Klasowy kontekst bonapartyzmu


bonapartismW artykule pt. „Pośrednictwo jako forma reprezentacji politycznej” („Myśl Marksistowska” nr 5/89) rozpatrywałem zjawisko, które odzwierciedla rodzenie się bonapartystycznej formy rządów.

Natomiast w tym artykule ograniczę swe zadanie do próby ukazania, na czym polega klasowość bonapartyzmu jako dyktatury wojskowo-biurokratycznej, racjonalizowanej mitem wielkiej jednostki oraz mitycznym ujęciem roli armii i biurokracji w życiu politycznym, w przeciwstawieniu do stereotypowych wyobrażeń potocznych, występujących jednak również w obiegu naukowym.

Ponieważ kwestia, czy bonapartyzm może być postępowy, wymaga dopiero poważnego rozstrzygnięcia, poprzestanę na analizie bonapartyzmu wstecznego (ponieważ nie ma wątpliwości, że taki istnieje), którego wyróżnikiem są funkcje kontrrewolucyjno-pacyfikacyjne.

Cechą dyktatury bonapartystycznej (pamiętajmy: istnieją również dyktatury niebonapartystyczne) jest personifikacja władzy, przeto w dalszych wywodach będę używał nazw jednostkowych w rodzaju „dyktator”, „pełnomocnik”, „reprezentant” nie wnikając w niuanse, czy chodzi o ujednostkowienie wodza czy też o grupowy podmiot dyktatury, indywidualnie ucieleśniany i symbolizowany lub też (co się zdarza) zdepersonalizowany.

Dyktatora typu bonapartystycznego można rozpatrywać jako pełnomocnika powołanego do załatwienia czyichś interesów, wyposażonego w carte blanche. Analogiczna jest bowiem struktura więzi między zleceniodawcą (mocodawcą) a wykonawcą. Differentia specifica bonapartystycznego plenipotenta polegałaby ma tym, że w jego prerogatywach uwypuklony jest moment władczy, dyktatorski właśnie. Reprezentant uzyskuje w tym przypadku nieograniczone uprawnienia do działania w stosunku do innych grup społecznych oraz prawie czy z pozoru nieograniczone (w rzeczywistości ukierunkowane i ramowo zaprogramowane) uprawnienia „dyscyplinujące” w stosunku do mocodawcy. „Nieograniczona” swoboda manewru odnosi się do form, metod, środków działania, ograniczona jest zaś przez nieprzekraczalne „zamówienia polityczne”, pożądany wynik. Plenipotent czerpie całą swą siłę z poparcia, przyzwolenia mocodawcy, któremu służy, od którego jest uzależniony, która to jednak zależność zakamuflowana jest przez władczą formę działania. Mitologicznie zaś plenipotent postrzegany jest w relacji odwrotnej – jako źródło siły, władzy, porządku.

PEŁNOMOCNICTWO IN BLANCO

Słowo „pełnomocnik” oznacza kogoś, komu powierza się lub umożliwia się (akceptując go wówczas w podjętej samorzutnie działalności) realizowanie określonych interesów, rezygnując przy tym całkowicie lub częściowo z ingerowania w sposób działania, stosowane metody i środki, kolejność osiągania rezultatów, a nawet – w granicach zakreślonych przez interes ostateczny i zasadniczy – w koszty jego działalności. W przypadku tzw. nieograniczonych pełnomocnictw (w rzeczywistości ograniczonych oczywiście nieprzekraczalnym interesem mocodawcy lub wręcz zakresem spodziewanych korzyści) występuje tego rodzaju podział pracy, że ten, kto jest ostatecznie zainteresowany w wyniku, udziela – jednorazowo czy w sposób ciągły – wsparcia temu, kto bezpośrednio działa w jego interesie, przyznaje mu maksymalne uprawnienia, a rozlicza wykonawcę swojego „zlecenia” nie z formy działania, etapów, kosztów towarzyszących temu, lecz wyłącznie z osiągnięcia ostatecznego wyniku. W tym wypadku wykonawca wykonuje swoją pracę w sposób samodzielny, niemal nieskrępowany, wykonuje zamówienie, ostateczną wolę, nie zaś szczegółowe instrukcje i dyspozycje. W tym sensie sytuacja ta oznacza zmaksymalizowaną podmiotowość tego, kto bezpośrednio podejmuje działania, choć nie podważa – wbrew pozorom – zasadniczej relacji podporządkowania i służebności, gdyż to właśnie do tego, kto inspiruje działanie i wspiera je, należy ostatnie słowo.

To pojęcie – zaczerpnięte ze sfery stosunków ekonomicznych lub wewnątrzorganizacyjnych (w tym usankcjonowanych prawnie) – znajduje zastosowanie również w odniesieniu do praktyki politycznej realizowanej przez podmioty grupowe. Określenie „pełnomocnik in blanco” jest o tyle zasadne, że oddaje strukturę zależności między ostatecznym a bezpośrednim podmiotem działania; tzw. carte blanche w istocie jest tożsama z tzw. wolnym mandatem. Rzecz jasna, w odróżnieniu od stosunków między jednostkami czy stosunków między formalnymi jednostkami strukturalnymi różnych instytucji więź (zobowiązanie) między wielką grupą społeczną a jednostką – jej reprezentantem – konstytuowana jest nie w drodze umowy, intencjonalnego aktu całej zbiorowości, lecz powstaje w wyniku ukształtowania uświadamianej i zaakceptowanej przez obie strony sytuacji społecznej. Również odwołanie tego typu reprezentanta ma postać inną niż w przypadku relacji indywidualnych czy instytucjonalnych, natomiast właściwą dla sposobu funkcjonowania, organizowania się i działania wielkich grup społecznych – a mianowicie: wycofanie poparcia.

