Dobić wroga – PiS w natarciu


W poszukiwaniu wrogów przez Prawo i Sprawiedliwość i zamiarze ich „dorżnięcia”, niektórzy skłonni są widzieć wynik założeń ideologicznych lub w najgorszym razie konsekwencję nieobycia towarzysko-politycznego i braku wychowania. W swej naiwności i antykomunistycznym zaślepieniu oskarżają nawet PiS o „bolszewizm”, czyli rosyjski komunizm. Tymczasem wydaje się, że poszukiwanie wrogów bardziej niż wynikiem założeń ideologicznych, jest spowodowane sprzecznościami interesów wewnątrz samego PiS-u i obranego przez niego sposobu sprawowania władzy.

Jeśli przyjrzymy się historii najnowszej, to problem wystąpił już w okresie pierwszych rządów Solidarnościowych. Upadek „komuny” i formalne rozpoczęcie kapitalistycznej transformacji we wszystkich dziedzinach życia społecznego pokazały, że siły społeczne i polityczne, które złożyły się na powstanie pierwszej Solidarności nastawione były bardziej na konfrontację z upadłym systemem niż na rozważne i spokojne budowanie nowego. „Dopóki można było utrzymywać, że zwalcza się totalitarny reżim, stereotypy te owiewał wolnościowy zapał, a ich retoryka zdawała się służyć wymierzaniu sprawiedliwości dziejowej. Ale gdy »totalitarny reżim« zniknął, a właściwie sam postanowił ustąpić, retoryka antykomunistyczna zaczęła ujawniać swe bardzo płytkie pokłady myślowe. Obiekt łatwych ataków odszedł w przeszłość i przyszła pora wylegitymizowania się pozytywnymi propozycjami urządzenia życia, a w tym zakresie prawica dysponowała jedynie bardzo zatęchłą starzyzną. Koniec »reżimu« był zarazem kresem legendy wybawicieli, bo poza rolą czysto niszczycielską nie mieli nic do zaoferowania”i.

W czym ówczesne elity upatrywały źródło swojej siły ekonomicznej i budowy wpływów politycznych? Otóż widziały je z jednej strony w rozbijaniu gospodarki państwowej pod hasłami, że była „niczyja”, „zacofana i nisko wydajna”, a one miały teraz wybawić ją z kłopotów. Zlikwidowano największe skupiska klasy robotniczej, posyłając kilka milionów ludzi na bezrobocie i wcześniejsze emerytury. Sprywatyzowano i rozkradziono w majestacie pośpiesznie tworzonego prawa najlepsze przedsiębiorstwa, przy której prywatyzacja i grabież kamienic w Warszawie i innych miastach, jest tylko niewielkim epizodem. A z drugiej strony aby ratować słabnącą pozycję w wyniku niedotrzymania obietnic złożonych klasie robotniczej (np. emerytury od 55 roku życia, płacenia za strajki jak za urlopy, itd., itp.) zaczęto lansować skarykaturyzowany do monstrualnych rozmiarów obraz nagromadzonego w poprzednim ustroju zła, jak i stawianego temu złu oporu przez antysocjalistyczną opozycję. Poprzedni ustrój urósł do miana „komunizmu” i „totalitaryzmu”, chociaż jeszcze w czasie podpisywania porozumień gdańskich na ścianie w stoczniowej Sali BHP wisiało hasło: „Socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Później o tym haśle nikt już nie wspominał.

Andrzej Wasilewski przyznał po latach, że ekipa Jaruzelskiego, wbrew deklaracjom nie miała zamiaru bronić ówczesnego „socjalizmu”. A ekipy solidarnościowe nie mogły nawet powiedzieć, że „upadł pod brzemieniem własnych błędów – wszedł bowiem właśnie na drogę przekształceń i w innej sytuacji międzynarodowej, przy mniej drastycznych dysproporcjach gospodarczych, zdołałby zapewne ocalić coś ze swoich rozwiązań. System został poddany przez własną elitę, która chciała go dogłębnie zreformować i szukała dla tego celu partnerów na zewnątrz. Wyobrażała sobie, że skoro sama dojrzała do rozwiązań w duchu zachodniej socjaldemokracji, to zwalczające ją dotąd żywioły opozycyjne zaakceptują reguły kompromisowych przekształceń. Wymyśliła więc pakt „okrągłego stołu”, który był rodzajem oświeceniowej utopii, zakładającej rozwiązywanie konfliktów przez zdroworozsądkowy rozum”ii.

