium dla rozszerzania suwerenności zostało zamknięte. W poszukiwaniu wolnej przestrzeni musiano zwrócić się na zewnątrz. Odwołano się do praktyki kolonializmu europejskiego. Pod hasłem misji cywilizacyjnej białego człowieka zdobywano doświadczenia kolonizacyjne w tłumieniu buntów na Filipinach. W Stanach Zjednoczonych zaczęła sobie torować drogę koncepcja utworzenia rządu światowego i zaprowadzenia pokoju światowego, co stało się później inspiracją do stworzenia Imperium.

Trzeci okres w rozwoju Konstytucji USA — od roku 1917 do 1968 (ofensywa Tet w Wietnamie i klęska Amerykanów) — przypada głównie na czas New Dealu, kiedy uchwalono szereg ustaw, zapewne pod wpływem tego, co działo się w ZSRR po rewolucji październikowej. Trwałą zasadą polityki USA wobec wzrostu ruchu robotniczego stał się antykomunizm. Stany Zjednoczone przejęły na siebie rolę światowego żandarma, brały udział w tłumieniu walk wyzwoleńczych na całym świecie, dokonały komunizacji i rewolucjonizacji wielu buntów społecznych. W okresie zimnej wojny Stany Zjednoczone oscylowały między rolą „protektora i dominatora”. Ochrona wielu krajów przed komunizmem sprawiła, że protekcja „stała się nieodróżnialna od panowania nad nimi i eksploatowania ich metodami imperialistycznymi” (s. 194).

Czwarty okres rozpoczyna się od ruchów społecznych lat 60-tych i trwa do chwili obecnej.

W czasie zimnej wojny Stany Zjednoczone podporządkowały sobie dawne potęgi imperialistyczne i przyjęły na siebie zadanie konstrukcji ładu imperialnego, chociaż nie pokonały swego dotychczasowego głównego wroga, ZSRR, gdyż rozpadł się on w wyniku wewnętrznych sprzeczności. Policyjna rola USA w pełni ujawniła się podczas wojny w Iraku, który został oskarżony o złamanie prawa międzynarodowego i musiał zostać przykładnie ukarany. Znaczenie wojny w Zatoce Perskiej polega więc na tym, że Stany Zjednoczone, po raz pierwszy od wojny koreańskiej, wystąpiły jako jedyna siła zdolna egzekwować międzynarodową sprawiedliwość nie jako funkcję własnych narodowych interesów, lecz tym razem w imię globalnej praworządności. Konstytucja USA w tych warunkach nie jest już imperialistyczna, lecz imperialna. Ponieważ Imperium obejmuje swą suwerennością całą domenę, jest aterytorialne, wróg USA może pochodzić tylko z wnętrza Imperium w wyniku transformacji lub przekwalifikowania dotychczasowych przyjaciół lub sojuszników. Wróg nie może być stały i jeden, a definiowanie go jest ciągłym procesem. Wyznaczanie wroga jest immanentną cechą funkcjonowania Imperium. Jest nim raz „oś zła”, innym razem „imperium zła”, narkobiznes, a ostatnio terroryzm — a więc takie czynniki, których również nie można związać ze ściśle określonym terytorium. O lokalizacji wroga decyduje przypadek lub interesy Imperium. Określenie wroga ułatwia najmniejszy bunt z jego strony, a gdy go brak, fabrykuje się „dowody”.

Bunt” państw narodowych

W przeciwstawieniu się Imperium nie można liczyć na państwa narodowe, gdyż, w pierwszej kolejności, nie mają one ku temu dostatecznej siły. W rzeczywistości są one częścią globalnej piramidy władzy Imperium. Hardt i Negri w tej piramidzie władzy wyodrębniają trzy główne kondygnacje. Na samym szczycie znajduje się jedyne supermocarstwo, które może samodzielnie prowadzić politykę globalną i posiada możliwości użycia broni na skalę globalną, ale woli działać poprzez ONZ — Stany Zjednoczone. Nieco niżej, ale na tej samej szczytowej kondygnacji piramidy, znajdują się państwa zrzeszone w ramach G8, Klubie Paryskim, Klubie Londyńskim, Davos, i tym podobnych. Najniżej w tej pierwszej kondygnacji znajdują się sieci rozpostarte na rynku światowym przez ponadnarodowe korporacje kapitalistyczne, przez które dokonuje się przepływ kapitałów, technologii, surowców i ludzi. Organizacje te działają pod patronatem i z gwarancjami władzy centralnej. Dopiero na d r u g i e j kondygnacji piramidy władzy Imperium znajdują się suwerenne państwa narodowe, często jednak podporządkowane władzy ponadnarodowych korporacji. Państwa narodowe zintegrowały swoje funkcje z mechanizmami dowodzenia na globalnym poziomie ponadnarodowych korporacji i nie są zainteresowane przeciwstawieniem się władzy Imperium. W ramach Imperium zmianie uległy ich funkcje zewnętrzne: pełnią one funkcje politycznej mediacji w odniesieniu do globalnych hegemonicznych mocarstw; negocjacji w odniesieniu do ponadnarodowych korporacji; redystrybucji dochodów według potrzeb na własnym ograniczonym terytorium; filtracji przepływów w globalnym obiegu dochodów i kapitałów; przejmowania i dystrybucji przepływów bogactw do i od władzy globalnej; dyscyplinowania ludności na własnym terytorium. Na trzeciej, najniższej kondygnacji piramidy, znajdują się grupy i organizacje reprezentujące interesy ogółu w globalnych strukturach władzy. Często znajdują się tu nawet państwa narodowe, podporządkowane w ramach ONZ.

Państwa narodowe powstały na obszarach, na których nastąpiła nacjonalizacja prawa wartości. W okresie imperializmu stwarzały one warunki do reprodukcji kapitałów krajowych i siły roboczej w ramach rynków krajowych poprzez unifikację infrastruktury materialnej, walut krajowych, ujednolicenie rozwiązań prawnych, narzucenie języków narodowych, zakazy importu, formy subwencji i pomocy, tworzenie barier celnych, ochronę militarną granic, cła, zabezpieczenie krajowych surowców i zasobów. Państwa narodowe tworzyły systemy porozumień i kompromisów klasowych różnych klas skupionych wokół burżuazji, a więc także ramy do reprodukcji stosunków klasowych w łonie narodu. W okresie globalizacji ruch kapitałów, towarów i usług, z jednej strony zaczął przekraczać i podważać granice strzeżone kiedyś przez państwa narodowe i podporządkowywać je sobie, a z drugiej zaczęły się rozchodzić drogi państw i narodów. Państwa narodowe nie mogły być skutecznym narzędziem w globalnej reprodukcji kapitału globalnego. Firmy transnarodowe zakwestionowały monopol państw narodowych do określenia warunków reprodukcji kapitałów na określonym terenie. Państwa narodowe mogły jedynie zapewnić na swoim terytorium ochronę własności prywatnej. Ich zadania w zakresie reprezentowania i obrony ulokowanych na ich terytorium frakcji kapitału światowego przejęły systemy państw zrzeszone w transnarodowych organizacjach imperialnych, które poważnie ograniczyły ich suwerenność i sparaliżowały możliwość buntu.

Kwestia suwerenności państw narodowych nie może więc być wykorzystywana do walki z Imperium przez poszczególne społeczeństwa. Wynika to zarówno z teoretycznych, jak i praktycznych względów, z roli współczesnych państw i narodów. Państwa narodowe nie są więc w fazie buntu przeciw Imperium, ale „po-buncie”.

Hardt i Negri piszą, że na obecnym etapie rozwoju społecznego doszło do zwycięstwa korporacji transnarodowych nad państwem narodowym. W ten sposób skończył się pewien zakres autonomii sfery politycznej i skurczyła się określona przestrzeń, w której może dojść do buntu w ramach istniejącego ładu politycznego. W przypadku buntu rzeszy ludności przeciwko państwu narodowemu otrzymuje ono pomoc ze strony Imperium. Tradycyjna idea walki z władzą polityczną przestaje być możliwa, również dlatego, że jednolity rząd centralny uległ rozczłonkowaniu pomiędzy szereg organizmów, takich jak banki, międzynarodowe korporacje i instytucje planowania, organizacje humanitarne i pozarządowe. Bunt uległ rozczłonkowaniu i zwielokrotnieniu, co ma zwiększyć suwerenność państw narodowych i Imperium. Formy oporu i buntu muszą być dostosowane do rozmiarów suwerenności i państw narodowych i poszczególnych organizmów ekonomiczno-politycznych. Tracą znaczenie tradycyjne formy oporu organizacji robotniczych, rozwijające się w XIX i XX wieku. Istnieje potrzeba wymyślenia nowych form oporu i buntu.

Nowoczesne rozumienie suwerenności polegało na pewnej transcendencji suwerena na płaszczyźnie społecznej, na tworzeniu i utrzymywaniu ustalonych granic między terytoriami, społecznościami, funkcjami społecznymi. Czym innym jest suwerenność Imperium.

Kapitał, przeciwnie, działa na płaszczyźnie immanencji, poprzez transmisje i sieci stosunków dominacji, bez oparcia o transcendentne centrum władzy. Historycznie zmierza do niszczenia tradycyjnych podziałów społecznych, ogarniając nowe terytoria i włączając w swe procesy coraz to nowe zbiorowości (s. 346).

Kapitał nie jest zmuszany z zewnątrz do łamania tradycyjnych kultur i form organizacji społeczeństwa. Kapitał łączy wszystkie swoje twórcze siły poprzez pieniądz, jako powszechny ekwiwalent wszystkich towarów i stosunków, stopę zysku, poziom wyzysku i realizację wartości dodatkowej.