Tak więc pełnomocnik in blanco to taki przedstawiciel polityczny, który realizuje interesy danej klasy, warstwy, jej odłamu na tej zasadzie i pod tym warunkiem, że podporządkowuje całą tę grupę sobie, przejmuje na siebie te zadania związane z panowaniem i sprawowaniem władzy w państwie, które przysługują tej grupie jako całości, a nie mogą być w danym momencie sprawowane przez nią wprost bez szkody dia jej interesów.

„Tak więc potępiając jako socjalistyczną herezję to, co przedtem sławiła jako liberalizm, przyznaje burżuazja, że jej własny interes nakazuje, by uwolniono ją od niebezpieczeństwa rządzenia sobą, że w celu ustanowienia spokoju w kraju przede wszystkim uspokoić trzeba jej burżuazyjny parlament, że zachowanie w całości jej władzy społecznej wymaga złamania jej władzy politycznej; że poszczególni burżua mogą w dalszym ciągu wyzyskiwać inne klasy i beztrosko rozkoszować się własnością, rodziną, religią i porządkiem jedynie wtedy, gdy ich klasa na równi z innymi klasami skazana będzie na nicość polityczną; że w celu uratowania jej sakiewki trzeba jej strącić koronę, a miecz, który ma jej bronić, musi zarazem, jak miecz Damoklesa, zawisnąć nad jej głową”1.

Reprezentant-plenipotent niejako zastępuje czy też wyręcza klasę, warstwę, której oddaje usługi w zamian za rozległe uprawnienia i niewspółmiernie wielkie osobiste znaczenie. Ale „zastępuje” i „wyręcza” w pewnym stopniu pozornie, gdyż w rzeczywistości umożliwia zrealizowanie funkcji panowania i rządzenia w sposób scalony, skoncentrowany i ujednolicony. Pozwala on swoją działalnością wyeliminować to, co narusza interesy tej klasy jako całości lub jej dominującego odłamu: partykularyzmy wewnętrzne zagrażające dezintegracją całości, zobowiązania i sojusze związane ze zbyt kosztownymi ustępstwami, opór innych klas, zwłaszcza antagonistycznych.

„Póki panowanie klasy burżuazyjnej nie zorganizowało się całkowicie, nie znalazło swego czystego wyrazu politycznego, póty również antagonizm z innymi klasami nie mógł wystąpić w czystej formie, a tam gdzie występował, nie mógł przyjąć niebezpiecznego obrotu, który przeistacza wszelką walkę z władzą państwową w walkę z kapitałem. Jeśli w każdym odruchu życia społecznego upatrywała ona zagrożenie »spokoju«, to jakże mogła dążyć do utrzymania na czele społeczeństwa rządów niepokoju, swoich własnych rządów, rządów parlamentarnych, owych rządów, które, według wyrażenia jednego z jej mówców, żyją w walce i dzięki walce? Rządy parlamentarne żyją z dyskusji, jakże mogą one dyskusji zabronić? Każdy interes, każda instytucja społeczna przeistacza się tutaj w ogólne myśli, jako myśl jest przedmiotem rozważań – jakże jakikolwiek interes czy instytucja może wznieść się ponad myślenie i narzucić się jako dogmat wiary? Walka mówców na trybunie wywołuje walkę łobuzów z prasy, klub dyskusyjny w parlamencie siłą rzeczy uzupełniają kluby dyskusyjne w salonach i knajpach, reprezentanci odwołujący się bezustannie do opinii ludu uprawniają opinię ludu do wypowiadania w petycjach swojej prawdziwej opinii. Rządy parlamentarne pozostawiają wszystko decyzji większości, więc znaczne większości poza parlamentem także chcą decydować”2.

Tak więc „pełnomocnik in blanco” jednoczy zdezintegrowaną w obliczu antagonistów klasę panującą, a zarazem skupia wokół niej i podporządkowuje jej inne klasy i warstwy – ale w ten sposób, że całą tę klasę wyłącza z bezpośredniego udziału w działalności politycznej, w sprawowaniu władzy. Co więcej, jego pełnomocnictwa sięgają aż tak daleko, że może (a nawet powinien) represjonować i eliminować te siły polityczne wyłonione dotychczas spośród obsługiwanej klasy, które stanowią przeszkodę w urzeczywistnianiu polityki aktualnie preferowanej per saldo przez całą klasę.