Ale zaraz po sukcesie opozycji w wyborach w 1989 roku okazało się, że „nie będzie żadnego »historycznego kompromisu«, ale fanatyczna rozprawa z poddanym systemem. Wczorajsi inicjatorzy »okrągłego stołu« nie mieli być więcej partnerami do rozmów, ale ludźmi zaznającymi doli pokonanych. Mieli być odtąd trzymani w karbach poniżenia, tak aby wszelka myśl o obligacjach z zawartej ugody wydawała się nie na miejscu”iii. „Im usilniej przedstawiciele poprzedniego systemu byli prezentowani w odrażającym świetle, tym swobodniej można było sobie poczynać z przekazywaną przez nich masą spadkową. […] Dawała się już nawet spostrzec prawidłowość, że kolejnemu obcinaniu socjalnych zdobyczy towarzyszyła z reguły wzmożona nagonka na kontrahentów zawartego paktu, a te napaści na »kontrakt« mogły być sygnałem, że dokonywana jest manipulacja wobec społeczeństwa”iv.

Nowe władze, aby zapewnić nieodwracalność dokonywanej kapitalistycznej transformacji uznały za stosowne nie tylko obalenie własności państwowej, ale również gospodarcze poddanie kraju zależności od kapitału międzynarodowego i realizujących jego politykę państw, z wciągnięciem Polski do NATO i Unii Europejskiej włącznie. Wydawało się, że sprawy zostały poukładane i kapitalizm z „niewidzialną ręką rynku” może rozwijać się spokojnie. Przed ewentualnymi konfliktami i powrotem „socjalizmu” zabezpieczono się również pod względem prawnym. W Konstytucji z 1997 roku już zrównano socjalizm z komunizmem, a komunizm z nazizmem i faszyzm w formule „totalitarne metody i praktyki” i zakazano jego propagowania. A pod taką Konstytucją podpisał się wywodzący się z PZPR Sojusz Lewicy Demokratycznej i jego prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Ale wbrew szumnym zapowiedziom neoliberalizm i globalizacja nie uczyniły z Ziemi „globalnej wioski”, lecz zaowocowały pojawieniem się nowych sprzeczności i zaostrzeniem starych oraz wzrostem konfliktów na tle narodowym. Platforma Obywatelska, będąca zwolenniczką szeroko rozumianego neoliberalizmu i włączenia Polski w struktury międzynarodowe, po ośmiu latach rządów przegrała wybory parlamentarne i prezydenckie. Do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. Musiało ono wygasić najbardziej narosłe sprzeczności, aby nie doszło do wybuchu groźnego dla kapitalizmu konfliktu społecznego. Stąd wzięły się programy 500+, mieszkanie+, leki dla seniora, repolonizacja banków i demonopolizacja mediów (telewizja, prasa, radio), z pozoru tylko sprzeczne z celami dotychczasowej polityki Platformy Obywatelskiej.

Dlatego pociągnięcia te nie zmieniają w niczym istoty kapitalizmu, co więcej służą jego obronie. Są zatem niejako tylko korektą polityki Platformy Obywatelskiej, która nie była przygotowana na antydemokratyczne wyjście z ewentualnego konfliktu społecznego, chociaż jej państwo i tak spełniało cechy państwa stanu wyjątkowego. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość w sposób jawny wprowadza antydemokratyczne i antykonstytucyjne rozwiązania, które już dzisiaj, nawet w ocenie biskupa Tadeusza Pieronka, łamią konstytucję przyjętą w powszechnym referendum i są zbrodnią przeciwko narodowi i faktyczną dyktaturąv. Wydaje się, że teraz pisowskie państwo z wszechwładzą Jarosława Kaczyńskiego, wspomaganego przez Zbigniewa Ziobro (przywołanego do porządku syna marnotrawnego) i przez dłuższy czas Antoniego Macierewicza (o kwestionowanych przez niektórych predyspozycjach psychicznych do sprawowania jakichkolwiek urzędów i dlatego szkodliwego dla „wizerunku” PiS), i z dodatkowo rozbudowanym ustawodawstwem antyterrorystycznym i inwigilacyjnym, jest przygotowane na najgorsze…