Transcendencja nowoczesnej suwerenności jest więc w konflikcie z immanencją kapitału. W przeszłości kapitał opierał się na suwerennej władzy, jej strukturach prawa i siły, jednak te same struktury, z zasady sprzeczne z działaniami kapitału, w praktyce stały im na przeszkodzie, w ostateczności blokując jego rozwój. Całą historię nowożytną […] można postrzegać jako ciąg prób negocjowania i mediowania tej sprzeczności (s. 347).

Do skutecznej walki z Imperium nie można wykorzystać nie tylko nacjonalizmu narodów o silnej i historycznej strukturze, ale również nacjonalizmu narodów zależnych. Nacjonalizm narodów podporządkowanych, uciskanych i walczących o swe wyzwolenie sprawuje bowiem dwie podstawowe funkcje. Po pierwsze, funkcję obronną, która nie jest jednak jednoznaczna, gdyż z jednej strony może pełnić rolę postępową, gdy występuje przeciwko zewnętrznym siłom politycznym, ekonomicznym i ideologicznym i pojęcie narodu służy do walki z kolonializmem, neokolonializmem i imperializmem, do walki o niepodległość i równość; z drugiej strony może pełnić rolę konserwatywną lub reakcyjną, gdy zewnętrzne siły są postępowe i demokratyczne. Po drugie, funkcję jednoczącą wspólnotę, przełamującą bariery kulturowe, religijne, etniczne, językowe. Unifikująca rola pojęcia narodu uciskanego jest podwójna: z jednej strony postępową, ale z drugiej — reakcyjną.

Represywne siły narodu i ludu rosną dzięki dowartościowywaniu się wspólnoty i niszczą jej różnorodność. […] Struktury, które służą obronie przed siłami zewnętrznymi, zwiększając moc, autonomię i jedność wspólnoty, to tę same struktury, które wewnętrznie pełnią rolę opresywną, negując różnorodność samej tej wspólnoty (s. 124-125).

Sytuacja ulega całkowitej zmianie, gdy następuje wyzwolenie narodu dotychczas uciskanego. Widoczne to było po uzyskaniu niepodległości przez Irlandię, widoczne jest przy stopniowym uzyskiwaniu niepodległości przez Palestyńczyków.

Kiedy tylko naród zaczyna się formować w suwerenne państwo, znikają wszystkie jego postępowe funkcje. […] Opresywne funkcje nowoczesnej suwerenności nieuchronnie rozwijają się z pełną siłą (s. 125).

Przekonanie, że w okresie Imperium postkolonialne państwo doprowadzi do modernizacji, jest wątpliwe. Uzyskiwanie niepodległości obecnie następuje w warunkach globalnej dominacji rynku, wobec którego wyzwolenie narodowe i suwerenność narodowa są bezsilne. „Choć nacjonalizm ten dąży do wyzwolenia rzesz ludzkich spod obcego panowania, buduje wewnętrzne struktury panowania, które są równie bezwzględne”. Państwo takie, chcąc wpasować naród w globalny porządek kapitalistyczny, musi trzymać w ryzach sprzeczności między kapitałem a — stanowiącym główną siłę uderzeniową ruchu narodowowyzwoleńczego — ludem. Dopóki lud nie uświadomi sobie klasowej istoty nowo utworzonego państwa, „państwo jest zatrutym darem wyzwolenia narodowego” (s. 149-150). Koniec kolonializmu i słabnięcie państw narodowych świadczą o przejściu od suwerenności nowoczesnej do imperialnej i powstaniu nowych warunków i celów buntów.

Jedną z cech imperialistycznej polityki było rozbijanie międzynarodowej jedności klasy robotniczej, wbijanie klinów między masy pracujące na całym świecie, dzielenie ich na przeciwstawne obozy i partie polityczne. W wielu miejscach udało się nawet osiągnąć tożsamość narodu z imperialistycznymi celami. Dlatego ruch rewolucyjny łączył walkę przeciwko wyzyskowi i uciskowi narodowemu z walką przeciwko nacjonalizmowi, rasizmowi, kolonializmowi i imperializmowi. Powstał swoisty lewicowy nacjonalizm, który zakładał przeciwstawienie się międzynarodowemu kapitałowi i nacjonalizmowi narodów uciskających i wyzyskujących.

Odwoływanie się do haseł narodowych nie może dzisiaj być skutecznym narzędziem walki z globalizacją i Imperium. Jest tak dlatego, ponieważ zmierzch państwa narodowego nie jest wynikiem jakiejś ideologicznej słabości narodu i nie może być zmieniony aktem woli. Naród nie jest bowiem jedynie konstrukcją kulturową, lecz strukturą prawno-socjologiczno-ekonomiczną. Zmienną efektywność tej struktury można prześledzić wraz z rozwojem globalnych prawno-ekonomicznych struktur, takich jak GATT, Światowa Organizacja Handlu, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Globalizacja wsparta na tych prawno-ekonomicznych strukturach podważa skuteczność struktur państwa narodowego i możliwość jego konfrontacji z Imperium.

Skazana jest na niepowodzenie próba oparcia strategii lewicy na antyimperialistycznej tradycji przeciwstawiania się napływom do danego kraju międzynarodowego kapitału, powrotu do dawnych porządków poprzez wskrzeszenie silnych państw narodowych, broniących narodów przed kapitałem globalnym, akcentowanie specyfiki narodowej, preferowanie lokalizacji i regionalizacji walk. W takiej „zlokalizowanej” polityce stwarza się granice miejsca, które pojmuje się jako terytorium lub tożsamość, i przeciwstawia niezróżnicowanej i homogenicznej przestrzeni sieci globalnych, gdzie miejsce nie jest przestrzenią ograniczoną, tylko nieszczelną, otwartą na wpływy z zewnątrz (Doreen Massey). Przyjmuje się milcząco założenie, że robotnicy powinni utożsamiać swoje interesy z burżuazją stojącą na czele narodu. Tymczasem walka proletariatu z Imperium przybiera inne formy i ma inne cele.

Strategia polegająca na tworzeniu barier lokalnych przed napływem kapitałów jest reaktywna, jest jednak tylko reakcją na globalizację, ale nie jest alternatywną odpowiedzią na nią. Zdaniem Hardta i Negriego to stanowisko jest dziś błędne i szkodliwe z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze — źle został postawiony problem dychotomii globalnego i lokalnego, zakładając, że „globalność wymaga homogenizacji i niezróżnicowanej tożsamości, podczas gdy lokalność zachowuje heterogeniczność i różnicę” (s. 60-61)2.

Po drugie — strategia walki z globalizacją poprzez obronę lokalności jest szkodliwa również dlatego, że

w wielu przypadkach tożsamości, które jawią się jako lokalne, nie są autonomiczne czy samookreślające, lecz faktycznie zasilają i wspierają rozwój kapitalistycznej machiny imperialnej. Globalizacja czy deterytorializacja, dokonywana przez machinę imperialną, nie jest w istocie przeciwna lokalizacji i reterytorializacji, lecz raczej wprowadza do gry ruchome i modulujące kręgi różnicowania i identyfikacji. Strategia oporu lokalnego źle identyfikuje, i wobec tego maskuje wroga (s. 61-62).

Odwoływanie się w warunkach globalizacji i Imperium do projektu lokalnego, małych ojczyzn, regionalizmu w nauczaniu, specyfiki i czystości narodowej, przypomina działania burzycieli maszyn na początku dynamicznego rozwoju kapitalizmu. Podobnie jak nie można było przeciwstawić się wprowadzeniu maszyn do produkcji, tak też nie można powstrzymać procesu globalizacji. Można rozumieć przyczyny oburzenia, ale nie oznacza to poparcia dla rozwiązań tego ruchu. Marks dostrzegł, że konflikt między robotnikami a maszynami był fałszywy, gdyż jego prawdziwą przyczyną było kapitalistyczne zastosowanie maszyn w celu wyzysku siły roboczej, a nie same maszyny.

Bunt „Trzeciego Świata” przeciwko Imperium

Hardt i Negri wskazują, że stracił użyteczność podział na Pierwszy, Drugi i Trzeci Świat. Na dobrą sprawę Trzeci Świat, jako zjednoczona wspólnota ekonomiczna i siła polityczna, nigdy nie istniał. Pojęcie Trzeciego Świata pojawiło się na tle zimnej wojny, podziału świata na dwa zwalczające się obozy, i oznaczało jedynie obszar wolny od tego podziału i jego pogranicze, będące przedmiotem zabiegów obu światów. Wraz z końcem zimnej wojny podział ten stracił swą metodologiczną użyteczność.

Należy odrzucić „trzecioświatowy” sposób myślenia, który widzi podstawową sprzeczność systemu kapitalistycznego między kapitałem Pierwszego i pracą Trzeciego Świata, któremu często hołduje wiele środowisk uchodzących za „lewicowe” i dostrzega w nim główny potencjał rewolucyjny współczesnej epoki. Pobożnych życzeń nie należy brać za rzeczywistość. Trzecioświatowa perspektywa jest niezadowalająca, gdyż ignoruje antagonizmy, pomija faktyczną tożsamość istoty walk klasowych toczonych zarówno w krajach o pozycji dominującej, jak i podporządkowanych.

