Globalizacja a transformacja


globalizationGlobalizacja zadecydowała o kształcie tzw. transformacji ustrojowej w krajach postsocjalistycznych, nie dając gwarancji, że podążając wytyczonym torem osiągną dobrobyt centrów. Wszystkie kraje postkolonialne, niezależnie od tego, czy odzyskały niepodległość w pierwszej połowie XIX w. czy na przełomie lat 50 i 60-tych XX w., o ile próbowały realizować modernizację doganiającą metropolie, celu swego nie osiągnęły. Rozwijająca się globalizacja pozwoliła wepchnąć te kraje na powrót w jarzmo neokolonialnych zależności.

Rozwój procesów globalizacyjnych na Zachodzie wyprzedził postsocjalistyczną (kapitalistyczną) transformację, zaostrzył sprzeczności „realnego socjalizmu” oraz przyśpieszył jego upadek. Postsocjalistyczna transformacja stała się metodą liberalnej globalizacji, wynikając z niej i dopełniając ją. Kapitalizm pozbawiony został alternatywy i socjalnych wyzwań, a procesy prywatyzacyjne i liberalizacyjne otworzyły drogę dla swobodnego przepływy kapitałów i towarów w skali globalnej. Transnarodowe korporacje nie są ex definitione za rozwojem nowoczesnego kapitalizmu w peryferyjnych krajach postsocjalistycznych. Mogą one blokować rozwój dziedzin konkurencyjnych, czy też hamować przemiany o charakterze demokratycznym. Rozwój teorii globalizacji pozwala głębiej spojrzeć na przyczyny upadku „realnego socjalizmu”.

Transformacja przebiega w dwóch etapach: pierwszy – polega na wprowadzeniu gospodarki rynkowej, opartej na własności prywatnej i prywatnej przedsiębiorczości, i drugi – polega na dostosowaniu gospodarek do wymogów gospodarki światowej i społeczeństwa informatycznego opartego na wiedzy. Prywatyzacja w warunkach gospodarki kapitalistycznej ma charakter reformy wewnątrzsystemowej, ale w warunkach transformacji jest ona zmianą ustrojową, która pretekst do wymiany znacznej części kadr administracji państwowej i gospodarczej. Noam Chomsky pisał, że w latach osiemdziesiątych XX w. Europa Wschodnia stała się „»poligonem doświadczalnym« doktryn leseferyzmu, czyli doktryn rozwoju gospodarczego, których jak ognia unikały gospodarki wszystkich wysoko rozwiniętych państw, a który próbowano – pod kuratelą Zachodu i z pożałowania godnym skutkiem – stosować w wielu krajach Południa”i.

Rosja od czasów rewolucji przemysłowej jest bardzo atrakcyjna ze względu na nieprzebrane zasoby surowców. Jednakże jej przestrzeń i siła militarna opóźniły podporządkowanie gospodarce Zachodu. W przedrewolucyjnej Rosji zależność caratu od zagranicznych kapitałów pozwalała utrzymać jego reakcyjny charakter. Władze carskie realizowały zwiększony ucisk narodowościowy, a jednocześnie sama Rosja carska stała się obszarem szeroko zakrojonej ekspansji kolonialnej dla wysoko rozwiniętych krajów Zachodu. Rewolucja Październikowa przerwała ten proces, co wywołało natychmiastową interwencję Zachodu, zakończoną niepowodzeniem. Spełzły również na niczym nadzieje na klęskę Związku Radzieckiego pod uderzeniem wojsk hitlerowskich. ZSRR wyszedł z wojny wzmocniony, przybyło mu wielu zwolenników, a jego drogą zaczęło podążać szereg państw peryferyjnych, co stanowiło przykład dla kolejnych.

Związek Radzicki osiągnął szczyt potęgi pod koniec lat pięćdziesiątych XX w., pozostając jednak w tyle za rozwiniętymi państwami Zachodu. Przez ponad 70 lat siła i ogromny rozmiar pozwoliły na przetrwanie bez uczestnictwa w gospodarce światowej na warunkach podporządkowania i eksploatacji. „Lata osiemdziesiąte – stwierdza Noam Chomsky – były świadkiem ostatecznego krachu systemu i wysoko uprzemysłowione państwa »rdzenia«, zawsze o wiele bogatsze i silniejsze, »wygrały zimną wojnę«. Duża część sowieckiego imperium wróci zapewne do swej tradycyjnej roli państw Trzeciego Świata, a dawny aparat partyjny […] przekształci się w elitę Trzeciego Świata, reprezentującą interesy międzynarodowego biznesu i finansjery”ii.