PiS uzyskał narzędzia państwowe do realizacji głoszonej nie od dziś polityki poszukiwania i zwalczania wrogów. Uważa siebie za jedynego gwaranta trwałości gospodarki kapitalistycznej. Misję swą ukrywa pod maską obrońcy rodziny, pozycji religii i Kościoła katolickiego, ojczyzny, tradycji narodowych i honoru. Jest to ugrupowanie polityczne ostentacyjnie niepodległościowe, a jednocześnie antyeuropejskie i uzależnione od wspomagających je Stanów Zjednoczonych. Pozornie niezależne, ale faktycznie włączone w strategiczne plany Waszyngtonu – stąd kontynuowana jest prowadzona już przez PO dywersyfikacja zaopatrzenia w paliwa, wysoki budżet zbrojeniowy, antyunijna koncepcja „międzymorza”…

PiS chce uczynić z Polski „przedmurze Europy”, chociaż koncepcja taka skompromitowała się już w roku 1939. Antyrosyjskość wkomponowana w plany Waszyngtonu widoczna jest na każdym kroku – od sprowadzenia wojsk amerykańskich do polski, poprzez zakup rakiet „Patriot”, wyznaczanie doradców Macierewicza, unieważnianie i zawieranie nowych kontraktów zbrojeniowych, a na decyzji o przekopaniu Mierzei Wiślanej kończąc, która jest bardziej istotna ze względów militarnych NATO niż gospodarczych dla Polski. PiS przeforsował w wyborach uzupełniających do senatu córkę generała Władysława Andersa – Annę Marię Anders, która, ze swoim mężem pracowała na rzecz piątego co do wielkości koncernu zbrojeniowego Raytheon Company, która nie przypadkowo w swym programie zawarła utworzenie bazy NATO w Polsce. Na stałe w Polsce nie mieszka, ma obywatelstwo angielskie, amerykańskie, a dopiero od 2014 roku polskie. Sympatyzowała wcześniej z PO. W PiS-owskim rządzie Beaty Szydło na krótko została przewodniczącą Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa oraz objęła stanowisko pełnomocnika Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego w randze sekretarza stanu.

Tak jak pierwsze rządy postsolidarnościowe były wyniesione przez protesty klasy robotniczej i w „podzięce” za to, jak na ironię, dążyły do dominacji klasy średniej i porządków kapitalistycznych, tak rządy PiS-u dążą do ostatecznego uwolnienia się od tej pępowiny i lansują znaną z czasów Edwarda Gierka, koncepcję moralno-politycznej jedności narodu, tyle tylko, że nie pod hasłami socjalizmu, ale religijno-nacjonalistycznymi, antyunijnymi i antyrosyjskimi. Tak jak Platforma Obywatelska lansowała tradycję państwa podziemnego z czasów II wojny światowej, to PiS podniósł do rangi narodowych wartości „żołnierzy wyklętych”, próbujących walczyć po tej wojnie, i przeciwstawił ich tradycji Armii Krajowej. Tych, który podpisali porozumienie „okrągłego stołu” PiS okrzyknął zdrajcami, rozbił legendę Lecha Wałęsy, a na jej miejsce zaoferował legendę niezłomnych braci Kaczyńskich…

PiS swój sukces wyborczy zawdzięcza w znacznym stopniu prawdopodobnie doradcom amerykańskim lub wykształconym na amerykańskich uczelniach. W kolejnych wyborach spotkania ze swoimi „wyborcami” wspomaga opłacanymi spotami wyborczymi, które emitowane są zgodnie z zasadami geobelsowskiej propagandy, że „kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą”. Wszak wróg, aby zwycięstwo nad nim było absolutne i pewne, musi być przekonany o swojej „winie”. „W procesach o czary nie tylko konstruuje się obraz wroga, a ofiara nie tylko przyznaje się nawet do tego, czego nie zrobiła, lecz w końcu sama jest już o tym przekonana … podobnie w procesach stalinowskich”vi.