OKOLICZNOŚCI

„Pełnomocnik” wyłaniany jest w określonym układzie warunków historycznych. Ogólnie rzecz biorąc, jest to taki reprezentant burżuazji (obsługujący ją w przeciwstawieniu do wszystkich pozostałych lub przy poparciu niektórych grup społecznych, a nawet uznawany przez grupy pośrednie o nastawieniu antyburżuazyjnym za… ich własnego wyraziciela i przedstawiciela), który wysuwany jest lub popierany w sytuacji rewolucyjnej jako realizator i gwarant polityki kontrrewolucyjnej3. Uzyskuje on od klasy-mocodawcy „wszelkie pełnomocnictwa” w konkretnym, zasadniczym celu: stłumienia i pokonania klasy rewolucyjnej, rozbicia lub niedopuszczenia do sojuszu tej klasy z klasami i warstwami pośrednimi. Warunkiem wykonania tej misji jest również przezwyciężenie wewnętrznego rozbicia i zantagonizowania samej burżuazji, które zwiększa zagrożenie dla podstaw jej panowania. I to jest drugi, pochodny cel jego pełnomocnictw.

Przedstawiona – modelowa – charakterystyka opiera się na wyłożonej przez Marksa w cytowanych pracach interpretacji procesu historycznego zachodzącego we Francji w latach 1848–1852; interpretacji, którą – jak potwierdziły to późniejsze doświadczenia – można uogólnić4.

Natomiast czynnikiem bezpośrednio rozstrzygającym o historycznej możliwości podobnej dyktatury sprawowanej ponad własną klasą jest oczywiście, wspomniane już, wspólne dla całej klasy – niezależnie od różnicy w orientacjach jej poszczególnych środowisk – zainteresowanie w przerzuceniu najbardziej niebezpiecznych i drastycznych zadań, a na pewien czas nawet wszelkich funkcji władzy, na formalnie samowładny ośrodek polityczny, zwiększający użyteczność aparatu wykonawczego w państwie.

„(…) W takim kraju jak Francja, gdzie władza wykonawcza dysponuje przeszło półmilionową armią urzędników, a więc utrzymuje stale w absolutnej zależności od siebie ogromną masę interesów i egzystencji, gdzie państwo krępuje, kontroluje, reguluje, nadzoruje i otacza opieką społeczeństwo obywatelskie od najmarniejszych przejawów jego życia do najmniejszych jego drgnień, od najogólnieszych form jego bytu aż do prywatnej egzystencji jednostek, gdzie to pasożytnicze ciało na skutek niebywałej centralizacji staje się wszechobecne i wszechwiedzące, nabiera coraz większej ruchliwości i sprężystości, których odpowiednikiem jest tylko bezradna niesamodzielność, rozlazła nieforemność rzeczywistego organizmu społecznego – (…) w takim kraju Zgromadzenie Narodowe wraz z utratą prawa dysponowania stanowiskami ministerialnymi utraciło wszelki rzeczywisty wpływ, skoro jednocześnie nie uprościło administracji państwowej, nie zmniejszyło jak najbardziej armii urzędników, jeśli wreszcie nie pozwoliło społeczeństwu obywatelskiemu i opinii publicznej stworzyć swoich własnych organów, niezależnych od władzy rządowej. Ale materialny interes burżuazji francuskiej splata się właśnie jak najściślej z zachowaniem owej rozległej i rozgałęzionej machiny państwowej. Tutaj lokuje ona swój nadmiar ludności i uzupełnia w postaci pensji państwowych to, czego nie może zagarnąć w postaci zysków, procentu, renty i honorariów. Z drugiej strony interes polityczny zmuszał ją do pomnażania z każdym dniem represji, a więc środków i personelu władzy państwowej, jednocześnie zaś musiała toczyć bezustanną wojnę z opinią publiczną i kaleczyć, paraliżować wzbudzające nieufność samodzielne organy ruchu społecznego tam, gdzie się jej nie udawało zupełnie ich amputować. Tak oto burżuazja francuska, wskutek swej pozycji klasowej, musiała z jednej strony, zniszczyć warunki życia wszelkiej, a więc i swej własnej władzy parlamentarnej, z drugiej zaś – uczynić z wrogiej sobie władzy wykonawczej niezwyciężoną potęgę”5.

Reprezentant-plenipotent (dyktator) w pewnym sensie i w pewnym stopniu wywalczył sobie taką pozycję, niejako wydarł klasie panującej i jej kręgom rządzącym ich prerogatywy. Uzyskał od nich taki zakres uprawnień, jakich nigdy nie przyznałby na co dzień swojej reprezentacji. Ale też, jeśli mógł to osiągnąć, to jedynie dlatego, że sytuacja nie była codzienna. Pełnomocnictwa „nieograniczone” ograniczone są nie tylko przez obiektywnie zaprogramowane łączne, globalne, końcowe rezultaty działalności dyktatora – od uzyskania których zależy jego dalszy los. Ograniczone są w czasie – mają swój początek i swój kres (po spełnieniu zadania i trwałej zmianie układu sił w społeczeństwie). Omawiany typ reprezentacji jest możliwy tylko dlatego i tylko o tyle, że niepodzielna i wyłączna, a nawet totalna władza dyktatora jest – w danej fazie rozwoju historycznego – warunkiem narzucenia i zagwarantowania całkowitego panowania tej klasy.