Wraz z rozpadem ZSRR, USA próbowały nawiązać ściślejszą współpracę polityczną i gospodarczą z nowo powstałymi państwami, szczególnie z Kazachstanem, którego złoża naftowe oceniano wówczas jako większe od arabskich. Stany Zjednoczone będąc największym konsumentem paliw, obawiając się wyczerpania ich zasobów surowcowych, walczą o kontrolę nad złożami węglowodorów kopalnych na Bliskim i Środkowym Wschodzie oraz w proradzieckiej Azji Środkowej, a także, z uwagi na strategiczne znaczenie położenia dla transportu ropy naftowej i gazu, na Bałkanach. S. Amin, idąc dalej w swoich wnioskach i dostrzegając potencjalną rywalizację pomiędzy gospodarką Europy Zachodniej i Japonii a USA, pisał, że: „Amerykańskie wojny paliwowe są wojnami »antyeuropejskimi«”iii.

Politycy wywodzący się z kompleksu przemysłowo-wojskowo-naftowego USA, będący zwolennikami metod militarnych w polityce energetycznej, doprowadzili do destabilizacji politycznej w niektórych rejonach, czego skutkiem był m.in. lawinowy wzrost cen ropy naftowej. Wbrew ich rachubom skorzystała na tym również Rosja, która dzięki gromadzonym rezerwom ma szanse jako jedyne państwo postsocjalistyczne przejść od gospodarki surowcowej do high-tech. „Koncernom amerykańskim – mimo prób – nie udało się włączyć w eksploatację rosyjskich złóż gazu i ropy naftowej. Nie potrafiły także włączyć się w formowanie europejskiej sieci energetycznej, bazującej na tych źródłach”iv.

Wymownym wyrazem porażki amerykańskiej polityki było ogłoszenie „Człowiekiem roku 2007” Władimira Putina przez amerykański „Time” za „wyjątkowe osiągnięcia przywódcze – przejęcie kraju pogrążonego w chaosie i doprowadzenie go do stabilizacji”. Polscy nacjonaliści nie są w stanie tego zrozumieć.

Drogi Polski i Europy Zachodniej zaczęły się rozchodzić już w XVI w., kiedy w Europie zaczął się dualizm w rozwoju gospodarczym. Zachód szybko kroczył drogą kapitalizmu, zaś na Wschodzie, służebnym wobec Zachodu, umacniały się stosunki feudalno-pańszczyźniane. Polska znalazła się wówczas na peryferium rozwijającego się kapitalizmu. Pozostałości stworzonego wówczas podziału utrzymują się do dnia dzisiejszego. W XVI w. dochód na osobę w Polsce wynosił około 85% poziomu Europy Zachodniej. Obecnie ten poziom wynosi ok. 40%. Nie ma pewnych gwarancji, że różnice te zostaną przezwyciężone w wyniku kapitalistycznej transformacji ustrojowej, dlatego polskie elity polityczne nie powinny bazować na złudzeniach wyolbrzymianych przez klerykalno-nacjonalistyczną prawicę o bezinteresownej pomocy Zachodu z tytułu nadzwyczajnych zasług Polski dla tzw. obalenia komunizmu.

Modernizacja Polski w warunkach globalizacji charakteryzuje się m.in. deficytem w handlu zagranicznym, trwałym bezrobociem i wysoką stopą bezrobocia, wysokim zadłużeniem państwa i polskich producentów, wysokoprocentową zwłaszcza w początkowym okresie inflacją, dużym zróżnicowaniem dochodów i znaczną skalą ubóstwa społecznego, narastaniem kwestii mieszkaniowej, szerokim otwarciem rynku wewnętrznego na konkurencję zewnętrzną.