Do sukcesu wyborczego PiS-u przyczyniła się także Rosja, która katastrofę smoleńską wykorzystywała do destabilizacji Polski i osłabienia jej związków z Unią Europejską, a tym samym do osłabienia pozycji Platformy Obywatelskiej i wzrostu pozycji Prawa i Sprawiedliwości. Trzeba przyznać, że tylko PiS do odegrania tej roli się nadawał…

Platforma Obywatelska po objęciu władzy w 2007 roku próbowała rozprawić się z PiS-em. Powołano, nawet komisję pod kierownictwem Julii Pitery (z zawodu dyplomowanej dokumentalistki), która miała zebrać stosowne „haki” na funkcjonowanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), przedstawianego jako policja polityczna PiS-u. Niestety PO nie zrealizowała swoich deklaracji czy to w wyniku dogadania się z PiS-em (bo niektóre fragmenty jej raportu zostały utajnione), czy to braku odpowiednich dowodów, czy to nieudolności samej Julii Pitery, niestety tego nie wiemy. Teraz zapewne gorzko tego żałuje…

PiS gromadzi w swoich szeregach bardzo sprzeczne żywioły. Uznał jednak, że obrona kapitalizmu warta jest wszystkiego, nawet pogrążenia swoich dotychczasowych sojuszników. Mało kto już dziś pamięta, że po wyborach w 2007 roku miała powstać koalicja PO i PiS, co dowodziło ich daleko idącej zbieżności programowej. Koalicja nie powstała, a obecnie Jarosław Kaczyński i jego ekipa stawiają tak ciężkie zarzuty politykom PO, aby nikt nie miał podobnych wspomnień. W ramach narodowo-ojczyźnianego elektoratu PiS znalazły się masy emerytów i rencistów poszkodowanych przez kapitalistyczną transformację i kapitał międzynarodowy, drobnych chłopów, liczne szeregi starszych ale i młodych ludzi, którzy wobec minimalnego przyrostu nowych miejsc pracy nie mają szans na zatrudnienie, tym bardziej, że osoby w wieku emerytalnym zachęca się do późniejszego przejścia na emeryturę. Osoby starsze pamiętają rozwiązania stosowane w okresie PRL-u, a PiS chętnie je stosuje, bo one nie zmieniają istoty kapitalizmu. Największą grupę wśród elektoratu PiS-u stanowią osoby z podstawowym i gimnazjalnym wykształceniem, których wiedza i wyobraźnia pozwala zrozumieć jedynie proste rozwiązania. Nad wszystkimi niezadowolonymi i poszkodowanymi przez „wolną rękę rynku” pieczę sprawują ci, którzy zdążyli zadomowić się w nowych warunkach, ale chcieliby więcej… Te sprzeczne żywioły PiS może pogodzić i utrzymać kapitalistyczny kierunek rozwoju, tylko posługując się ideologią wroga i kozła ofiarnego. Metoda jest tak stara, jak stara jest polityka. Już Umberto Eco zauważył, że „Posiadanie wroga jest ważne nie tylko w procesie określania naszej tożsamości, ale również do zapewnienia sobie przeszkody, wobec której moglibyśmy utrwalić nasz system wartości i w konfrontacji z nią pokazać, ile jesteśmy warci. Dlatego gdy wroga nie ma, koniecznie trzeba go stworzyć”vii.

Różnice pomiędzy PiS i PO są obecnie wyolbrzymiane. Jerzy Kochan przy okazji ostatniej kampanii wyborczej, wskazując na podobieństwa i tożsamości obu partii, pisał,viii że PiS jak i PO są klerykalne i antyaborcyjne, są za obecnością religii w szkołach i za finansowym wspieraniem Kościoła katolickiego z budżetu państwa, za klerykalizacją przestrzeni publicznej, uroczystości państwowych, wojska, policji, szkół, przedszkoli i żłobków… a także życia kulturalnego i naukowego. Jego zdaniem obie partie w swych politycznych działaniach utrzymują degradujące cywilizacyjnie Polskę nakłady finansowe na naukę, kulturę i służbę zdrowia. Poprzez swoją politykę komercjalizacji i prywatyzacji w dziedzinie ochrony zdrowia niszczą stan pielęgniarski i stworzony w Polsce Ludowej bezpłatny system opieki zdrowotnej. Prezydent Komorowski nobilitował żołnierzy „wyklętych”, a PiS uczynił z nich swoją ikonę. W jego ocenie celem obu partii jest militaryzacja Polski. Dla przeforsowania swych wizji obie partie rozpętują rusofobiczne histerie, prowadzą na wschodzie awanturniczą „politykę jagiellońską”, wplątują nasz kraj w konflikty i wywołują napięcia międzynarodowe. Wspierają tajne operacje Gromu i innych jednostek specjalnych, które przeprowadzane są poza jakąkolwiek kontrolą i wiedzą opinii publicznej. Wymuszają przezbrajanie polskiej armii i przystosowanie jej do militarystycznej i imperialistycznej polityki USA. Prowadzą zgodną politykę wobec związków zawodowych, traktują związki zawodowe jako listek figowy dla swoich antypracowniczych działań.

