W kwestii „sprawiedliwości społecznej”


(Artykuł został napisany w trakcie kampanii wyborczej do Sejmu w 1997 roku. Konstytucja została uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe 2 kwietnia 1997, zatwierdzona przez referendum 25 maja, a weszła w życie 17 października 1997 roku. Artykuł ten był opublikowany na łamach bezdebitowego czasopisma Nowe Horyzonty. Pismo lewicy 1997, nr 2., wydawanego przez Stowarzyszenie Marksistów Polskich. Stanowił on komentarz do artykułu Jana Dziewulskiego zamieszczonego w poprzednim numerze czasopisma.)

Jan Dziewulski przeprowadził ciekawą i trafną analizę historycznej i aktualnej treści idei sprawiedliwości społecznej. Wykazał, że dominują w niej ekonomiczne wątki: krytyki kapitalistycznego wyzysku, wyzucia ludzi pracy najemnej z ludzkich praw, pozbawiania ich bezpieczeństwa socjalnego. Idea sprawiedliwości społecznej ukształtowała się w łonie różnorodnych ruchów socjalistycznych i socjalistycznej literatury, stała się sztandarem rewolucyjnego ruchu robotniczego, socjalizmów utopijnych, feudalnych, burżuazyjnych. Przewodziła duchowo politycznym walkom o prawa socjalne, o społeczną gospodarkę rynkową, o socjalizm. Dzisiaj jest nadal w wielu krajach hasłem naczelnym ruchów przeciwko „dzikiemu” kapitalizmowi odradzanemu przez liberałów i neokonserwatystów.

Dla Dziewulskiego te konstatacje stanowią rację opowiedzenia się w obronie sformułowania zawartego w art. 2 konstytucji IV RP przyjętej w kwietniu przez Zgromadzenie Narodowe: „RP jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” – w obronie przed liberałami, którzy postulowali eliminację podkreślonej części i takie żądanie uczynili jednym z haseł rozpoczynanej kampanii wyborczej. Aby uwypuklić wagę powyższego sformułowania dla obrony nabytych w Polsce Ludowej praw socjalnych, Dziewulski przypomina, że zostało ono zaczerpnięte z Konstytucji PRL z 1952 r.1

Wszystko to jest abstrakcyjnie słuszne. Jednakże zapowiedziany bój w kampanii wyborczej w 1997 roku o ten zapis już się nie sprawdza. Liberałowie pozostają wprawdzie teoretycznie jego przeciwnikami, ale dają temu wyraz bardzo cienkim głosem, albowiem już zawarli „kompromis”. Konkretnie więc nie bardzo jest czego przed nimi bronić. Nic dziwnego – wszak w Konstytucji to sformułowanie nie występuje w izolacji, lecz w całościowym kontekście wynegocjowanego dokumentu. Obok art. 2 mamy w nim m. in. nowatorski art. 8, ust 2, który postanawia: „Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej”. A więc – znów biorąc abstrakcyjnie – niby to i ów art. 2 ma być „stosowany bezpośrednio”, co wydaje się wzmacniać jego moc, jego egzekwowanie! Jednakże liberałowie zabezpieczyli się już gruntownie przed jego antykapitalistyczną interpretacją, przeciwko słusznej historycznie interpretacji Dziewulskiego. Nie tylko odcięli go od likwidowania wyzysku. To banalne i nie musieli tu zabiegać o kompromis. Uzyskali znacznie więcej – wprowadzili do całego działu Konstytucji, zatytułowanego „Wolności i prawa ekonomiczne, socjalne i kulturalne” sankcję dla dokonywanego już i dla kontynuowanego energicznie dalszego okrawania tych praw, które formalnie mają dziś jeszcze moc obowiązującą z racji zachowanych przepisów socjalnych Konstytucji PRL. Mało tego – zawarowali sobie odrębnym przepisem art. 81 nowej Konstytucji (a także art. 67 i 68, ust. 2), że podstawowych praw i wolności w tym dziale zapisanych nie stosuje się bezpośrednio! Nie można więc nawet tych okrojonych praw windykować posługując się art. 2 o sprawiedliwości społecznej!!! Tymczasem te właśnie prawa stanowią jej jądro. Cała operacja jest w tekście zakamuflowana. Na pozór zapis art. 88: „chyba że Konstytucja stanowi inaczej” jest pusty. W całym tekście przyjętej Konstytucji nie uświadczysz formuły” „artykuł X, zgodnie z art. 8, wyłącza się z bezpośredniego stosowania”. Napisano chytrze i wstydliwie: „Praw określonych [tu następuje wyliczenie siedmiu spośród trzynastu artykułów wspomnianego działu] można dochodzić w granicach określonych w ustawie”. Tak oto wyrwano w Konstytucji „sprawiedliwości społecznej” ekonomiczne zęby. Czemu więc o taką sprawiedliwość mieliby kopie kruszyć nasi liberałowie i neokonserwatyści?