Niezależnie czy rozwój Europy od XVI w. uznamy za początek internacjonalizacji, modernizacji, czy globalizacji, ciekawym jest problem przystosowywania się polskiej elity politycznej i społecznej do rozwoju wyprzedzającego w innych krajach. Polska szlachta nie wybrała rozwoju doganiającego na drodze kapitalizmu, lecz dostosowawczy do procesów na Zachodzie i ekspansję na Wschód. Tworzone różnymi metodami folwarki szlacheckie odpowiadały doraźnym interesom szlachty, ale z pewnością nie odpowiadały dalekosiężnym interesom całej gospodarki polskiej i pozycji politycznej Polski w Europie. Ignorowanie aspiracji mieszczaństwa i przypisanie chłopstwa do ziemi okazało się błędem. Elita szlachecka w ten sposób przystosowywała się, co prawda, do światowej gospodarki kosztem większości społeczeństwa, ale zahamowała na długie lata rozwój kapitalistycznej gospodarki. Szlachta dała przykład utrzymania swojej uprzywilejowanej pozycji poprzez znalezienie niszy gospodarczej w rozwoju dostosowawczym i obciążenie kosztami klasy najsłabszej, bez wprowadzania rozwiązań postępowych.

Podobną postawę do polskiej szlachty zajęło w późniejszym okresie wielu dyktatorów i kompradorskiej burżuazji, skazując swoje kraje na peryferyjny rozwój, na pozostawanie w roli surowcowego zaplecza wysoko rozwiniętych gospodarek kapitalistycznych i stosowanie przebrzmiałych rozwiązań politycznych. W Indiach, pomimo rozwoju rewolucji przemysłowej w metropolitarnej Anglii, doszło do dezindustrializacji. Z kolei wielcy właściciele ziemscy w południowych stanach USA, w ramach rozwoju dostosowawczego, utrzymywali niewolnictwo jeszcze w drugiej połowie XIX w. chociaż Europa już dawno z niego zrezygnowała.

W końcowym okresie realnego socjalizmu uprzywilejowana warstwa zarządzająca, nie zapewniając skoku we wzroście społecznej wydajności pracy, szansę na utrzymanie przywilejów i ich poszerzenie dostrzegła w zmianie warunków ustrojowych. W efekcie pokojowo oddała władzę polityczną na przełomie lat 1989/1990 z nadzieją, że będzie to tymczasowe. Przesłanki transformacji ustrojowej w Polsce dojrzewały jeszcze w warunkach „realnego socjalizmu”. Ekipy Gomułki i Gierka zdecydowały się na posunięcia, które, nawet z punktu widzenia oficjalnie głoszonej ideologii, były „krokiem wstecz”. Pod koniec lat 80-tych XX w. ekipie Jaruzelskiego, przy świadomości, że popierana jest przez mniejszość społeczeństwa, przypadła już tylko rola grabarza realnego socjalizmu w Polsce.

Fakt dojrzewania kapitalistycznej transformacji ustrojowej w warunkach realnego socjalizmu, potwierdza również członek opozycji antysocjalistycznej z lat 80-tych XX w. – Karol Modzelewski. Uważa on, że stan wojenny wprowadzony przez Jaruzelskiego wynikał po części z jego osobistych obaw. Wiedział bowiem, że będzie musiał go wprowadzić, albo odejść ze stanowiska. Stan wojenny był uderzeniem nie tylko w NSZZ „Solidarność”, ale również – wbrew pozorom – w PZPR. Stłumił również aktywność społeczną i pogrzebał ideę samorządności pracowniczej. „Nie odrodziło się to, co złamano w grudniu [1981 r. – E.K.], i w pewnym sensie to stan wojenny utorował drogę takiemu modelowi transformacji ustrojowej, do jakiej w Polsce doszło. Z drugiej strony, nie ulega dla mnie wątpliwości, że Okrągły Stół był polskim sukcesem, gdyż, wbrew temu, czego spodziewały się obie strony – doprowadził w krótkim czasie do pokojowego wyjścia Polski z komunizmu”v.