Co więcej, o ustanowieniu takiego typu reprezentacji decydują nie same tylko przesłanki polityczno-ustrojowe (konieczność i ostatnia szansa przeciwstawienia się rewolucji), ale również przesłanki związane bezpośrednio z praktyką materialną. Reprezentant samowładny może wyłączyć burżuazję (za jej przyzwoleniem) z codziennego i bezpośredniego udziału we władzy, a nawet ubezwłasnowolnić ją politycznie tylko pod warunkiem, że właśnie to umożliwi bezpośrednią i doraźną maksymalizację zysków, poprawę stanu interesów ekonomicznych, ciągłą akumulację kapitału, włącznie, a może na czele z ekspansją. Jest to sytuacja poniekąd odwrotna niż w „normalnych” modelach reprezentacji, kiedy to ograniczany w swobodzie działania i uprawnieniach reprezentant może (a nawet musi) dążyć do ograniczania materialnych interesów klasy o krótszym zasięgu w imię jej ostatecznych interesów i materialnych, i politycznych.

Pełnomocnictwa in blanco należy jednak rozumieć nie dosłownie, ale modelowo. Dyktator rządzi ponad głowami całej klasy, ale nie znaczy to, iż nie ma ponad sobą i wokół siebie strażników interesów, którym ma służyć. Jest on poddany ścisłej kontroli, jeśli chodzi o zasadniczą treść i zasadniczy kierunek jego działalności. Wolny od dyspozycji w szczegółach technicznych, poddany jest wszakże kontroli pośredniej (czuwanie, czy wszystko zmierza w prawidłowym kierunku, rozmaite sygnały ostrzegawcze, selektywne osłabianie lub wzmacnianie poparcia jako regulator jego działalności). W miarę potrzeby najbardziej wpływowe koła klasy panującej „przypominają” mu o treści jego obowiązków, korygują jego samoocenę, a nawet interwencyjnie modyfikują niektóre działania. Już w takich przypadkach – nie mówiąc o ostateczności – poznaje on rzeczywiste granice swej „nieograniczonej” władzy.

UPODMIOTOWIENIE NARZĘDZIA

Kategoria pełnomocników-uzurpatorów rekrutuje się przede wszystkim z kręgów oficerskich, jak również spośród tzw. soldateski – różnego rodzaju kondotierów, najemników, awanturników wojennych, wreszcie – elementów przestępczych (wystarczy porównać chociażby „Towarzystwo 10 grudnia”)6. Dowódcy wojskowi z „przyzwoitego świata” są kandydatami na dyktatorów oczywiście wówczas, kiedy to właśnie armia występuje w charakterze siły (może nawet jedynej siły) przywracającej porządek, bezpieczeństwo wewnętrzne, jak również w sytuacjach spowodowanego wojną rozkładu gospodarki, administracji i morale wojska. Tak czy inaczej reprezentanci-uzurpatorzy charakteryzują się tym, że wykorzystują okazję stworzoną przez układ sił politycznych, a przede wszystkim wykorzystują przejściowe rozszerzenie i skupienie w swych rękach władzy do zrealizowania własnych aspiracji grupowo-zawodowych i osobistych. Jest to subiektywną stroną uzurpacji: monopolizacja funkcji represyjnych i pacyfikacyjnych, a nawet innych funkcji władczych, związana z tym koncentracja i maksymalizacja władzy są subiektywnie postrzegane przez samych wykonawców jako zapewnienie własnej pozycji i wpływów. Wspomniana kategoria reprezentantów ewoluuje więc od roli narzędzia poprzez pozycję „języczka u wagi” ku aspiracjom do wyłącznej i niepodzielnej władzy, w jakiejś mierze zbieżnym z rzeczywistym wyposażeniem. Przykładem tego jest postać generała Cavaignaca i identyfikującej się wówczas z nim armii, skłonnej do wytargowania najwyższej ceny za usługi oddawane burżuazji:

„Kiedy burżuazyjni republikanie zajęci byli w Zgromadzeniu obmyślaniem, dyskutowaniem i uchwalaniem konstytucji, Cavaignac poza Zgromadzeniem utrzymywał w Paryżu stan oblężenia. Stan oblężenia w Paryżu był akuszerem Konstytuanty przy jej republikańskich bólach porodowych. Jeżeli później konstytucja usunięta została ze świata za pomocą bagnetów, to nie należy zapominać, że również bagnety, i to skierowane przeciw ludowi, musiały ochraniać ją jeszcze w łonie matki i pomóc jej przyjść na świat”7.

Stan oblężenia to: „Wyborny wynalazek, periodycznie stosowany w toku rewolucji francuskiej podczas każdego kolejnego kryzysu. Ale koszary i biwak, którymi periodycznie walono po głowie społeczeństwo francuskie, by przytłoczyć jego mózg i nauczyć je uległości, szabla i muszkiet, którym periodycznie kazano sądzić i administrować, sprawować kuratelę i cenzurować, pełnić funkcje policji i nocnego stróża, wąs i mundur żołnierski, które periodycznie ogłaszano za najwyższą mądrość i wychowawcę społeczeństwa – czyż koszary i biwak, szabla i muszkiet, wąs i mundur nie musiały wpaść w końcu na pomysł, że lepiej raz na zawsze uratować społeczeństwo obwołując własną swoją władzę władzą najwyższą i całkowicie uwalniając społeczeństwo obywatelskie od kłopotu rządzenia sobą. Koszary i biwak, szabla i muszkiet, wąs i mundur tym bardziej musiały wpaść na ten pomysł, że mogły się wówczas spodziewać wyższej zapłaty w brzęczącej monecie za swe zwiększone zasługi, kiedy przy periodycznym tylko wprowadzaniu stanu oblężenia i dorywczym ratowaniu społeczeństwa na rozkaz tego czy innego odłamu burżuazji nie dostawało się im nic pokaźniejszego prócz paru zabitych i rannych i paru przyjaznych uśmiechów burżuazji. Czemuż armia nie miałaby w końcu w swoim własnym interesie i na własny rachunek zabawić się raz w stan oblężenia, oblegając zarazem sakiewki obywateli?”8