Hardt i Negri odrzucają podział państw kapitalistycznych zaproponowany przez Wallersteina i Amina na Centrum oraz peryferia i półperyferia. Ich zdaniem taka klasyfikacja homogenizuje i przesłania rzeczywiste różnice między narodami i kulturami. Bonitacja taka nie pozwala prześledzić globalnych podziałów i dystrybucji produkcji i akumulacji. Zdaniem Hardta i Negriego, obecne podziały nie przebiegają tak prosto, zgodnie z jednym, wybranym kryterium, lecz według wielu „posegmentowanych ścieżek”. Zastrzegają przy tym, że nie chcą powiedzieć, iż zanikły jakościowe różnice pomiędzy np. USA i Brazylią lub Wielką Brytanią i Indiami. Piszą, że poszczególne kraje i regiony zawierają dziś w różnych proporcjach to, co kiedyś uważano za Pierwszy i Trzeci Świat, centrum i peryferie, Północ i Południe. Zróżnicowany i hierarchiczny rozwój nie przebiega wzdłuż ustalonych, dawnych narodowych i międzynarodowych granic, tylko wewnątrz- i ponad-narodowych.

Bunt przeciwko biowładzy

Hardt i Negri, dla podkreślenia przemian charakteru i znaczenia władzy państwowej, wprowadzają nową kategorię — biowładza. Nastąpiła radykalna transformacja roli i znaczenia siły roboczej poprzez włączenie do niej nauki i informatyki. Poprawiły się nie tylko zdolności intelektualne, ale również fizyczne, pracy.

Biowładza oznacza właśnie owe produkcyjne zdolności życia, które są zarówno intelektualne, jak cielesne. Moce produkcji są dziś w istocie całkowicie biopolityczne, innymi słowy, przenikają one i konstytuują bezpośrednio nie tylko produkcję, lecz także całą dziedzinę reprodukcji. Biowładza staje się czynnikiem produkcji, gdy cały kontekst reprodukcji podpada pod zasadę kapitalistyczną, to jest gdy reprodukcja i istotne relacje, które o niej stanowią, same stają się bezpośrednio produkcyjne. Biowładza to inna nazwa rzeczywistej subsumcji społeczeństwa pod kapitał, a oba te określenia są równoznaczne ze zglobalizowanym porządkiem produkcyjnym. […] Praca staje się coraz mniej materialna […]. Stosunek między produkcją i życiem zmienił się więc tak, że uległ całkowitemu odwróceniu względem tego, jak rozumie go ekonomia polityczna. Życie nie jest już wytwarzane w cyklach reprodukcji podporządkowanych dniu roboczemu; przeciwnie, to właśnie życie wypełnia i opanowuje wszelką produkcję (s. 385).

W procesie globalizacji i powstawania Imperium dochodzi do konwersji „bazy i nadbudowy”, niematerialna praca i kooperacja stają się „dominującą siłą produkcyjną”, nadbudowa „zostaje zaprzęgnięta do pracy”, zmieniają swoją treść tradycyjne kategorie ekonomii politycznej.

Produkcja staje się nieodróżnialna od reprodukcji; siły produkcyjne mieszają się ze stosunkami produkcji; kapitał stały jest ustanawiany i reprezentowany w obrębie kapitału zmiennego, w mózgach, ciałach i kooperacji produktywnych przedmiotów. Podmioty społeczne są jednocześnie producentami i produktami tej jednolitej machiny. W tej nowej historycznej formacji nie jest już dłużej możliwe identyfikowanie jakiegoś znaku, podmiotu, wartości czy praktyki jako będącej „na zewnątrz” (s. 405).

Tradycyjne znaki i symbole nie nadają się więc na sztandary w obecnej walce.

Giorgio Agamben, włoski filozof, który zrezygnował z wykładów w USA w ramach protestu przeciwko paszportom biometrycznym, pisał, że nazistowska biopolityka polegała na odebraniu podmiotowości jej ofiarom. Popadały one w stan obozowej wegetacji, obojętności i skrajnego uprzedmiotowienia zwanego muzułmaństwem. W ten sposób więźniowie obozów koncentracyjnych byli pozbawiani zdolności zaświadczania o ogromie zbrodni i jakiejkolwiek możliwości buntu. Jego zdaniem „najważniejszym osiągnięciem współczesnej biowładzy nie jest fabrykowanie życia i śmierci, lecz uległego i potencjalnie niekończącego się przeżycia. Idzie zatem o to, by w człowieku oddzielić za każdym razem życie organiczne od życia zwierzęcego, istotę nieludzką od człowieka, muzułmana od świadka, życia wegetatywnego podtrzymywanego za pomocą technik reanimacyjnych od życia świadomego, póki nie osiągnie się pewnego progu, który na podobieństwo granic geopolitycznych, jest jednak ze swej istoty ruchomy i przemieszcza się wraz postępem technologii naukowych i politycznych. Największą ambicją biowładzy jest całkowite i nieodwołalne oddzielenie w ludzkim ciele tego, co żywe od tego, co mówiące, zoe od bios, istoty nieludzkiej od człowieka, oddzielenie przybierające postać przeżycia”3.

„Wojny sprawiedliwe”

W powszechnym mniemaniu „wojny sprawiedliwe” oznaczały prawo danego państwa do obrony przed agresją z zewnątrz, politycznej suwerenności czy integralności terytorialnej. Były one przedstawiane jako etyczne i dopuszczalne formy buntu, obrony, działań defensywnych lub ruchu oporu. W dzisiejszych czasach (Imperium) wróg został jednocześnie zbanałizowany (zredukowany do obiektu rutynowych działań policyjnych) oraz zabsolutyzowany (gdyż stanowi zagrożenie dla etycznego lub religijnego porządku). Taką pierwszą nowoczesną „wojną sprawiedliwą”, świadczącą o powstaniu Imperium, stała się wojna w Zatoce Perskiej. Jest ona ostatnią wojną sprawiedliwą opisaną w kategoriach antyimperialistycznych, ale faktycznie pierwszą przeciw Imperium — nieskuteczną, a właściwie nieskutecznym, sprowokowanym buntem przeciw Imperium. Stany Zjednoczone przedstawiły tę wojnę nie jako realizację swoich interesów narodowych, ale jako realizację globalnej sprawiedliwości i praworządności, a to oznaczało według prezydenta USA Georgea Busha narodziny nowego porządku światowego. Uzasadnieniem tej wojny stała się skuteczność akcji militarnej i pokonanie przeciwnika. Już nawet doświadczenia starożytnego Rzymu pokazują, że Imperium kształtuje się nie tyle w wyniku zastosowania siły jako takiej, ale umiejętnego przekonywania, że służy ono prawu i pokojowi. Wojskowa interwencja Imperium następuje zawsze na prośbę jednej lub więcej ze stron już zaangażowanych w konflikt.

Imperium nie rodzi się z własnej woli, lecz zostaje powołane do życia i ukonstytuowane na podstawie swej zdolności rozwiązywania konfliktów. Pojawia się i zyskuje prawną legitymację swoich interwencji tylko wtedy, gdy jest już włączone w łańcuch międzynarodowych porozumień nastawionych na rozwiązywanie aktualnych konfliktów (s. 30).

Przejawem kryzysu stosowania prawa jest powoływanie się na wyjątek. Imperium otrzymuje lub uzurpuje sobie możność określania postulatów oraz środków niezbędnych do interwencji na prawach wyjątku, co oznacza powstanie prawa policyjnego.

Prawna możliwość panowania nad wyjątkiem i możność planowania działań policyjnych są więc dwiema początkowymi współrzędnymi określającymi imperialny model władzy (s. 31).

Prawo do interwencji figurowało już w Karcie ONZ i oznaczało prawo lub obowiązek dominujących podmiotów porządku światowego do interwencji na terytorium innych podmiotów w celu zapobieżenia problemom humanitarnym, zagwarantowania porozumień lub zaprowadzenia pokoju. Interwencje współczesne nie są jednak dokonywane po to, by poskromić buntujących się wobec prawa lub umów międzynarodowych.

Obecnie ponadnarodowe podmioty legitymizowane nie przez prawo tylko przez consensus interweniują we wszelkich sytuacjach wyjątkowych w imię wyższych zasad moralnych. Interwencję taką uzasadniają nie tylko permanentny stan wyjątkowy i nadzwyczajna sytuacja, lecz permanentny stan wyjątkowy i nadzwyczajna sytuacja usprawiedliwione podstawowymi wartościami sprawiedliwość i (s. 32-33).

Z Imperium nie można skutecznie walczyć poprzez mobilizację społeczeństw na bazie ogólnoludzkich wartości i praw człowieka, rzekomo bronionych przez różnego rodzaju organizacje pozarządowe (NGO). Rozwój tych organizacji przedstawiany jest niejednokrotnie jako jedno z kryteriów rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, sposób walki z omnipotencją władzy, obrona tradycji lokalnych. Tymczasem organizacje pozarządowe w Imperium pełnią niejednoznaczną rolę, gdyż służą do powstrzymania buntujących się, chociaż z pozoru są narzędziem buntu przeciwko globalizacji i Imperium. Cieszą się poparciem części środków masowego przekazu, które przedstawiają podejmowane przez nie działania jako uzasadnione imperatywami moralnymi i etycznymi. Zasięg ich działań jest zarówno lokalny, jak i globalny. W rzeczywistości organizacje te są

jedną z najpotężniejszych pokojowych broni nowego porządku światowego — są kampaniami miłosierdzia i zakonami żebraczymi Imperium. Organizacje te prowadzą „sprawiedliwe wojny” bez broni, bez przemocy, bez granic. Jak dominikanie w późnym średniowieczu i jezuici u zarania nowoczesności, grupy te usiłują poznać powszechne potrzeby i bronić praw człowieka. Za pomocą własnego języka i własnego działania określają wroga jako brak czegoś (w nadziei zapobieżenia poważnej szkodzie), a następnie traktują wroga jako grzech.