Transformację w Polsce prowadzano przy pełnej świadomości wpływu stosunków międzynarodowych na wewnętrzne. Znalazło to odbicie w Konstytucji z 1997 r., podpisanej przez wywodzącego się z b.PZPR prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W jej 16 artykułach (co piętnasty artykuł) porusza się kwestie prawa międzynarodowego, zawiera normy regulujące obligi z tego prawa płynące dla prawa krajowego. Zbiór przepisów o miejscu prawa międzynarodowego, pociąga za sobą pewne ograniczenie ustawodawczej roli parlamentu, a wzmocnienie prawodawczej funkcji władzy wykonawczej – rządu i prezydenta.

Pod koniec 2003 r. było w Polsce 15 371 podmiotów z kapitałem zagranicznym, prowadzących działalność gospodarczą (bez instytucji ubezpieczeniowych i banków). „W 2003 r. na spółki z kapitałem zagranicznym przypadało już 38,8% przychodów z całokształtu działalności wszystkich badanych podmiotów i ponad 66% ich przychodów z eksportu. Ponosiły one 47,2% ogólnych nakładów inwestycyjnych, generując przy tym ponad 70% łącznych inwestycji w hotele i restauracje oraz ponad 60% inwestycji w przetwórstwie przemysłowym i budownictwie. Należało do nich blisko 36% ogólnych aktywów trwałych, w tym ponad połowa w przetwórstwie przemysłowym, handlu i naprawach oraz w transporcie, gospodarce magazynowej i łączności”vi. Przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym miały 29,3% udziału w produkcji sprzedanej przemysłu w 2005 r.

„Według stanu na koniec 2004 r., pod kontrolą kapitału zagranicznego znajdowały się 44 spośród 57 banków komercyjnych prowadzących działalność operacyjną oraz 48 z 71 krajowych towarzystw ubezpieczeniowych. Udział kapitału zagranicznego w kapitale zakładowym wynosił 60,1% w sektorze bankowym i 72,1% w sektorze ubezpieczeniowym”vii.

Chociaż na terenie Polski nie usadowiła się żadna z czołowych transnarodowych korporacji, to jednak procesy zachodzące w Polsce są podobne do innych globalizowanych rejonów świata. Podsumowując 10 lat transformacji w Polsce, Kazimierz Poznański zastanawiał się, czy nie była to „nowa droga do poddaństwa”, zwłaszcza, że istotą transformacji była prywatyzacja i wykup majątku produkcyjnego za cenę znacznie poniżej jego wartości i przejęcie środków masowego przekazu przez kapitał zagraniczny: „po utracie tytułu własności do większości zasobów – podcięta została baza wolności tak dla rządzących jak i rządzonych. Nie chodzi więc tylko o to, że mamy do czynienia z inną drogą do poddaństwa. W grę wchodzi bowiem droga do większego poddaństwa”viii.

Przybierające kompradorski charakter polskie elity polityczne, zdając sobie sprawę z uzależnienia od kapitału i rynku zachodnioeuropejskiego, lansują od lat dla przeciwwagi, a trochę dla szantażu Unii Europejskiej, ściślejszy sojusz z USA oraz próbują przedstawić Polskę jako państwo wiodące w regionie. Sytuację tę szczególnie wyraźnie próbowała zdystansować na swoją korzyść partia Prawo i Sprawiedliwość, która wykorzystała nacjonalizm, rusofobię i klerykalizm, mówiła o konieczności obrony „polskich wartości” i „interesów narodowych”, oraz demagogicznie apelowała do wszystkich przegranych w procesie transformacji. Przy pomocy „teczek i materiałów operacyjnych” dawnych służb specjalnych PRL, starała się ona wyeliminować z życia politycznego i gospodarczego kadry (i zająć ich miejsce) mające doświadczenie w transformacji pod pretekstem, że jako związane z komunistycznymi służbami specjalnymi, nie mają moralnego prawa do zajmowania stanowisk politycznych i gospodarczych. Polityka PiS-u doprowadziła do jeszcze większej zależności od USA. Polska pod rządami PiS zyskała sobie, wśród niektórych polityków Unii Europejskiej, opinię „konia trojańskiego” USA. Rachuby na protekcję ze strony USA były błędne, gdyż prowadzą one politykę globalną, a Polska nie jest w niej strategicznym partnerem ekonomicznym w stosunku do Unii Europejskiejix, co najwyżej traktują Polskę jako bliżej nieokreślony element gry wobec Unii Europejskiej lub środek destabilizujący w Europie Wschodniej przed ewentualnym konfliktem z Rosją. Nic więc dziwnego, że Rosja mogła wprowadzić i utrzymać, wbrew wysiłkom PiS-owskiego rządu, embargo na eksport polskiego mięsa. Dla uniezależnienia się od Polski i Ukrainy podjęła wspólnie z innymi państwami Unii Europejskiej decyzję o budowie Gazociągu Północnego po dnie Morza Bałtyckiego, a później Potoku Południowego przez Morze Czarne i Bułgarię do Grecji. Decyzjami tymi położono kres wieloletnim wysiłkom polskiej dyplomacji na uczynienie Polski pomostem w stosunkach Europy Zachodniej z Rosją. Okazało się, że Rosja ma lepsze stosunki z państwami Unii Europejskiej niż Polska. Unia Europejska pokazała, że z uwagi na swoje ekonomiczne interesy nie jest zainteresowana konfliktem z Rosją, nie potrzebuje przedmurza i nie będzie popierać awanturnictwa wobec niej, gdyż nie chce się znaleźć w roli psa, którym wywija ogon.

