Dlaczego stowarzyszanie się marksistów ma jeszcze sens


Dość powszechnie twierdzi się, że dziś marksizm (a raczej pewne wyobrażenie o nim) wszedł do kanonu nauk społecznych. Trudno powiedzieć, żeby nauka burżuazyjna przyznała teorii Marksa jakieś poważne miejsce: jako socjolog został on uzupełniony i poprawiony przez swoich krytyków, którzy jakże satysfakcjonująco dokonali tego, przed czym zatrzymał się autor Kapitału – poddali wyczerpującej refleksji kategorię klasy i uzupełnili ją analizą relacji klasowo-warstwowych, która odarła niepokojąco tajemniczą kategorię klas aluzyjnie wspomnianą u Marksa. Swoją drogą, pojęcie klasy nie jest autorstwa Marksa, więc tym mniej można tego autora jakoś wyróżniać ze względu na oryginalność. W rozważaniach o charakterze historycznym także wytknięto mu błędy faktograficzne i metodologiczne, co spowodowało odesłanie marksizmu w tej kwestii do lamusa. A więc, jeśli już nie był Marks wtórny, to popełniał błędy.

Oryginalnym natomiast pomysłem Marksa było powiązanie klasy pracowników najemnych z arbitralnie ustanowioną kategorią wyzysku abstrahującą od złożoności zagadnień organizacyjnych i strukturalnych współczesnego, złożonego świata, w którym wzajemne zależności między czynnikami produkcji (w tym siłą roboczą i kapitałem) mają charakter obiektywny i niezbywalny.

Ta cecha teorii Marksa, która wywołała w jakimś okresie popularność ideologii społecznej i programu politycznego opartych na owej teorii, z przyrodniczą koniecznością wywołała przymus powiązania rozwiązania owego wymienionego, pozornego w świetle dzisiejszej nauki, konfliktu z ideologią totalitaryzmu.

W przeciwieństwie bowiem do systemu kapitalistycznego, w którym mechanizmy społeczne działają podług zasad filozofii naturalnej, spontanicznej, a przez to nierzadko odczuwanej subiektywnie przez suwerenne podmioty gry rynkowej jako niesprawiedliwe, zaproponowany przez Marksa system socjalistyczny z założenia musiał przeciwstawić się mechanizmowi społecznemu, opartemu na filozofii naturalnej. Odwoływał się do zasady kolektywizmu, która przeciwstawiała się koncepcji suwerennej jednostki, będącej osiągnięciem rewolucji burżuazyjnej. W związku z tym zarzuca się Marksowi odrzucenie z hasła Rewolucji Francuskiej dwóch jego członów: wolności i braterstwa. Wolność jest tu rozumiana jako zrealizowana w prawnym formalizmie suwerenna podmiotowość jednostki wobec prawa, zaś braterstwo jako formalna równość wobec owego prawa. Z haseł rewolucji burżuazyjnej Marks zachował jedynie „równość” rozumianą jako nie równość formalna, pozostawiająca suwerennej jednostce możliwość autentycznego przeżycia owej suwerenności w postaci szansy na doświadczenie porażki. W społecznościach zniewolonych bowiem jednostka przeżywa swoje wzloty i upadki jedynie wraz z całą społecznością, co odbiera jej suwerenną podmiotowość – nic nie zależy od niej samej, a wszystko od państwa, w którym żyje. Wolność jednostki tak naprawdę wyraża się wszakże w możliwości odniesienia indywidualnego sukcesu bądź – odwrotna strona medalu – indywidualnej klęski.

U Marksa i komunistów zakładano w sposób nieuprawniony, że w systemie burżuazyjnym suwerenna podmiotowość jednostki nadal pozostawała fikcją – z tą różnicą, że obecnie jednostka często miała szansę odniesienia sukcesu właśnie wbrew klęsce swojej wspólnoty. Ba, klęska wspólnoty często była sprzyjającym gruntem dla jednostkowego sukcesu, np. okresy złej koniunktury czy wojna.