Piętnują wroga-grzesznika w „kategoriach inkwizycyjnych”. Taka interwencja moralna NGO przestaje być wyrazem buntu przeciw Imperium, a „staje się awangardą interwencji imperialnej”. Organizacje te ukierunkowane są na „symboliczne wytwarzanie wroga”. „Interwencja moralna bywa często pierwszym aktem, który przygotowuje fazę interwencji militarnej. W takich przypadkach działania militarne przedstawia się jako akcję policyjną, mającą sankcję międzynarodową” (s. 51-52).

Buntujące się organizacje pozarządowe torują więc drogę nowym „wojnom sprawiedliwym Imperium”, które wspiera „policja moralna”, mająca wartość praw imperialnych. Za wojskiem i policją podążają międzynarodowe czy ponadnarodowe trybunały, które zmuszone są do podążania wyznaczoną przez nie drogą. „Armie i policja wyprzedzają te trybunały i wprzód ustanawiają zasady sprawiedliwości, które trybunały muszą następnie stosować”. Jest to odwrócenie logiki konstytucyjnej. Trybunały w Imperium, którym środki masowego przekazu poświęcają dużo uwagi, ulegną przekształceniu. W końcu rolę trybunałów dostosuje się do roli i funkcji Imperium.

Trybunały trzeba będzie stopniowo przekształcić z organu, który po prostu wydaje wyroki na zwyciężonych, w ciało sądowe czy system ciał, które dyktują i sankcjonują wzajemne relacje między porządkiem moralnym, stosowaniem działań policyjnych i mechanizmem legitymizującym suwerenność imperialną (s. 53).

Bunt fundamentalistów

Jednym z symptomów przejścia od imperializmu do Imperium jest rozwój różnego rodzaju fundamentalizmów. Przedstawiciele dominującego nurtu widzą w buncie fundamentalizmów główne zagrożenie dla stabilności globalnego porządku. Uważają, że fundamentalizm, jako ruch antymodernistyczny, próbuje wskrzesić pierwotne tożsamości i wartości. Główne zagrożenie widzą w fundamentalizmie islamskim, który z kolei sprowadzają do nietolerancyjnego fanatyzmu religijnego, wyrastającego na bazie modernizacyjnej sekularyzacji i antyokcydentalizmu. W rzeczywistości słuszniej jest widzieć w fundamentalizmie nie tyle chęci odtworzenia dawnego świata, co raczej odrzucenie historycznego przejścia, jakie się współcześnie dokonuje ku nowoczesności.

Podobnie jest z fundamentalizmem chrześcijańskim, który szczególnie mocno rozwija się w USA, zmierzającym do odtworzenia stabilnej i hierarchicznej rodziny nuklearnej, która miała istnieć w dawnych czasach, oraz do przeciwstawienia się aborcji i homoseksualizmowi. W rzeczywistości czysta „tradycyjna rodzina” nigdy nie istniała. Jest to rzutowanie fikcyjnego modelu na współczesne niepokoje i lęki, bunt przeciwko współczesnemu mu porządkowi społecznemu. Hardt i Negri antynowoczesny bunt fundamentalizmów widzą nie tyle w ich przednowoczesnych, ile w ponowoczesnych celach i zamiarach. Ta ich ponowoczesność wyraża się w odrzuceniu hegemonii euro- -amerykańskiej, modernizmu islamskiego i chrześcijańskiego. Rewolucję irańską, będącą potężnym odrzuceniem rynku światowego, można widzieć jako pierwszą rewolucję postmodernistyczną. Zdaniem Hardta i Negriego

postmoderniści i dzisiejsi fundamentaliści pojawili się nie tylko w tym samym momencie, lecz także w odpowiedzi na tę samą sytuację, tylko na przeciwstawnych biegunach globalnej hierarchii, według zastanawiającego rozkładu geograficznego. Mocno upraszczając, można twierdzić, że dyskursy postmodernistyczne odwołują się przede wszystkim do zwycięzców w procesie globalizacji, a dyskursy fundamentalistyczne do przegranych (s. 166).

Bunt proletariatu

Charakteryzując antagonizm klas w społeczeństwie burżuazyjnym, K. Marks pisał w Świętej rodzinie:

Klasa posiadająca i klasa proletariatu przedstawiają tę samą ludzką autoalienację [Selbstentfremdung], Pierwsza z tych klas czuje się w owej autoalienacji dobrze, czuje się przez nią utwierdzona, widzi w alienacji świadectwo własnej potęgi i posiada w niej pozór ludzkiego bytowania. Druga zaś czuje się w tej alienacji unicestwiona, dostrzega w niej niemoc własną i rzeczywistość nieludzkiego bytowania. Klasa ta jest, że użyjemy słów Hegla, w upodleniu buntem przeciwko temu upodleniu, buntem, do którego popychają nieuchronnie sprzeczność między jej ludzką naturą a jej sytuacją życiową, stanowiącą otwarte, zdecydowane, wszechobejmujące zaprzeczenie tej właśnie natury. W obrębie tego przeciwieństwa jest więc właściciel prywatny stroną konserwatywną, proletariusz — destrukcyjną. Działanie pierwszego zmierza do zachowania przeciwieństwa, działania drugiego zaś — do jego unicestwienia. […] Proletariat wykonuje wyrok, który własność prywatna sama na siebie wydaje przez to, że wytwarza proletariat, tak samo jak wykonuje on wyrok, który wydaje sama na siebie praca najemna przez to, że wytwarza cudze bogactwo i własną nędzę4.

Marks i Engels w proletariacie dostrzegli ucieleśnienie buntu i główną siłę zainteresowaną zburzeniem kapitalizmu i likwidacją wyzysku. Proletariat swoją działalnością neguje burżuazję jako klasę, a tym samym siebie jako klasę uciskaną przez burżuazję. Marks pisał, że ten cel generalny będzie musiał zostać zrealizowany bez względu na to, jakie są cele aktualnych buntów.

Nie chodzi o to, co w danej chwili wyobraża sobie jako swój cel ten czy ów proletariusz czy nawet cały proletariat. Chodzi o to, czym jest proletariat w rzeczywistości i co, zgodnie z tym bytem swoim, będzie zmuszony zdziałać w historii, lego cel i rolę dziejową wykreśla z góry w sposób oczywisty i nieodwołalny jego własna sytuacja życiowa, jak również cała organizacja dzisiejszego społeczeństwa obywatelskiego5.

Powstanie Imperium prowadzi do przebudowy dotychczasowych stosunków społecznych, stare kategorie zyskują nową treść. Hardt i Negri rozróżniają proletariat i przemysłową klasę robotniczą. W procesie globalizacji proletariat uległ głębokim przekształceniom. Obecne pojęcie proletariatu, ich zdaniem, jest bardziej ogólne i obejmuje wszystkich tych, których praca jest pośrednio i bezpośrednio wyzyskiwana przez kapitał i poddana kapitalistycznym normom produkcji i reprodukcji. W imperializmie proletariat obejmował przemysłową klasę robotniczą, która stanowiła tylko cząstkowy moment w historii proletariatu i jego dokonań rewolucyjnych. W tym okresie wielu uważało, że tylko praca opłacanych robotników jest produkcyjna, a wszystkie inne jej rodzaje wydawały się im reprodukcyjne lub nawet nieprodukcyjne. Dzisiejszy proletariat jest wewnętrznie urozmaicony i coraz trudniej jest dostrzec różnice pomiędzy pracą produkcyjną, reprodukcyjną i nieprodukcyjną. Nasilają się jego walki w skali globalnej, chociaż stają się „niemal niekomunikatywne”.

Bunty rzeszy ludzkiej wybuchają w całym Imperium. Wydają się one pewną tragiczną powtórką walk wcześniejszych. Walki o demokrację na placu Tiananmen i zamieszki rasowe w Los Angeles wydawały się pogłosem konfliktów, które wstrząsnęły Stanami Zjednoczonymi w latach sześćdziesiątych. „Strajki w Paryżu i Seulu zdawały się nas cofać do epoki masowego robotnika fabrycznego, jak gdyby były ostatnim tchnieniem umierającej klasy robotniczej” (s. 73). Nie były one bowiem jakimś nowym cyklem antyimperialistycznych, internacjonalistycznych walk proletariatu, lecz świadczyły o zapoczątkowaniu ruchów społecznych nowej jakości, pomimo dzielących je różnic radykalności i miejsca. „Walki te są jednocześnie ekonomiczne, polityczne i kulturowe — i stąd są walkami biopolitycznymi, walkami o formę życia. Są to walki konstytuujące, tworzące nowe publiczne przestrzenie i nowe formy wspólnoty” (s. 72).

Zdaniem Hardta i Negriego, komunikację między różnymi walkami proletariatu blokują obecnie dwa czynniki: po pierwsze — „brak rozpoznania wspólnego wroga”, a po drugie — „brakuje wspólnego języka walk” (s. 73).

W epoce imperializmu wielkoprzemysłowej klasie robotniczej przyznawano przywódczą rolę wobec innych grup proletariatu. Dzisiaj nie przestała ona istnieć, ale utraciła swe dawne, dominujące znaczenie w gospodarce kapitalistycznej i hegemoniczną pozycję w walkach klasowych proletariatu. Istnieje potrzeba pogłębionej analizy nowego składu proletariatu jako klasy. Bunty proletariatu będą miały lokalny charakter, dopóki nie zjednoczy się globalny proletariat w klasę dla siebie. Dawne bunty przerastają w nowe zjawisko, które można byłoby nazwać „po-buncie”.