Podobnie jak polska szlachta nie stworzyła przodującego ustroju gospodarczego, tak też w wyniku polityki transformacyjnej obecnej klasy politycznej „następuje nie tyle oczekiwana »europeizacja« polskiego kapitalizmu ale jego swoista »latynizacja«”x.

Przekonaniu zwolenników globalizacji i transformacji, że związane z nimi jest ograniczenie roli państw narodowych i powstawanie „globalnej wioski”, towarzyszy rozbudzenie dążeń do separatyzmu i regionalizmu, odradzanie się tradycyjnych konfliktów terytorialnych. Jest to odpowiedź części społeczeństw na unifikację produkcji oraz konsumpcji i kultury, na okcydentalizację, na narzucanie języków narodom i narodowościom, na zmiany struktury społecznej, na szybką degradację lub niewyjaśniony awans wielu grup społecznych, na szybkie przekształcenia własnościowe, na wyrzucenie poza nawias społeczny wielu nie zintegrowanych z systemem globalnym środowisk, na rozwój ponadnarodowej i ponadlokalnej biurokracji, na utratę punktów orientacyjnych w systemie wartości, na poszerzenie dystansu pomiędzy centrum a peryferiami, na bankructwo dekolonizacji, na zmiany cen i stóp procentowych wywołane odległymi faktami ekonomicznymi, na łamanie przemocą zwyczajów międzynarodowych.

W okresie transformacji w Polsce separatyzm szczególnie silnie ujawnił się na Śląsku. O ile w okresie międzywojennym ścierały się dwie opcje w sprawie przynależności Śląska: polska i niemiecka, o tyle teraz pojawiła się trzecia. Od dłuższego czasu grupa działaczy Ruchu Autonomii Śląska próbowała zarejestrować stowarzyszenie o nazwie Związek Ludności Narodowości Śląskiej. Polskie sądy odmówiły rejestracji, co spotkało się z uznaniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wówczas Komitet założycielski w innym składzie usiłował zarejestrować stowarzyszenie zrzeszające osoby deklarujące przynależność do narodowości śląskiej, a nie osoby narodowości śląskiej. Sądy polskie uznały jednak, że nawet w zmienionym brzmieniu nadal zapisy statutu są niezgodne z ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym. 17 listopada 2007 r. związek ponownie złożył skargę do Trybunału w Strasburgu.

Za centrami globalizacji nie nadąża Trzeci Świat i kraje postsocjalistyczne. Mimo to antyglobalizm jest szczególnie słaby w Polsce. Po części wynika to stąd, że wahadło ideologiczne po upadku realnego socjalizmu wychyliło się w prawą stronę i opinia publiczna na razie nieufnie podchodzi do wszelkiej krytyki gospodarki wolnorynkowej. Antyglobaliści nie nawołują do obalenie kapitalizmu jako takiego, ale co najwyżej do rezygnacji z jego skrajnie liberalnego kursu. „Ubóstwo nieuświadomione nie jest groźne. […] żadnej rewolucji antyglobalistycznej nie będzie, m.in. dlatego, że biedni nie wierzą, by przyniosła ona dobrobyt”xi.