FAWORYCI I SAMOZWAŃCY

„Pełnomocnik” odróżnia się od pozostałych typów przedstawicieli politycznych nie tylko treścią i sposobem wykonywania swoich funkcji, ale również sposobem wyłaniania. Może być wyłaniany dwojako. Po pierwsze, w drodze wyróżnienia, wsparcia i zainspirowania do określonej działalności lub jej bliższego ukierunkowania przez tę grupę, która jest zainteresowana w jego przywództwie i totalnej władzy. Po drugie, w wyniku własnej, samorzutnej, może nawet nieoczekiwanej dla przyszłego mocodawcy inicjatywy i uzurpacji władzy, która jednak ze względu na wygodę i zapotrzebowanie protektorów zostaje zaakceptowana i poparta. Różnica między pierwszym a drugim wariantem polega, jak widać, na odmiennej kolejności kilku faz w nawiązywaniu stosunku reprezentacji i odwrotnej roli inicjatywy wychodzącej od samej jednostki czy wąskiej grupy przywódczej bądź od klasy (odłamu klasy) poszukującej równie skutecznego, jak samodzielnego realizatora jej interesów.

W pierwszym przypadku polityk wysuwa się na pierwszy plan w walce klasowej i w układzie władzy w wyniku dostrzeżenia jego atutów przez burżuazję lub jej dominujący odłam. Niezależnie od tego, że wkracza w życie polityczne z własnym programem i samookreśleniem, wtórnie staje się w pewnym sensie wytworem klasy, która go poparła i ukierunkowała. Jest produktem jej wpływu co najmniej w tej mierze, iż jego własny wpływ, siła oddziaływania, skuteczność działalności, a przede wszystkim jej ostateczny kierunek – wszystko to jest ukształtowane przez dozowane i selektywne poparcie klasy. Sprawuje totalną władzę o tyle, o ile dobrze spełnia funkcje pacyfikacyjne w stosunku do zrewolucjonizowanych klas i warstw społeczeństwa, o ile zaprowadza „ład i porządek”. Staje się tym, kim jest, w rezultacie stwarzania zachęt dla jego aspiracji i roszczeń, moralnego i materialnego wsparcia dla jego działań, „porzucenia” przez mocodawców dotychczasowych, konkurencyjnych w stosunku do niego reprezentantów, nieprzeciwdziałania i znoszenia barier na drodze jego ekspansji. Wydaje się, że tak właśnie można interpretować okoliczności wylansowania przez kapitał przemysłowy, finansjerę i obszarników różnego pokroju przywódców autorytarnych oraz dyktatorów faszystowskich, od dyktatorów środkowoeuropejskich w okresie międzywojennym po Hitlera i Pinocheta (tego ostatniego – przy decydującym wpływie obcego kapitału). Zestawiając obok siebie te nazwiska nie ignorujemy bynajmniej jakościowych różnic między wymienionymi postaciami, ale bierzemy pod uwagę wyłącznie podobieństwo ich politycznego statusu i społecznego zaplecza.

Drugi wariant polega, jak już powiedzieliśmy, na samozwańczym wykreowaniu się przywódcy, dyktatora i przyznaniu mu „wolnego mandatu” post factum, tj. po wyeliminowaniu innych ośrodków reprezentacji klasy. W skrócie można określić to jako uzurpację usankcjonowaną. Jeśli jest ona w ogóle możliwa, to nie na prostej zasadzie (nasuwającej się na pierwszy rzut oka) podporządkowania się przez klasę panującą przemocy ze względu na własne osłabienie w danym momencie i bilans wygód, korzyści wynikających z ubezwłasnowolnienia i dobrego zagwarantowania interesów przez siłę samowładną. Burżuazja (niekiedy w sojuszu z obszarnictwem) akceptuje stworzone przez uzurpatora fakty dokonane w sposób zróżnicowany i ze zróżnicowanych pobudek. Jedynie część tej klasy kieruje się przy tym dalekowzroczną strategią, wyrafinowanym dystansem do aktualnego stanu rzeczy. Inne jej odłamy nie nadążają za rozwojem wydarzeń, reagują na nie zgodnie z zasadą bezwładności, nie od razu dostrzegają różnicę między partykularnymi interesami czy złudzeniami a obiektywnymi racjami funkcjonalnymi nowego stanu rzeczy, interesem klasy jako całości. Niektóre wreszcie – również nie wykraczając poza perspektywę chwili – traktują przewrót i jednostkowe czy grupowe rządy dyktatorskie instrumentalnie, jako okazję do uwolnienia się od krępujących ich swobodę własnych reprezentantów.