Bunt biedoty

Wśród potencjalnych sił podmiotowych, zdolnych do buntu przeciw i obalenia Imperium, w sposób naturalny zdaje się znajdować b i e d o t a. Ta kategoria społeczna była dość niechętnie widziana przez dotychczasowych marksistów z uwagi na to, że nie podlegała ona dyscyplinie fabrycznej i dyscyplinie niezbędnej do zbudowania socjalizmu. Biedota jest pozbawiona środków do życia, wykluczona, represjonowana i wyzyskiwana. Biedota, chociaż żyje w nędzy i cierpieniu, stanowi podstawę wszelkiej możliwości człowieczeństwa, ma bowiem zdolność do odnawiania życia społecznego. To z niej poprzez procesy akumulacji pierwotnej wyłonił się proletariat jako podmiot zbiorowy i z niej wyłonią się siły zdolne zbudować kontr-Imperium. W warunkach Imperium, gdy coraz mniejsza grupa bogatych panuje nad zasobami planety, a coraz większa grupa żyje w biedzie, gdy zaciera się granica między produkcją, a reprodukcją i konsumpcją, biedota w biopolitycznych reżimach produkcji jest „postacią produkcji”, „u podstawy pojęcia i pospolitego miana biednego istnieje stosunek produkcji”. Zdaniem Hardta i Negriego

biedota wyróżnia się już nie tylko przez swą zdolność profetyczną, lecz także przez swą niezastąpioną obecność w produkcji wspólnego bogactwa, coraz bardziej wyzyskiwana i coraz ściślej zindeksowana w zależności od stopnia przydatności. Biedota jest sama potęgą. Istnieje Światowa Bieda, ale przede wszystkim istnieje Światowa Możność, i tylko biedota jest w tej możności (s. 174).

W warunkach globalizacji i produktywności biedoty staje się ona czynnikiem dynamizującym stosunki społeczne:

biedni stali się jeszcze ważniejsi: życie biednych wypełnia planetę i okrywa ją swoim pragnieniem kreatywności i wolności. Biedni są warunkiem wszelkiej produkcji (s. 175).

To sprawia, że biedota, po nieudanych próbach przekształcenia jej w proletariat, a proletariatu w armię wyzwolenia, znów zostaje umieszczona w centrum polityki.

Inaczej stało się z ludem. Hardy i Negri uważają, że od czasów upadku Cesarstwa Rzymskiego następuje ciągły proces prywatyzacji własności publicznej. Las Robin Hooda, Wielkie Równiny amerykańskich Indian, stepy nomadów przeszły do sfery legend. W sytuacjach szczególnego zagrożenia własność publiczna rozszerzała stan swego posiadania drogą przymusowych wywłaszczeń, ale po ustabilizowaniu się sytuacji przedmioty własności publicznej ponownie wracały w prywatne ręce. Prywatyzacja majątku publicznego stała się immanentną cechą i siłą napędową kapitalizmu. Ostatni triumf własności prywatnej znalazł swoje odbicie w upadku państwa opiekuńczego w XX wieku po ofensywie neoliberalizmu oraz w dążeniu do prywatyzacji zakładów energetycznych i usług komunikacyjnych, zbudowanych kosztem publicznych pieniędzy.

Lud, uważany niegdyś za źródło pojęcia społeczeństwa, został wywłaszczony i zawłaszczony na użytek prywatny […]. Społeczeństwo zostaje rozwiązane i sprywatyzowane, nawet jako pojęcie. W istocie rzeczy immanentna relacja między tym, co społeczne, i tym, co ludowe, wspólne, zostaje zastąpiona transcendentną władzą własności prywatnej (s. 321-322).

W warunkach globalizacji (powstania rynku światowego, rozwoju podziału pracy) pojęcie własności prywatnej, jako prawa do wyłącznego posiadania, korzystania, dysponowania rzeczami —

to wspólnota produkuje i produkując, podlega reprodukcji i redefinicji. Podstawy klasycznego nowoczesnego pojęcia własności prywatnej uległy więc w jakiejś mierze rozmyciu w postmodernistycznym sposobie produkcji. […] Konceptualny kryzys własności prywatnej nie stał się kryzysem w praktyce — zamiast tego powiększał się zasięg uniwersalnego reżimu prywatnego zawłaszczania. […] Własność prywatna, mimo swej prawnej potęgi, staje się nieuchronnie pojęciem coraz bardziej abstrakcyjnym i transcendentalnym, a więc coraz bardziej oderwanym od rzeczywistości (s. 322).

Odrodzenie pojęcia „ludu” i jego świadomy bunt przeciwko prywatnemu zawłaszczaniu efektów zbiorowej pracy jest więc zadaniem nie tylko poznawczym, ale również praktycznym.

KONTR-lMPERIUM — PRZEJŚCIE OD BUNTU DO „PO-BUNCIE”

Bunty wyznaczają granice Imperium i modyfikują jego instrumenty i cele.

Procesy globalizacji nie następowałyby albo zatrzymałyby się, gdyby ciągle nie przeszkadzały im albo nie popychały naprzód owe wybuchy gniewu rzeszy ludzkiej, sięgające wprost do najwyższych szczebli władzy imperialnej (s. 76).

Hardt i Negri uważają, że przeciwstawić się Imperium i jego globalnemu rynkowi można tylko na równie globalnej płaszczyźnie.

Imperium nie można stawić oporu za pomocą projektu zakrojonego na ograniczoną, lokalną autonomię. Nie możemy cofnąć się do żadnej poprzedniej formy społecznej, ani posuwać się naprzód w izolacji” (s. 224).

Z Imperium można skutecznie walczyć tylko na jego własnym poziomie ogólności i popychając naprzód procesy, które oferuje, poza ich własne granice. Musimy przyjąć to wyzwanie i nauczyć się myśleć globalnie i działać globalnie. Trzeba się zmierzyć z globalizacją za pomocą kontr-globalizacji, z Imperium za pomocą kontr-Imperium” (s. 225).

Naiwna i utopijna jest myśl, że można przeciwstawić się imperialistycznemu charakterowi kapitału, że można go ucywilizować i zhumanizować. Reprodukcja i akumulacja kapitału we współczesnych warunkach zakładają konieczność imperialistycznej ekspansji. Złu imperializmu nie można zaradzić inaczej, jak niszcząc sam kapitalizm w skali globalnej.

Dzisiejsza walka nie jest czystym powtórzeniem walk rewolucyjnego proletariatu w przeszłości przeciwko kolonializmowi i imperializmowi. Nie jest działalnością przedstawicielską wobec interesów wyzyskiwanych, lecz konstytutywną i innowacyjną, twórczo przeciwstawiającą się Imperium, „konstytutywnym inwestowaniem w sferę biopolityczną, w formowanie kooperacyjnych mechanizmów produkcji i wspólnoty. […] Owa walka czyni opór kontr-władzą, a bunt projektem miłości” (s. 433).

Elementy programu walki z Imperium

a) Kontr-Imperium wrogiem globalizacji i Imperium

Zwolennicy Imperium widzą je jako wieczne, pozahistoryczne, coś, co osiągnęło doskonałość i kres rozwoju w historii. Wbrew temu mniemaniu globalizacja generuje jednak wewnętrzne sprzeczności, co czyni zjawiska jej towarzyszące niejednoznacznymi, i to pomimo globalnego zasięgu i totalitarnego charakteru. Końca Imperium nie można zadekretować. Czynniki, które wpłynęły na jego powstanie, zadecydują o lego zmierzchu i powstaniu kontr-Imperium. Form, metod i czasu obalenia Imperium nie można wybierać według własnego widzimisię. Przeciwko Imperium mogą wystąpić tylko siły podmiotowe stworzone przez Imperium.

Hardt i Negri nie są przeciwni globalizacji jako takiej. Wrogiem dla nich jest pewien szczególny reżim stosunków globalnych, który nazywają Imperium. W walce z tym aspektem globalizacji nie można zastosować tradycyjnej strategii i taktyki proletariackiej z XIX i XX wieku ani odwołać się do sił spoza Imperium.

W konstytucji Imperium nie ma żadnego „zewnętrza” władzy, nie ma już więc słabych ogniw — jeśli przez słabe ogniwo rozumiemy jakiś punkt marginalny, gdzie artykulacje globalnej władzy są szczególnie podatne na ataki. Żeby uzyskać znaczenie, każda walka musi uderzać w serce Imperium, tam, gdzie jest jego siła. Jednak ten fakt nie daje pierwszeństwa żadnym regionom geograficznym […]; wirtualne centrum Imperium można zaatakować z każdego punktu […]; jedyną dostępną strategią walk jest strategia konstytuującej kontrwladzy, która wyłania się z wnętrza Imperium (s. 75).