Polaryzacja i podział świata na bogate centrum i biedne peryferia nie jest tylko wynikiem historycznych uwarunkowań, wyboru błędnej drogi, czy nieuczciwości polityków, którzy nie potrafią pójść prostą drogą wytyczoną przez liderów ekspansji gospodarczej. Kapitalizm nie istnieje poza walką i rywalizacją, interwencjami zbrojnymi w obronie „narodowych interesów”. Niesłusznym jest abstrahowanie w analizie kapitalizmu od stosunków społecznych i politycznych, a sprowadzanie ich tylko do stosunków rynkowych. Kraje peryferyjne posiadają tanią i specyficzną siłę roboczą, słabe rynki wewnętrzne oraz często kompradorskie elity na czele państw. W takich warunkach wymiana handlowa z centrami prowadzi zawsze do nierówności i ich pogłębienia, do odgrywania roli dostawcy taniej siły roboczej i towarów surowcowych o niskiej wartości dodanej oraz do importu towarów o wysokiej wartości dodanej, wysokooprocentowanych kredytów, nowoczesnej technologii. W tym tkwi mechanizm wytwarzania się niedorozwoju i pogłębiania polaryzacji w ramach jednego globalnego systemu.

Edward Karolczuk

Przypisy:

i Noam Chomsky, Rok 501. Podbój trwa, Warszawa 1999, s. 121. „Symboliczną ilustracją tego »przełomu« stała się działalność Jeffreya Sachsa, ekonomisty z Harvardu, który […] »zniszczył w imię stabilności monetarnej gospodarkę Boliwii«, a następnie zainteresował się Polską, po to, by ją z kolei poddać swej wstrząsowej kuracji, zwyczajowo zalecanej regionom pełniącym rolę usługodawcy wobec państw wysoko rozwiniętych”. Tamże.

ii Tamże, s. 117.

iii Samir Amin, Wirus liberalizmu. Permanentna wojna i amerykanizacja świata, Warszawa 2007, s.111.

iv Stanisław Abramczyk, Globalna walka o energię, Dziś nr 10/2006, s.43.

v Karol Modzelewski, Jaruzelski utorował drogę Balcerowiczowi, Le Monde diplomatique. Edycja polska, nr 10 grudzień 2006.

vi Piętnasty roczny raport IKCHZ, Inwestycje zagraniczne w Polsce, redakcja naukowa i koordynacja: Janusz Chojna, Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, http://ibrkk.pl/?id=210, 20.12.2007.

vii Tamże.

viii Kazimierz Z. Poznański, Obłęd reform. Wyprzedaż Polski, Warszawa 2001, s.15.

ix Udział kapitału pochodzącego z USA w kapitale zagranicznym przedsiębiorstw w 2005 r. w Polsce wynosił 5,9%. Jest to wielkość wręcz symboliczna jeśli weźmiemy pod uwagę, że niewielka Belgia miała 5,4%, a Dania 3,5%, Niderlandy 29,3%, Francja 12,6%, Niemcy 16,3%. Rocznik Statystyczny 2006, s.583. W kapitale zagranicznym banków, kapitał pochodzący z USA miał w 2005 r. 5,1% funduszów podstawowych, a kapitał pochodzący z Niemiec 8,7%. Tamże, s.674. Z kolei w kapitale zagranicznym zakładów ubezpieczeń, kapitał pochodzący z USA miał udziału 5,6%, podczas gdy Dania miała 6,8%, Niemcy 36,2%,Niderlandy 11,9%, a Wielka Brytania 5,3%. Tamże, s. 616.

x Kazimierz Z. Poznański, Obłęd reform, jw., s. 27.

xi Henryk Chołaj, Ekonomia polityczna globalizacji, Wprowadzenie, Warszawa 2003, s. 196.


O Edward Karolczuk

Ur. w 1955, doktor nauk humanistycznych. Interesuje się problemami teorii polityki, historii najnowszej i społeczno­‑politycznych skutków transformacji. Publikował m.in. na łamach "Dziś", "Zdania", "Nowej Krytyki", "Przeglądu". Opublikował książki O wrogu - szkice filozoficzno-historyczne (2010) i "Nagie życie" ofiar wyzysku pracy i wojny (2016).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.