Ewidentnym potwierdzeniem pełnej zgodności programowej i politycznej PiS i PO są również według Jerzego Kochana przepływy kadrowe między obiema partiami. Radosław Sikorski był ministrem kluczowych resortów w rządzie PiS i PO (równie dobrze nadawał się na ministra obrony narodowej, jak i spraw zagranicznych, chociaż nie miał żadnych kwalifikacji ani doświadczeń do ich zajmowania). Michał Kamiński był rzecznikiem prasowym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a później został sekretarzem stanu w rządzie Ewy Kopacz. Joanna Kluzik-Rostkowska była ministrem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a później ministrem w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Jarosław Gowin, najpierw szefował całej frakcji w PO i konkurował do prezesowania w PO z Donaldem Tuskiem oraz był ministrem sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej, a później został ministrem nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Beaty Szydło, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory oraz w rządzie Mateusza Morawieckiego. Mateusz Morawiecki wchodził w skład Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku, a za rządów PiS-u został wicepremierem, a później najbogatszym w historii po 1989 – premieremix. Przykłady można mnożyć…

PO i PiS więcej łączy niż dzieli, a to, co ich łączy, jest bardziej istotne – obie partie instrumentalnie posługują się elementami populizmu – przy faktycznej pogardzie dla mas. Programowa wrogość PiS i PO jest pozorna, bardziej wynika z przyczyn taktycznych i ambicjonalnych niż ekonomicznych i politycznych.

PO i PiS są antykomunistyczne. Tyle tylko, że PiS okazuje się bardziej konsekwentny w zwalczaniu komunizmu i wszelkich jego pozostałości i symboli. PiS-owi do antykomunizmu fizyczni komuniści nie są potrzebni. Komunizm potrzebny do antykomunizmu jest jedynie pewnym projektem, wyobrażeniem ideologicznym, niezbędnym do sprawowania władzy. Może bowiem istnieć antykomunizm bez komunistów, tak jak może istnieć antysemityzm bez Żydów.

Platforma Obywatelska była prounijna i proniemiecka. PiS jest antyunijny i antyniemiecki, musi być antyniemiecki, ponieważ Niemcy są istotnym filarem Unii Europejskiej, a to nie odpowiada imperialnym planom USA. Obie partie są antyrosyjskie, przy czym PO próbowało unormować stosunki z Rosją, nawet reaktywowano działalność Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych, PiS natomiast doprowadził do zaniechana jej praktycznej działalności. Stosunki PiS z Rosją są w dużym stopniu pokłosiem stosunków amerykańsko-rosyjskich, dlatego PiS nie może zrobić nic innego w tej sprawie, niż życzą sobie Amerykanie…

PiS podjął decyzję o budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego Solidarność (lotnisko) w miejscowości Stanisławów w gminie Baranów, który ma przejąć cywilną komunikację z lotniska na Okęciu, a lotnisko na Okęciu ma zostać przekazane na potrzeby obronnościx, aby utworzyć przy nim bazę NATO.