Walka z Imperium może rozpocząć się wszędzie i uderzyć w jego serce. Granicę Imperium wyznaczają żywiołowe bunty mas pracujących w poszczególnych krajach. Jeśli władza imperialna wspomina o tych walkach, to po to, by je „zakląć w pasywności” i zorientować się, jakie procesy globalizacji są możliwe, a jakie nie. Procesy globalizacji zatrzymałyby się, gdyby nie popychała ich naprzód walka klas i wybuchy gniewu rzeszy ludzkiej, sięgające bezpośrednio najwyższych szczebli władzy imperialnej.

b) Prawo do obywatelstwa globalnego

W procesie globalizacji powszechna stała się międzynarodowa cyrkulacja towarów, usług i kapitałów. Nie dotyczy to jednak jednego towaru — siły roboczej, której przepływ podporządkowany jest interesom Imperium. Masowe migracje stały się niezbędnym elementem dla produkcji, ale Imperium próbuje je ograniczać i kontrolować. Kryminalizuje w tym celu niektóre grupy ludności i szlaki komunikacyjne. Dla dyskredytacji i zaniżenia wartości siły roboczej napływającej z Ameryki Południowej do USA mówi się o „szlaku ko- kainowym”, z Afryki Północnej i subsaharyskiej do Europy Zachodniej mówi się o „drodze terroryzmu”. Imperium nie chce dopuścić do legitymizacji politycznej tych migracji. Zdaniem Hardta i Negriego należy zapewnić rzeszy ludzkiej swobodę rozprzestrzeniania się po całym świecie, gdyż powstrzymywanie migracji jest tylko manifestacją siły przez Imperium. Pierwszym politycznym postulatem w interesie globalnej rzeszy ludzkiej jest żądanie globalnego obywatelstwa. Należy w pierwszej kolejności zalegalizować wszystkie przemieszczenia siły roboczej, które dokonały się w interesie kapitału. Wszystkim imigrantom należy zapewnić dokumenty pobytowe, które nadadzą im pełne prawa obywatelskie w kraju, w którym mieszkają i pracują. Będzie to jedynie dostosowaniem prawa do przemian ekonomicznych, jakie dokonały się w ostatnich latach. Jest to jednak tylko pierwszy etap walki o globalne obywatelstwo. W drugim etapie

rzesza musi być w stanie decydować, czy, kiedy i gdzie się przemieszcza. Musi mieć też prawo pozostawania w jednym miejscu, bez przymusu przemieszczania się. Powszechne prawo do kontroli własnego ruchu jest podstawowym żądaniem, jeśli chodzi o globalne obywatelstwo. Żądanie to jest radykalne o tyle, że stanowi wyzwanie dla podstawowego mechanizmu imperialnej kontroli nad produkcją i życiem. Globalne obywatelstwo przywraca rzeszy zdolność kontrolowania przestrzeni, a więc projektowania nowej kartografii (s. 420).

Przyznanie globalnego obywatelstwa zakończyłoby okres buntu i koczowania na granicach oraz byłoby początkiem nowej fazy walk „po-buncie”.

c) Czas pracy i prawo do płacy społecznej

Arystoteles w definicji czasu zwrócił uwagę, że stanowi on miarę ruchu między jakimś „przed” i jakimś „po”. Oddzielił pojęcie czasu od doświadczeń indywidualistycznych i spirytualistycznych oraz uczynił go doświadczeniem zbiorowym rzeszy ludzi i treścią ich życia. W epoce ponowoczesnej czas nie jest określany przez

żadną miarę transcendentną, żadne a priori: czas należy bezpośrednio do egzystencji. […] Czas wraca całkowicie pod władzę egzystencji kolektywnej, a więc lokuje się wewnątrz kooperacji rzeszy (s. 421).

Praca materialna lub niematerialna, intelektualna lub fizyczna, bierze udział w produkcji i reprodukcji życia społecznego. Na obszarze tak rozumianej produkcji biopolitycznej, proletariat produkuje w całej swej ogólności wszędzie i przez cały czas. Nawet tradycyjnie rozumiany czas pracy uległ wydłużeniu. Często wynosi dwanaście, czternaście godzin, bez weekendu i urlopu, pracują mężczyźni, kobiety, dzieci, renciści i emeryci. Coraz trudniej rozróżnić czas pracy czy przygotowania procesu produkcyjnego od czasu reprodukcji i odpoczynku, czas pracy od czasu wolnego. Wymaga to innego spojrzenia i przewartościowania haseł programowych dotyczących czasu pracy, czasu kształcenia, czasu wypoczynku itd. itp., a także innego spojrzenia na problemy płacy roboczej, wynagrodzenia za pracę. Indeksy giełdowe spadają, gdy wzrasta bezrobocie, ale również wówczas, gdy w jakimś kraju próbuje się utrzymać elementy państwa opiekuńczego.

Wychodząc naprzeciw trudnościom w rozróżnieniu czasu pracy i „po-pracy” oraz dla przezwyciężenia sprzeczności wewnętrznych kapitalistycznego opłacania siły roboczej, Hardt i Negri odróżniają pojęcie płacy roboczej, którą nazywają również płacą rodzinną, od płacy społecznej. Przy tej okazji pojawia się drugie proponowane przez nich polityczne żądanie programowe rzeszy ludzkiej: płaca społeczna i gwarantowany dochód dla wszystkich.

Płaca społeczna jest przeciwieństwem przede wszystkim płacy rodzinnej, podstawowego narzędzia podziału pracy ze względu na płeć, które służy temu, by płacę za pracę produkcyjną robotnika-mężczyzny wyobrażano sobie także jako opłacającą niezarobkową pracę reprodukcyjną żony robotnika i jego podopiecznych w domu. Płaca rodzinna utrzymuje władzę w rodzinie w rękach zarobkującego mężczyzny i uwiecznia fałszywe mniemanie o tym, która praca jest produkcyjna, a która nie. Wraz z tym, jak zaciera się rozróżnienie między produkcją i pracą nieprodukcyjną, słabnie też uzasadnienie płacy rodzinnej. Płaca społeczna rozciąga się daleko poza rodzinę, na całą rzeszę, obejmując nawet niezatrudnionych, ponieważ cała rzesza produkuje i jej produkcja jest niezbędna z punktu widzenia całkowitego kapitału społecznego. W przejściu do ponowoczesności i produkcji biopolitycznej siła robocza staje się coraz bardziej kolektywna i społeczna. Nie można już nawet popierać starego hasła „równa płaca za równą pracę”, od kiedy me da się indywidualizować i mierzyć pracy. Żądanie płacy społecznej rozciąga na całą populację wymaganie, by wszelką aktywność niezbędną dla produkcji kapitału uznano poprzez równe wynagrodzenie, tak aby płaca społeczna była rzeczywiście gwarantowanym dochodem. Kiedy już obywatelstwo obejmie wszystkich, będziemy mogli nazwać ten gwarantowany dochód dochodem obywatelskim, należnym każdemu jako członkowi społeczeństwa (s. 423).

Ten punkt programu Hardta i Negriego wydaje się najsłabszy. Zdaniem Mi- chela Hussona, postulat powszechnego dochodu gwarantowanego wychodzi z tezy o końcu pracy. W jej myśl postęp techniczny redukuje pracę do niewielu rzeczy i pełne zatrudnienie jest już nieosiągalne, zamiast pełnego zatrudnienia celowa powinna być „pełna aktywność”, a hasło programowe „prawa do pracy” należy zastąpić „prawem do dochodu”. Realizacja hasła powszechnego dochodu gwarantowanego prowadziłaby do redystrybucji bogactwa społecznego, niezależnie od uczestnictwa w jego tworzeniu, i nastąpiłby transfer bogactwa od tych, którzy je wytwarzają, do tych, którzy by je tylko konsumowali. Jeśli dochód gwarantowany równałby się płacy minimalnej, to żaden pracownik nie chciałby pracować za płacę minimalną. Wzrost wydajności pracy skutkowałby dalszym spadkiem liczby miejsc pracy. Powstałby nowy podział społeczny między tymi, co mają pracę i dochody, i tymi, co mają tylko dochody bez pracy, między tymi, co wytwarzają i tymi, co tylko konsumują. Konsekwencją byłoby obniżenie płacy minimalnej i emerytur do poziomu ubóstwa, również świadczenia dla bezrobotnych nie przekroczyłyby tego pułapu. Występuje sprzeczność pomiędzy postulatem powszechnego dochodu gwarantowanego a dążeniem do uznania praw społecznych. Zwolennicy powszechnego dochodu gwarantowanego wyrażają swoje projekty w kategoriach pieniężnych, tymczasem wiele praw społecznych ma wymiar niepieniężny i zaspokajanych jest na zasadzie dysponowania dobrami wspólnymi, a nie dystrybucji dochodów (np. prawo do bezpłatnej służby zdrowia, prawo do mieszkania). W rzeczywistości rozszerzają więc sfery utowarowienia.

Postulat powszechnego dochodu gwarantowanego jest pomyślany jako pewna dźwignia przeobrażeń społecznych, przez co dyskwalifikuje ruch bezrobotnych postulujących powrót do pełnego zatrudnienia, które utożsamiają oni z przymusowym zatrudnieniem na niepewnych warunkach. Według Hus- sona to nie postęp techniczny generuje bezrobocie,

lecz jego wdrażanie „na sposób kapitalistyczny” […]; wzrost wydajności pracy stwarza bezrobocie tylko wtedy gdy dopasowania nie zapewnia skracanie czasu pracy […]; niedostatek miejsc pracy jest ściśle związany z niedostatecznym skróceniem czasu pracy6.

Przemiany w charakterze pracy nie są tak wielkie, jak Hardt i Negri sugerują. Nawet jeśli powstają nowe formy zatrudnienia siły roboczej, to jednak kapitalizm nadal reprodukuje klasyczne formy „superwyzyskiwanego proletariatu” i intensyfikuje pracę ogółu pracowników najemnych.

Rzeczywistość społeczna nie jest więc zgodna z tezą o końcu pracy która stawia hipotezę nieubłaganego kurczenia się sfery pracy najemnej i przepowiada swojego rodzaju samorozpuszczenie się kapitalizmu w „gospodarce wiedzy”. Jasne, że kapitalizm się przeobraża, ale w żadnej mierze nie można powiedzieć, że więdnie, tak, jakby pole zastosowania jego logiki stopniowo się kurczyło, pozostawiając wolne pole rozkwitowi nowych rodzajów stosunku do pracy. Dlatego wyzwolenia pracy nie można osiągnąć w sposób peryferyjny, w jakimś ruchu polegającym na dezercji poza kapitalistyczne serce stosunku pracy najemnej. Rzecz polega więc na powierzchownym radykalizmie, który rezygnuje z oddziaływania na położenie standardowego pracownika najemnego — i to akurat wtedy, gdy szerzenie się czegoś, co Marks nazwał „rezerwową armią przemysłową”, jest warunkiem wzmożonej intensywności pracy. Akurat wtedy, gdy z powodzeniem szerzą się tezy głoszące, że praca traci swoje kluczowe znaczenie, kapitalizm utwardza się brutalnie i marginalizuje tych, którzy już nie mogą pozostawać w stosunku do pracy właściwym dla pracowników najemnych. Wielką słabością tych teorii jest wreszcie to, że nie doceniają tendencji współczesnego kapitalizmu, który zmierza do opanowania całej sfery społecznej i stara się zmusić całą tę sferę do uległości wobec jego logiki towarowej7.