Właśnie to zjawisko – przemożne dążenie do zerwania więzi z nieaktualną już reprezentacją – bezpośrednio umożliwia zaaprobowanie i utrwalenie władzy reprezentantów-plenipotentów. Tak pisał o tym Marks – na przykładzie zmęczenia burżuazji jej własną demokracją, a z czasem i własną „partią porządku”: „Arystokracja finansowa potępiała (…) parlamentarną walkę partii porządku z władzą wykonawczą jako zakłócenie porządku i święciła każde zwycięstwo prezydenta nad swoimi rzekomymi reprezentantami jako zwycięstwo porządku. (…) Burżuazja przemysłowa, fanatyczna zwolenniczka porządku, również gorszyła się kłótniami parlamentarnej partii porządku z władzą wykonawczą. (…) ta partia burżuazji, domagająca się od swych przedstawicieli, żeby bez oporu przekazali władzę nad wojskiem z rąk jej własnego parlamentu w ręce awanturniczego prezydenta, nie warta była nawet intryg, daremnie w jej interesie prowadzonych. Dowiodła ona, że walka w obronie jej publicznego interesu, jej własnego interesu klasowego, jej władzy politycznej, ciąży jej tylko i drażni ją, ponieważ przeszkadza w prywatnym handelku”9.

Równolegle wystąpiło na pozór paradoksalne zjawisko składania w ofierze swych najżarliwszych rzeczników – znane i wcześniej, i później również w najbardziej drastycznych przejawach:

„Jeszcze bardziej niedwuznacznie niż rozbratowi ze swymi reprezentantami parlamentarnymi dawała burżuazja wyraz wściekłości na swych przedstawicieli literackich, na swą własną prasę. Wyroki burżuazyjnych sądów przysięgłych, skazujące burżuazyjnych dziennikarzy na zawrotne kary pieniężne i na haniebnie długie kary więzienia za każdą napaść na uzurpatorskie zakusy Bonapartego, za każdą próbę obrony w prasie politycznych praw burżuazji przed władzą wykonawczą, wprawiały w zdumienie nie tylko Francję, ale i całą Europę.”10

DROBNOMIESZCZAŃSKIE ZAPLECZE

Ale wyłonienie przez burżuazję „plenipotenta” (choćby i spoza własnych szeregów) pod wpływem zagrożenia z zewnątrz, spotęgowanego wewnętrzną dezintegracją – nie zawsze jest procesem, w którym nie uczestniczą inne klasy i warstwy, na który oddziałują tylko naciskiem z zewnątrz. Wyłonienie takiego przywódcy politycznego jest rezultatem złożonego układu czynników, na który składają się łącznie: sytuacja, postawa i długofalowy interes burżuazji jako całości; poziom rozwoju, stan i dążenie klas drobnotowarowych wytwórców (drobnomieszczaństwa i chłopstwa) i innych grup pośrednich; układ sił między burżuazją, grupami pośrednimi i proletariatem. Zostało to gruntownie naświetlone w analizach historyczno-politycznych twórców marksizmu. Pełnomocnik in blanco niekoniecznie (choć często tak jest) musi być narzucony grupom pośrednim, przeciwstawiony im i jawnie zaprogramowany na ich zdławienie. Może on również spełniać swoje zadanie – podporządkowania tych klas i warstw burżuazji – w rezultacie ich oczekiwań i poparcia. Może to być wręcz reprezentant przechwycony z rąk tych właśnie grup. Przejawia się to w dwojakich okolicznościach.

Po pierwsze, na etapie niedojrzałości klasy, kiedy nie osiągnęła ona jeszcze tego poziomu samowiedzy, łączności i organizacji, który umożliwia jedność polityczną, samodzielne sformułowanie i wyrażenie własnej woli, świadomy wybór i kontrolę swych przedstawicieli, a w rezultacie prowadzenie własnej, względnie samodzielnej polityki. Do takiej sytuacji odnosi się klasyczna marksowska charakterystyka chłopstwa z pierwszej połowy XIX wieku jako „klasy w sobie”: „Skoro (…) między chłopami-parcelantami istnieje jedynie więź lokalna, a tożsamość interesów nie stwarza między nimi żadnej wspólnoty, żadnego związku w skali narodowej i żadnej organizacji politycznej – nie stanowią oni klasy (w sensie klasy „dla siebie”, podmiotu – M. K.). Są przeto niezdolni do obrony swych interesów klasowych we własnym imieniu czy to za pośrednictwem parlamentu czy też jakiegoś konwentu. Nie mogą sami siebie reprezentować, muszą być reprezentowani (podkreślenie moje – M. K.). Ich przedstawiciel musi zarazem występować jako ich pan, jako autorytet stojący nad nimi, jako nieograniczona władza państwowa, która broni ich przed innymi klasami oraz zsyła im ze swych wyżyn deszcz i światło słoneczne. Polityczny wpływ chłopów-parcelantów znajduje zatem swój ostateczny wyraz w tym, że władza wykonawcza podporządkowuje sobie społeczeństwo”11.