PiS umiejscawia komunizm w okresie PRL-u. I tu jest grzech pierworodny jego rozumowania, bo w PRL nie było zbudowanego komunizmu, lecz co najwyżej kapitalizm państwowy. Poszukiwanie komunizmu w PRL przypomina więc to uganianie się za diabłem, którego nikt nie widział na własne oczy i nie potrafi wiarygodnie go opisać. Ale, jak wiadomo, nie przeszkadzało to Kościołowi katolickiemu organizować polowania na czarownice, rzekomo utrzymujące stosunki z diabłem i realizujące szkodliwe dla ludzi jego polecenia, oraz na oczach wszystkich palić je na stosach…

Pojmowanie wroga przez PiS przypomina, definicję oraz rolę i znaczenie diabła w religiach, zaproponowaną przez Paula Triery d’Holbacha w Teologii Kieszonkowej, w której stwierdził, że diabeł to „główny minister dworu niebieskiego, dźwignia uruchomiająca Kościół. Wyrzekłszy jedno słowo, Bóg mógłby go wtrącić w otchłań niebytu, lecz wystrzega się przed uczynieniem tego: diabeł jest Bogu bardzo potrzebny, bowiem może na niego zwalać odpowiedzialność za wszystkie głupoty, o które mogliby obwiniać jego samego. Dlatego też pozostawia go w spokoju i cierpliwie toleruje wszystkie jego wybryki w stosunku do swej małżonki, do swych dzieci i niego samego. Bóg nie może się obejść bez diabła, bojaźń Boga często nie jest niczym innym, jak lękiem przed diabłem. Jeśli nie byłoby diabła, wielu pobożnych ludzi nie pomyślałoby nigdy o Bogu ani o jego duchowieństwie”xi. PiS mógłby potraktować komunistycznego diabła tak, jak wielu rozsądnych ludzi, czyli rzecz nieistniejącą, ale zrobić tego nie chce, ani nie może.

Każda epoka ma swoje wyobrażenie diabła, którym odmawia się człowieczeństwa. Tak samo jest z PiS-em. Wrogowie pojawiają się więc niczym upiory, a ponieważ nie istnieją w rzeczywistości, mogą być odkrywane tylko przez ludzi o specjalnych „kwalifikacjach”. Siedliskiem takich specjalistów nie jest jak dawnej Inkwizycja lecz Instytut Pamięci Narodowej. Upiory – pisał d’Holbach z ironią to „wspaniałe przewidzenia, nawiedzające tych, których Bóg w geście szczególnego dobrodziejstwa obdarzył chorym rozsądkiem, skłonnością do hipochondrii, […] i umiejętnością bezwstydnego łgarstwa”xii.

Przypisanie komuś roli „diabła” lub „upiora”, sprawia, że przy nieokreślonej do końca roli, odpowiedzialność jego za wszelkie zło urasta do monstrualnych rozmiarów, zaś jego niszczenie zasługuje na zbawienie wieczne. Ponieważ wróg jest diaboliczny zmienia on swoją postać i urasta do ogromnych rozmiarów i ilości, można było wyprodukować taką ilość broni, która pozwala zabić każdego mieszkańca Ziemi kilka razy.

Uosobieniem tego głównego wroga są dla PiS-u PRL-owscy funkcjonariusze służb państwowych, zwłaszcza Służby Bezpieczeństwa (SB) i jest ich bardzo łatwo zidentyfikować i wyodrębnić ze wspólnoty narodowej, wszak ankiety personalne nie kłamią. Sugestia, że wszyscy funkcjonariusze SB to komuniści, jest nadużyciem i nie wytrzymuje krytyki. Aby ratować budżet można było nawet bez protestów społecznych obniżyć im emerytury przy złamaniu zasad prawa. Ale szczególnym wrogiem są tajni współpracownicy SB znajdujący się we własnych szeregach i ugrupowaniach sojuszniczych. Większość z tych „diabolicznych wrogów” siedziała nawet cicho i wierzyła, że świat polityki o ich przeszłości sprzed kilkudziesięciu lat zapomniał. Niestety mylili się. Ujawniła się przy tym pewna prawidłowość, że im dalej jest od „realnego socjalizmu”, tym wrogów przybywa, a ich wpływy stają się rzekomo coraz bardziej zgubne dla budowy kapitalistycznej rzeczywistości. Podobnie, choć uzasadnienie przedstawiono zupełnie inne, było za Stalina, im dalej od rewolucji październikowej, tym wrogowie mnożyli się coraz bardziej…