Główną osią walki nie powinno być żądanie powszechnego dochodu gwarantowanego, lecz skrócenie czasu pracy, połączone z rozszerzeniem bezpłatnego zaspokajania potrzeb społecznych. Naczelną zasadą powinno być skrócenie czasu pracy do wymiaru pozwalającego zrealizować zasadę pełnego zatrudnienia. Dla przeciwstawienia się dokonanemu wydłużeniu faktycznego czasu pracy i zmniejszenia bezrobocia w skali globalnej, można byłoby skrócić ustawowy czas pracy do 6 godzin dziennie. Jak do tej pory trudno przyjąć, że w skali społecznej wyzwolenie jest możliwe bez pracy. Nawoływanie do powszechnego dochodu gwarantowanego to wzywanie do pustego buntu przeciwko Imperium, to zakończenie buntu, zanim jeszcze się on na dobre zaczął, to oddalenie fazy „po-buncie”.

d) Prawo do reapropriacji

Trzecim politycznym żądaniem rzeszy, które proponują Hardt i Negri, jest prawo do reapropriacji, czyli do zawłaszczania na powrót środków produkcji. Już socjaliści i komuniści postulowali, by proletariat miał wolny dostęp i kontrolę nad środkami produkcji. W warunkach Imperium nabiera to nowego znaczenia.

Rzesza nie tylko posługuje się maszynami, by produkować, lecz sama także staje się coraz bardziej maszynowa, jako że środki produkcji są coraz bardziej wintegrowane w umysły i ciała rzeszy. W tym kontekście reapropriacja oznacza posiadanie swobodnego dostępu do i kontroli nad wiedzą, informacją, komunikacją i uczuciami — te bowiem należą do głównych środków produkcji biopolitycznej. To, że te maszyny produkcyjne zostały wintegrowane w rzeszę, nie oznacza jeszcze, że rzesza ma nad nimi kontrolę. Sprawia to raczej, że jej alienacja staje się bardziej dotkliwa i krzywdząca. Prawo do reapropriacji jest w istocie prawem rzeszy do samokontroli i autonomicznego samo-wytwarzania (s. 426-427).

Bunt i rewolucja

Maurice Merleau-Ponty w pracy Humanizm i terror pisał, że „rewolucjonistą nie zostaje się za sprawą teorii, lecz poprzez bunt. Teoria wypełnia później i konkretyzuje ten pusty protest”8. Podobny pogląd wyraża Albert Camus. Bunt jest początkiem każdej rewolucji. Rewolucje są logicznym następstwem buntu metafizycznego.

U początku ruch buntu jest tylko świadectwem pozbawionym spójności. Rewolucja natomiast zaczyna się od idei. Jest wprowadzeniem idei do doświadczenia historycznego, gdy bunt wiedzie wyłącznie od doświadczenia indywidualnego do idei. Podczas gdy bunt, nawet zbiorowy, nie znajduje odbicia w faktach, jest tylko protestem, gdzie w grę nie wchodzą systemy ani racje, rewolucja usiłuje wywieść czyn z idei, urobić świat wedle teorii. Dlatego bunt zabija ludzi, gdy rewolucja unicestwia jednocześnie ludzi i zasady9.

Bunt, jeśli nie ma być jałowy, musi być rewolucyjny. Rewolucja, aby odrzucić wszelkie zasady dotychczasowego porządku społecznego, musi być konsekwentna i radykalna — jeśli nie chce być buntem, musi się skierować przeciwko swym buntowniczym początkom. Ale rewolucja, która stara się zaprzeczyć wszelkim buntowniczym wartościom, sama jest pewnym sądem wartościującym i stanowi podstawę do kolejnego buntu. Zdaniem Camusa bunt albo zaneguje się sam i zniknie wraz ze zrodzonym przez siebie światem, albo znajdzie w sobie nowe siły i cele. Powszechną zasadą historii jest bunt, a nie rewolucja — po społeczeństwie klasowym przyjdzie społeczeństwo bezklasowe, ale rozsadzane będzie przez nowe, nieznane jeszcze sprzeczności. Bunt jest apokaliptyczny, nie zna miary ani granic, zmiata na swojej drodze wszystko — także rewolucje. Bunt jest rzekomo ucieleśnieniem wolnej negującej funkcji wyobraźni, spontanicznym ruchem rozsadzającym wszelkie formy polityczno-organizacyjne. Jak twierdzi Camus, problem polega na tym, że

albo rewolucjonista jest buntownikiem, albo nie jest rewolucjonistą, ale policjantem i funkcjonariuszem obróconym przeciw buntowi. Każdy zbuntowany w końcu przeciwstawia się rewolucji; rewolucjoniście pozostaje wybór pomiędzy ciemiężcą i heretykiem. W świecie historycznym bunt i rewolucja stają przed tą samą alternatywą: policja albo szaleństwo10.

Rewolucjonista nie może kierować się „chwilą” i rzucać do nieprzygotowanej walki, lecz musi brać pod uwagę te procesy i tendencje, które narastają w trakcie historycznego rozwoju społeczeństwa. Jego celem nie jest bunt, lecz rewolucja.

Nawet przypadkowo zwycięski bunt nie jest w stanie zastąpić i wypełnić zadań rewolucji, do której muszą dojrzeć warunki obiektywne i czynnik subiektywny. Dlatego Engels, widząc analogie i podobieństwa pomiędzy rewolucją z roku 1525 w Niemczech a rewolucją lat 1848-1849, analizując udział Tomasza Munzera w „Wiecznej Radzie” i praktyczne jego kierowanie nią, doszedł do wniosku, że

dla wodza skrajnej partii nie ma nic gorszego, jak być zmuszonym do przejęcia władzy w epoce, kiedy ruch nie dojrzał jeszcze do panowania klasy, którą reprezentuje, ani do realizacji posunięć, których panowanie tej klasy wymaga. To, co zrobić może, nie zależy od jego woli, lecz od poziomu, jaki osiągnęło przeciwieństwo między różnymi klasami, i od stopnia rozwoju materialnych warunków bytu, stosunków produkcji i wymiany, na których zasadza się każdorazowy stopień przeciwieństw klasowych. […] Z konieczności staje on zatem wobec niedającego się rozwiązać dylematu: to, co zrobić może, sprzeciwia się całemu jego dotychczasowemu postępowaniu, jego zasadom i bezpośrednim interesom jego partii; to zaś, co zrobić powinien, jest nie do przeprowadzenia. Słowem, zmuszony jest reprezentować nie swoją partię, nie swoją klasę, lecz klasę, do której panowania ruch właśnie dojrzał. W interesie samego ruchu musi realizować interesy obcej mu klasy i zbywać swą własną klasę frazesami i obietnicami, zapewniając ją, że interesy owej obcej klasy są jej własnymi interesami. Kto znajdzie się w takim fałszywym położeniu, jest bezpowrotnie zgubiony11.

Jak uczy doświadczenie „realnego socjalizmu” w określonych warunkach historycznych, za sprawą interesów poszczególnych grup społecznych, rewolucja może przekształcić się w bunt, a bunt w kontrrewolucję. Upadek realnego socjalizmu miał miejsce wówczas, gdy powstały już przesłanki globalizacji i Imperium. Istotą okresu przejściowego od kapitalizmu do socjalizmu była walka rodzących się stosunków socjalistycznych z burżuazyjnymi. Stworzono szczególną metodę rozwiązywania konfliktów poprzez ukształtowanie uprzywilejowanej warstwy zarządzającej, kierującej wszystkimi sferami życia społecznego. Warstwa ta wyposażona była we wszelkie ekonomiczne i polityczne przywileje i miała zabezpieczać i realizować socjalistyczne przeobrażenia. W praktyce została pozbawiona wszelkiej społecznej kontroli ze strony obywateli, system polityczny z dyktatury proletariatu został przekształcony w dyktaturę „dla”, a następnie „nad” proletariatem. Zdaniem W. Wołczewa, geneza i następstwa kultu J. Stalina, a następnie upadku realnego socjalizmu i zwycięstwa kontrrewolucji — nazywanej wielką reformą, transformacją ustrojową, odnową, przebudową — związane były z potrzebami i interesami tej warstwy. Bez tej warstwy kult J. Stalina nie mógł zaistnieć, a J. Stalin nie mógł jej ani poskromić, ani bez niej się obyć.

Właśnie w tej warstwie znalazły bezpośrednie społeczne oparcie i właśnie jej interesom odpowiadały represje okresu kultu J. Stalina. Naprzód bowiem, po rozgromieniu kontrrewolucji, uderzyły swym ostrzem przede wszystkim w środowiska, które bezpośrednio lub potencjalnie przeszkadzały w realizacji interesów uprzywilejowanych. jednocześnie represje systematycznie obejmowały każdy odruch niezadowolenia ludzi pracy, czyli faktycznie musiały stłamsić wszelką krytykę i inicjatywę mas w walce z odstępstwami od zasad socjalizmu. Wreszcie, przez cały okres represje stanowiły wyraz walki w łonie samej warstwy zarządzającej, odzwierciedlający walkę różnych interesów prywatnych. Była więc ta warstwa, w znacznej swej części, nie wykonawcą, lecz faktycznym inicjatorem i organizatorem większości aktów represji. Kiedy zaś istniejące zasady prawno-ustrojowe przekształciły się z czynnika sprzyjającego rozwojowi przywilejów w ich hamulec i trzeba było ten hamulec usunąć, elita polityczna warstwy zarządzającej zdecydowała przerzucić całą odpowiedzialność, zarówno za bezpodstawne represje, jak i za całą deformację socjalizmu, na jedną osobę12.