Po drugie jednak, udział grup pośrednich w wyłanianiu przywódców o „nieograniczonych pełnomocnictwach” wiąże się z ogólniejszą i trwalszą ich cechą. W warunkach uwikłania w antagonizm dwóch klas podstawowych, nawet po uzyskaniu podmiotowości, drobnomieszczaństwo i pokrewne mu klasy i warstwy zachowują właściwość, która została nazwana po imieniu przez Marksa, Engelsa, a potem Lenina. Jest to chroniczna niezdolność do prowadzenia na dłuższą metę własnej, samodzielnej polityki12 – tak długo, dopóki istnieje burżuazja – i wynikająca stąd niezdolność do zajęcia samodzielnego i zdecydowanego stanowiska w momencie rewolucyjnego przełomu, starcia proletariatu z burżuazją. Wówczas, jak wiadomo, po okresie wahań, niekonsekwencji, chwiejności drobnomieszczaństwo podporządkowuje się burżuazji, a nawet wspiera ją w walce z proletariatem. Właśnie to zjawisko opisał i wyjaśnił Marks – w kontekście powstania czerwcowego we Francji w 1848 r. W kilkadziesiąt lat po tych doświadczeniach i ich teoretycznej analizie powrócił do tego wątku Lenin. W nawiązywaniu do modelu marksowskiego i sytuacji w Rosji w 1917 roku tak pisał o okolicznościach pojawiania się dyktatorów powołanych do tłumienia rewolucji proletariackiej: „Oto w czym sedno. To nie Cereteli czy Czernow osobiście, a nawet nie Kiereński powołany jest do odegrania roli Cavaignaca – znajdą się do tego celu inni ludzie, którzy w odpowiednim momencie powiedzą rosyjskim Louis Blancom: »usuńcie się« – Cereteli jednak i Czernow są przywódcami tego rodzaju drobnoburżuazyjnej polityki, która czyni możliwe i konieczne pojawienie się Cavaignaców”13.

Politycy pokroju Louis Blanca w istocie – nawet będąc przy władzy – ustępują na zawołanie, posłusznie oddają władzę kontrrewolucyjnym pełnomocnikom burżuazji: „(…) Istotnie. Ogólnorosyjski Zjazd Chłopski był niemal całkowicie opanowany przez eserowców. Na Ogólnorosyjskim Zjeździe Delegatów Robotniczych i Żołnierskich ogromna większość była po stronie bloku eserowców i mieńszewików. To samo w wyborach do dum dzielnicowych Piotrogrodu. Fakt jest jak na dłoni: eserowcy i mieńszewicy są obecnie partią rządzącą. I ta rządząca partia dobrowolnie oddaje władzę (większość w rządzie) partii Cavaignaków!

Okazja czyni złodzieja. Byle tylko była chwiejna, wahająca się, lękająca się rozwoju rewolucji drobna burżuazja – a pojawienie się Cavaignaków jest zapewnione”14.

Skoro zadaniem reprezentanta-pełnomomika jest „przywrócenie ładu i porządku” (oczywiście, klasowo określonego), to warunkiem tego jest oczywiście koncentracja i maksymalizacja powierzonej mu władzy, skupienie w jego rękach i w kręgu osobistości i instytucji z nim związanych wyłącznych i wszechogarniających uprawnień w dziedzinie regulacji życia społecznego, w miarę potrzeb również – monopolu ideologicznego. Rzutuje to na sposób jego działania. Funkcjonowanie reprezentantów-pełnomocników wiąże się ściśle z funkcjonowaniem rządów autorytarnych i dyktatorskich albo wręcz ustrojów totalitarnych; a najdoskonalszym ucieleśnieniem takiego modelu reprezentacji jest tzw. system wodzowski. Systemy wodzowskie zapewniają dogodne, optymalne dla klasy-mocodawcy zespolenie trzech elementów: osobistych ambicji i uroszczeń „wodza”, partykularno-grupowych i jednostkowych interesów jego najbliższego otoczenia i zaplecza społecznego (w rodzaju ludzi związanych z nim od początku drogi, uzależnionych odeń w karierze i pozycji materialnej, powołanych przezeń instytucji) oraz zmistyfikowanej w ten sposób, ukrytej dominacji i ostatecznej władzy wielkich właścicieli środków produkcji. Wszystkie te elementy zostają sprzężone z „oczarowaniem mas”, psychologiczną dezintegracją i ideowo-moralną subordynacją klas pracujących.

NOS I TABAKIERKA

W istocie system dyktatorski (wodzowski) nie gorzej niż np. sakralizacja władzy służy totalnej mistyfikacji. Postawioną w szczególnej roli jednostkę przedstawia się jako źródło woli politycznej i władzy, gwaranta tożsamości i całościowości narodu, państwa, czynnik wszechogarniający i wszechdecydujący, wykonawcę „wyroków historii”, przeznaczenia czy szczególnej misji dziejów narodu itd., itp. Ten wizerunek w znacznej mierze – dzięki wysiłkom samych zainteresowanych – materializuje się. Lecz jeśli podkreśla się w teorii marksistowskiej, że w sumie jest to mistyfikacją, to z zasadniczego powodu. Tego rodzaju ujednostkowienie sił społecznych i władzy jest niczym innym jak formą i warunkiem zapewnienia dominacji określonej klasy. I ostatecznie – niczym innym. Zjawisko to samo jest wytworem obiektywnych procesów i zamierzonych działań społecznych, a choć wtórnie wpływa niezwykle silnie na treść i formy życia politycznego, to jednak wpływa nie dowolnie, ale o tyle tylko i tylko w takim kierunku, o ile jest to zgodne z zapotrzebowaniem mocodawcy i granicą możliwości historycznych. Najlepszym dowodem tego jest fakt, że poza wyjątkami – również uwarunkowanymi społecznie – tak pojęta szczególna rola jednostki kończy się wcześniej niż to wynika z jej wyobrażeń o własnej nieograniczoności i niezastępowalności. Reprezentant-pełnomocnik może oczywiście zinternalizować w pełni i wziąć za dobrą monetę rolę zdeterminowaną obiektywnie, przypisywać sobie cudowne właściwości, uwierzyć we własną legendę współtworzoną przez siebie itd., itp. Ale nie zmienia to jej społecznej misji.