Umberto Eco wskazywał, że wyznaczanie wrogów nie jest przypadkowe – „Jednakże od samego początku na nieprzyjaciół wybiera się nie tych, którzy bezpośrednio nas atakują (jak w wypadku barbarzyńców), ile raczej tych, których komuś opłaca się ukazać nam jako zagrożenie, nawet gdyby byli dla nas całkowicie niegroźni”xiii. Wróg musi być brzydki, ponieważ to, co piękne kojarzy się z dobrem. Dlatego Jarosław Kaczyński każe pozamykać posłom opozycji ich „zdradzieckie mordy”. A ponieważ wróg musi być zdolny do najbardziej niegodziwych działań, obciąża swoich krytyków zamordowaniem swego „świętej pamięci brata” i określa ich „kanaliami”, chociaż można przypuszczać, że zginął, pociągając za sobą wielu innych, na własne życzenie… Ale lepiej przypisać to swoim wrogom. W Smoleńsku musiał więc być zamach przeciwko samolotowi z prezydentem na pokładzie. Nie wiadomo tylko, jak i kiedy wrogowie mieliby to zorganizować, ale to tylko przemawia na ich niekorzyść, bo są wyjątkowo podstępni, niebezpiecznie i dobrze zorganizowani… Wrogowie muszą być odhumanizowani, sprowadzeni do rzeczy. Dlatego wrogowie Jarosława Kaczyńskiego są „drugiego sortu”, jak przecenione towary w sklepie, a Antoni Macierewicz będzie czuwał jak do tej pory nad stwarzaniem i podtrzymywaniem smoleńskich bzdur, po tym jak przestał być ministrem obrony narodowej…

Czy PiS bez wroga może istnieć? Nie. Dla PiS-u zrzeszającego bardzo sprzeczne żywioły społeczne i chorego na trzymajcie się u władzy, posiadanie wroga to, być albo – nie być. PiS przy kontynuacji obecnej prokapitalistycznej polityki, bez wroga nie może istnieć. Jej kontynuacja doprowadzi do kolejnego zaostrzenia sprzeczności społecznych i nie pomoże mu program osłonowy dla najbardziej poszkodowanych przez system, jeśli będą przybywali nowi niezadowoleni. PiS jest jednak gotowy do utrzymania władzy wszelkimi, także pozakonstytucyjnymi i pozaprawnymi metodami. Stara się przygotować społeczeństwo do tego i rozpowszechnia psu na budę warte analizy, że władzę utrzyma do 2030 roku… nie wspomina tylko w jaki sposób i kosztem ilu wyimaginowanych wrogów…

Edward Karolczuk

Przypisy:

i Andrzej Wasilewski, Polski wariant od AK do KC, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1992, s. 138.

ii Tamże, s. 140.

iii Tamże, s. 140.

iv Tamże, s. 141.

vi Umberto Eco, Wymyślanie wrogów i inne teksty okolicznościowe, przełożyli Agnieszka Gołębiowska i Tomasz Kwiecień, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2012, s. 32.

vii Tamże, s. 11.

viii Jerzy Kochan, Wybory: upozorowana różnica, http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Artykuly/?id=895/Wybory__upozorowana_roznica, 19.04.2017

xPlany budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Wild: wokół portu powstanie nowe miasto, http://www.rdc.pl/informacje/plany-budowy-centralnego-portu-komunikacyjnego-wild-wokol-portu-powstanie-nowe-miasto-posluchaj/, 04.10.20017 r.

xi Paul Triery d’Holbach, Teologia kieszonkowa, Materiał powielony. Tłumaczenie Jarosław Ładosz.

xii Tamże.

xiii Umberto Eco, Wymyślanie wrogów…, jw., s. 13.

Źródło pierwodruku: Zdanie, nr 1-2 (176-177), 2018 r., ss. 14-17.


O Edward Karolczuk

Ur. w 1955, doktor nauk humanistycznych. Interesuje się problemami teorii polityki, historii najnowszej i społeczno­‑politycznych skutków transformacji. Publikował m.in. na łamach "Dziś", "Zdania", "Nowej Krytyki", "Przeglądu". Opublikował książki O wrogu - szkice filozoficzno-historyczne (2010) i "Nagie życie" ofiar wyzysku pracy i wojny (2016).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.