Kiedy J. Stalin przestał być niezbędny i stał się słaby, został usunięty, a ostatnie chwile jego życia spowiła tajemnica na dziesiątki lat13. Po wielu latach bunt przeciwko Stalinowi, za sprawą interesów uprzywilejowanej warstwy zarządzającej, przekształcił się w burżuazyjną kontrrewolucję.

Imperium wrogiem pozornym?

Hardta i Negriego koncepcja Imperium (podobnego do imperium rzymskiego, otomańskiego, austro-węgierskiego, rosyjskiego) to imperium bez imperializmu. Samir Amin, krytykując tę koncepcję, wskazywał, że ze względu na swój nadmierny uniwersalizm jest ona ahistoryczna. Jego zdaniem nadal mamy do czynienia z imperializmem, tyle tylko, że funkcjonuje on w charakterze imperializmu zbiorowego, jako imperializm Triady (USA, Europa Zachodnia i Japonia). Mniemanie o tym, że istnieje jedno Imperium, może wynikać stąd, że sprzeczności między członkami Triady są znacznie łagodniejsze w porównaniu do tych z okresu dawnego imperializmu. Niemniej jednak konflikt Triada-reszta świata nie stracił na swej ostrości. Poza tym teza Negriego i Hardta wynika z czysto politycznej definicji imperializmu, pomijającej wymogi akumulacji i reprodukcji kapitału. Nadal istnieją: zewnętrze (peryferia) imperializmu i centrum (Triada). Państwa centrum nadal podporządkowują sobie peryferia, uciekając się do przemocy, gdyż wielkie monopole nie odniosłyby zwycięstwa siłami praw ekonomicznych, bez pomocy państw narodowych, będących w służbie kapitału. Współczesny interwencjonizm USA jest nie mniej imperialistyczny niż dziewiętnastowieczny kolonializm europejski, czego przykłady mamy w Serbii, Afganistanie i Iraku. Interwencje nadal przeciwdziałają dążeniom do emancypacji. Rozwój techniki stwarza przesłanki do powstania społeczeństwa sieciowego, ale jesteśmy na początku tej drogi, tymczasem obecnie odrywa przemiany techniczne od stosunków społecznych. Pogląd, że Imperium jest zlokalizowane „wszędzie i nigdzie”, demobilizuje tylko siły antyimperialistyczne. Państwa narodowe nie przestały istnieć, a ich ograniczona moc i suwerenność nie jest czymś nieistniejącym wcześniej w historii. Państwa Centrum, wśród których hegemonem są Stany Zjednoczone, sprawują władzę nad peryferiami za pośrednictwem stworzonych w tym celu instytucji kontrolnych: Światowa Organizacja Handlu (WHO), której prawdziwym celem nie jest walka o „wolność rynków”, ale obrona monopoli centrów; Bank Światowy; NATO, któremu przyznano głos odebrany ONZ, by przemawiało w imieniu społeczności międzynarodowej. Złożonych przeobrażeń struktury klasowo-warstwowej nie można zastępować kategoriami „lud”, „rzesza ludzka”. Koncepcja Imperium jest zgodna z duchem amerykańskiej ideologii liberalnej. Ma ona — stwierdza Samir Amin —

usypiać czujność opinii publicznej, by straciła pojęcie o rzeczywistych wyzwaniach i walce, jaką trzeba podjąć, żeby na nie odpowiedzieć. „Antypaństwowa” strategia, o jakiej mówi praca Hardta i Negriego, zgadza się doskonale ze strategią kapitału, który zabiega o „ograniczenie interwencji władz publicznych” („deregulację”) dla własnych korzyści, sprowadzając państwo do jego funkcji policyjnych (ale wcale go nie znosząc; chodzi jedynie o zlikwidowanie praktyki politycznej, która pozwala używać go do innych celów). W ten sposób „antypaństwowy” dyskurs prowadzi do zaakceptowania Stanów Zjednoczonych w roli światowego wojskowego i policyjnego supermocarstwa14.

Zdaniem Samira Amina, strategicznym wrogiem wszystkich sił demokracji i postępu na świecie pozostają Stany Zjednoczone. W książce wydrukowanej w 2003 roku, a więc jeszcze przed wybuchem kryzysu w 2008 roku, pisał, że przywództwo w Triadzie wynika z przerostu potęgi militarnej, a nie „zalet” systemu gospodarczego. Stany Zjednoczone wydają na zbrojenia tyle, co reszta świata. Są w stanie prowadzić wojnę globalną i jedną lokalną. Wydają się obecnie niezwyciężone. Interwencje zbrojne w Jugosławii, Afganistanie i Iraku są próbami przezwyciężania kryzysu strukturalnego. Jeśli USA będą podążały tą drogą, wzrośnie chaos, a interwencje staną się coraz brutalniejsze.

Militarystyczna opcja Stanów Zjednoczonych stanowi zagrożenie dla wszystkich narodów. Wyrasta ona z tej samej logiki, która niegdyś kierowała Adolfem Hitlerem: przemocą zmieniać stosunki ekonomiczne i społeczne na korzyść aktualnego Herrenvolku. […] Zniweczenie militarystycznego projektu Stanów Zjednoczonych jest zatem najważniejszym zadaniem, naszym wspólnym obowiązkiem15.

Stany Zjednoczone jako kraj „zbójecki” uznają zasadę, że „siła stoi ponad prawem”.

Fakt, że zasadę, którą chlubili się naziści, przyjmuje za swoją kraj, którym ponoć rządzą polityczne mechanizmy demokracji, nie stanowi okoliczności łagodzącej, lecz przeciwnie, straszliwie obciążającą16.

Przyjęcie koncepcji Imperium, które jest „wszędzie i nigdzie”, skazuje siły demokracji na bezcelowy i bezsensowny bunt.

Edward Karolczuk

Przypisy:

1 M. Hardt, A. Negri, Imperium, tłum. S. Ślusarski, A. Kolbaniuk, Warszawa 2005, s. 229.

2 „Różnice w obrębie lokalności nie są ani preegzystujące, ani naturalne, lecz są raczej efektami sposobu produkcji. Podobnie globalności nie należy rozumieć w kategoriach kulturalnej, politycznej lub ekonomicznej homogenizacji. Globalizację, tak jak lokalizację, należy natomiast rozumieć jako pewien porządek produkcji tożsamości i różnicy, czyli w istocie homogenizacji i heterogenizacji. […] fałszywe jest twierdzenie, że możemy ustanawiać bądź restytuować lokalne tożsamości, które są w pewnym sensie poza globalnymi przepływami kapitału i Imperium” (ibid., s. 61).

3 G. Agamben, Władza nad życiem i Auschwitz. Droga do podmiotowości, „Le Monde diplomatique” 4 (28) 2008. edycja polska, s. 18.

4 K. Marks, F. Engels, Święta rodzina czyli krytyka krytycznej krytyki. Przeciwko Brunonowi Bauerowi i spółce, MED, t. 2, Warszawa 1979, s. 42.

5 Ibid., s. 43.

6 M. Husson, Koniec pracy i powszechny dochód?, Warszawa 2006, s. 4. http://skfm.dyktatura.info/download/husson05.pdf, 20.04.2009.

7 M. Husson, op. cit., s. 7. http://skfm.dyktatura.info/download/husson05.pdf, 20.04.2009.

8 M. Merleau-Ponty, Humanizm i terror, tłum. J. Migasiński, Warszawa 2005, s. 18, http://skfm.dyktatura.info/download/ponty01.pdf, 24.11.2008.

9 A. Camus, Człowiek zbuntowany, tłum. J. Guze, Kraków 1991, s. 106.

10 Ibid., s. 230. „Bunt dowodzi w ten sposób, że jest istotą życia i że nie można go negować, nie negując życia. […] Kiedy jednak rewolucja w imię potęgi historii staje się mechanizmem zabójczym i nieznającym miary, przyjść musi nowy bunt w imię miary i życia”. Ibid., s. 282.

11 F. Engels, Wojna chłopska w Niemczech, tłum. J. Baszkiewicz, MED, t. 7, Warszawa 1963, s. 471-473.

12 W. Wołczew, Niektóre uwagi w kwestii źródeł i przestanek aktualnego kryzysu światowego systemu socjalizmu, www.smp.republika.pl/index2.html, 39.12.2008.

13 Szerzej o kulisach zgładzenia J. Stalina na podstawie raportów medycznych patrz: N. Dobriucha, Jak zabito Stalina, „Dziś” nr 1/2007.

14 S. Amin, Wirus liberalizmu. Prewencyjna wojna i amerykanizacja świata, tłum. A. Łukomska, Warszawa 2007, s. 39.

15 Ibid., s. 88.

16 Ibid.

Źródło pierwodruku: Grażyna Osika (red.), Bunt i reforma, Wydawnictwo Homini SC, Kraków 2011.


O Edward Karolczuk

Ur. w 1955, doktor nauk humanistycznych. Interesuje się problemami teorii polityki, historii najnowszej i społeczno­‑politycznych skutków transformacji. Publikował m.in. na łamach "Dziś", "Zdania", "Nowej Krytyki", "Przeglądu". Opublikował książki O wrogu - szkice filozoficzno-historyczne (2010) i "Nagie życie" ofiar wyzysku pracy i wojny (2016).

Dodaj komentarz