Oryginalność myśli Marksa sprowadzała się więc do tego typu poronionych pomysłów, które prostą drogą prowadziły do totalitarnych rozwiązań. Niemniej, niezależnie od tego, istnieją różne szczegółowe analizy Marksa, np. dotyczące mechanizacji czy automatyzacji pracy, które pozostają źródłem inspiracji socjologicznej do dziś. Również niektóre z pomysłów dotyczących sprzeczności klasowych, chociaż ogólnie błędne, zachowują jakiś element aktualności z tego powodu, że mimo suwerenności podmiotowej jednostek składających się na społeczeństwo burżuazyjne, nie udało się wyeliminować poczucia subiektywnej krzywdy jednostek niedorosłych, nieudolnych i przez to niezdolnych do dojrzałego (uwzględniającego nie tylko sukcesy, ale i porażki) podejścia do życia.

Dlatego też współcześni marksiści okazują się ludźmi niedojrzałymi, reprezentującymi interesy sobie podobnych. W obszarze dotyczącym refleksji naukowej nie są w stanie powiedzieć niczego wartościowego, czego nie można by zanalizować i przedstawić w obiektywnym, wolnym od wartościowania języku nauki burżuazyjnej. Tam zaś, gdzie usiłują być oryginalni, nieuchronnie krążą wokół w najlepszym razie autorytarnej alternatywy dla formalno-prawnej wolności jednostki.

Biorąc pod uwagę fakt, że wielu spośród marksistów współczesnych obstaje przy tym, że analiza klasowa Marksa dotyczyła zasadniczo całości świata pracy najemnej, a nie jego części, specyficznej dla kapitalizmu, a tym samym dla jego zasadniczego, antagonizmu społecznego – przemysłowej klasy robotniczej, faktycznie jest bezbronna wobec powyższych zarzutów ze strony krytyki burżuazyjnej. Nie zauważa bowiem, że teoria Marksa ma dialektyczny charakter – opiera się, z jednej strony, na świadomie zawężonym podmiocie historycznym, który odgrywa jednak kluczową rolę w przewidywanym starciu z systemem kapitalistycznym jako takim. Wąskość (w filozoficznym znaczeniu, bo niekoniecznie realnym) tego podmiotu jest czynnikiem zwiększającym szanse rewolucji, która w ten sposób może mieć charakter polityczny. Konflikt między klasą robotniczą a kapitałem jest bowiem osią, punktem, w którym zbiegają się sprzeczności społeczeństwa, a przez to jedyną dźwignią, której wykorzystanie umożliwia obrót i przerzucenie owej wielkiej, bezwładnej masy społecznej materii i nadanie jej odwrotnego biegu.

Nie bez powodu klasycy mówili o wyjściu człowieka ze swej prehistorii. Dla dokonania przewrotu komunistycznego niezbędne jest bowiem – wedle Marksa – zmienienie odziedziczonego z okresu zwierzęcego prostego przełożenia uwolnionej suwerenności jednostkowej (dzięki niezaprzeczalnej zasłudze rewolucji burżuazyjnych) na grunt nowej wspólnotowości. Tym razem opartej na charakterystycznej dla homo sapiens zasadzie rozumowej refleksji kształtującej formy kształtowania własnego środowiska. Sprowadzenie zmiany zasadniczej (osi czy dźwigni przewrotu politycznego) do wyzwolenia klasy robotniczej, która posiada realną, ale nie formalno-prawną, zdolność do uruchamiania i transformowania w społecznym celu materialnych środków produkcji, jest przyłożeniem siły do tego strategicznego, niewidocznego na pierwszy rzut oka, gdyż pogardzanego, punktu, który staje się dźwignią. To, że wolność i demokracja są postulowane głównie dla tej klasy społecznej (jakby cała reszta była nieistotna) jest właśnie niezauważanym (intencjonalnie?) gwarantem demokracji – nie żądamy gmerania przy zasadach demokracji dla tych grup społecznych, które są już teraz usatysfakcjonowane zasadniczo jej poziomem (ze względu na specyficzne relacje z klasą kapitalistów, gdzie tarcia są łagodzone właśnie kosztem klasy robotniczej), ale mówimy: „sprawdzam!” przy okazji krytyki czysto formalnej (bo nie odnoszącej się do ekonomicznych interesów klasy dla siebie) demokracji dla bezpośredniego producenta. Tylko ta zmiana jest postulatem ruchu robotniczego. Niemniej jest to jednocześnie potężna dźwignia, której zastosowanie ma przynieść zmianę warunków powszechnych, w ramach których będzie się realizowała wolność jednostki – suwerennego podmiotu wolności społecznej.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

15 czerwca 2017 r.

Dodaj komentarz