Wszystko to nie oznacza, że ukształtowanie tak ujednostkowionej formy reprezentacji i podmiotowości politycznej jest przypadkiem w potocznym sensie tego słowa. Jest to rezultatem dialektyki zapotrzebowania społecznego (ze strony pewnej klasy lub sojuszu klas), historycznego układu możliwości obiektywnych oraz indywidualnego wyposażenia jednostki (aspiracji, uzdolnień itd.). Ale to te pierwsze czynniki decydują o znaczeniu tego ostatniego, a nie odwrotnie.

Rozprawy teoretyczne z dziedziny materializmu historycznego, jak i prace historiograficzne ukazują w sposób wyraźny granicę iluzji jednostek obdarzonych na pewnym etapie „ekstrapodmiotowością”. Ukazują to również w odniesieniu do tych, których ich dzieło (struktury organizacyjne, systemy prawnoustrojowe itd.) przeżyło jeszcze w toku formalnego odgrywania dotychczasowej roli. Rozziew między megalomańską samoświadomością a ewolucją rzeczywistych funkcji i realnego znaczenia poznajemy więc w omawianych pracach Marksa (por. finał kariery Cavaignaca, Changarniera, Napoleona III). Odpowiednikiem tych zjawisk była w pewnym sensie postać Józefa Piłsudskiego, a zwłaszcza Edwarda Rydza-Smigłego jako „zastępczej wielkości”.

* * *

Dla czytelnika najbardziej interesujące byłoby zapewne przymierzenie modelowych kryteriów i charakterystyk bonapartyzmu do realnych zjawisk historyczno-politycznych. Z pewnością chciałby się on dowiedzieć, czy bonapartyzmem były dyktatury autorytarne (międzywojenne i późniejsze), dyktatury faszystowskie, czy do tej kategorii zjawisk należy stalinizm, maoizm itd. Warto byłoby tę kwestię naświetlić w miarodajnych wypowiedziach teoretyków i specjalistów – znawców epok, systemów ustrojowych.

Mirosław Karwat

Przypisy:

1 Por. J. J. Wiatr, Marksizm i polityka, Warszawa 1987, studium pt. Marksowska analiza bonapartyzmu a polityczna rola wojska we współczesnym świecie, s. 171.

2 Tamże, s. 170.

3 „Cavaignac bowiem nie jest zjawiskiem przypadkowym, jego ‚nadejście’ – to nie pewna konkretna chwila. Cavaignac – to przedstawiciel klasy (kontrrewolucyjnej burżuazji), realizator jej polityki” (W. I. Lenin, Z jakiego źródła klasowego wychodzą i „nadejdą” Caoaignakowie?, Dzieła, t. 35, s. 88).

4 Prawidłowości rozpoznane wówczas ujawniły się m.in. w procesie powstawania i dochodzenia do władzy faszyzmu.

5 MED, t. 8, ss. 166–167.

6 Tamże.

7 MED, t. 7, s. 141.

8 Tamże, s. 142.

9 MED, t. 8, ss. 205–206.

10 Tamże, s. 207.

11 Tamże, s. 223

12 „Drobnomieszczaństwo, mocne w przechwałkach, jest zupełnie niezdolne do czynu i unika bojaźliwie wszelkiego ryzyka. Drobiazgowe w swej istocie transakcje handlowe i operacje kredytowe drobnomieszczaństwa nadają się doskonale do tego, aby nacechować je brakiem energii i przedsiębiorczości; należy też z góry oczekiwać, że takimi samymi właściwościami odznaczać się będzie jego działalność polityczna”. (F. Engels, Rewolucja i kontrrewolucja w Niemczech, MED, t. 7, s. 110). O tym samym pisał później Lenin: „Historyczne przemówienie Ceretelego z 11 czerwca, inspirowane w sposób widoczny przez kadeckich Cavaignaków (być może inspirowane bezpośrednio przez burżuazyjnych ministrów, być może podpowiedziane przez prasę burżuazyjną i burżuazyjną opinię publiczną – różnica ta nie jest ważna), to historyczne przemówienie dlatego właśnie godne jest uwagi, dlatego właśnie jest historyczne, że Cereteli z jedyną w swoim rodzaju naiwnością wypaplał to, co jest »sekretną chorobą« całej drobnej burżuazji, zarówno eserowskiej, jak i mieńszewickiej. Owa „sekretna choroba” polega, po pierwsze, na całkowitej niezdolności do samodzielnej polityki; po drugie, na strachu przed ufaniem rewolucyjnemu proletariatowi i ofiarnym popieraniem jego samodzielnej polityki; po trzecie, na nieuchronnie stąd wypływającym staczaniu się do tego, by podporządkować się kadetom lub burżuazji w ogóle (tzn. do tego, by podporządkować się Cavaignakom) (W. I. Lenin, Z jakiego źródła…, cyt. wyd., s. 88).

13 Tamże.

14 Tamże, s. 89.

Dodaj komentarz