Mamy, oczywiście, nadal do czynienia, i mieć będziemy, ze zmasowaną kampanią zacierania teoretycznej i historycznej treści kategorii „sprawiedliwość społeczna” w literaturze i propagandzie prawniczej, historycznej, socjologicznej, z „długodystansowym” robieniem narodowi wody z mózgu. Dziewulski wspomniał, iż w przedkonstytucyjnej dyskusji pierwszy podjął obronę „sprawiedliwości społecznej” Kołakowski. Poniekąd tak było, lecz jakże osobliwa to obrona. Kołakowski bowiem ogłosił, że sprawiedliwość społeczna jest pojęciem mętnym i wieloznacznym, podobnie jak pojęcie np. godności człowieka. Uznał jednak, że da się w tej mętności wydobyć sensownie dominujący w nich i nie do pogardzenia wątek moralny; że natomiast nie mają one żadnej wyraźnie określonej treści ekonomicznej. Tu panować ma pełna dowolność, a instytucjonalizowanie tych kategorii (tj. czynienie z nich kategorii prawa pozytywnego) jest szkodliwe. Sprawiedliwość społeczna sprowadza się do niezinstytucjonalizowanego obowiązku moralnego filantropii – i tyle. Ekonomicznie może być wszystkim, co kto zechce – równoprawnie. Kołakowski wręcz utrzymuje, że uprawnione jest traktowanie jako społecznie sprawiedliwego postulatu Miltona Friedmana, by zakazać stosowania progresywnego podatku dochodowego (choć równie uprawnione jest uznanie postulatu przeciwnego) W środkach masowego przekazu bywają upowszechniane dziś poglądy jeszcze „bardziej radykalne”. Korwin Mikke, gwiazdor telewizji, głosi, że sprawiedliwość społeczną narusza nawet podatek o stałej stopie, bez progresji, a jedynie podatek „pogłówny” o jednakiej dla każdego kwocie jest jej prawdziwym uosobieniem.

Jeszcze nie weszła w życie nowa Konstytucja, jeszcze naród może ją odrzucić, a już miesiącami nad obowiązującym zapisem starej, PRL-owskiej pastwi się raz po raz Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy i NSA. To ulubiony zapis tych gron. „Stosując go bezpośrednio” upominają się o reprywatyzację, o stabilność podatków i o nienaruszalność ulg podatkowych dla kapitalistów; kasują ustawę o zabezpieczeniu władania ogródkami działkowymi przez miliony ludzi pracy itd. itp. A to tylko preludium, bowiem po wejściu w życie nowej konstytucji oczekuje nas prawdziwy koncert stosowania bezpośrednio art. 2 przez sądy wszystkich instancji in concreto: w obronie praw właścicieli nieruchomości sprzed stuleci, w obronie „klasy średniej” – rzekomego nowego nosiciela i gwaranta owej sprawiedliwości.

Nie warto więc, moim zdaniem, kruszyć kopii o obecność art. 2 i podobnych „ideologicznych” zapisów w Konstytucji, które sankcjonują ogólne humanistyczne „wartości” o wielorakiej historycznej i aktualnej wykładni w interesie różnych klas i ich odłamów. W konkretnej konstelacji mogą one, paradoksalnie, być używane przeciw tradycji, które reprezentują. Bronić zaś warto art. 82, który ma szansę stać się skromnym, lecz wartościowym narzędziem w rękach ludzi pracy. Warto postulować eliminację ograniczeń nakładanych przez art. 81 oraz przywrócenie w dziale praw ekonomicznych i socjalnych nieokrojonych zdobyczy okresu Polski Ludowej. A długofalowo – pracować nad przywróceniem „sprawiedliwości społecznej” jej tradycyjnie rewolucyjnych treści i nad doprowadzeniem tych treści do świadomości nowych pokoleń, które w zmasowanym działaniu oświaty i propagandy chce się dziś z niej gruntownie wypreparować.

Jarosław Ładosz

Przypisy:

1 Jest to skądinąd nie całkiem ścisłe. Nie było w tamtej konstytucji takiego zapisu. Został dodany przez nowelę z początku 1976 roku i umieszczony w art. 5 w takim oto kontekście: PRL… „urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej, likwiduje wyzysk człowieka przez człowieka i przeciwdziała naruszaniu zasad współżycia społecznego”.

2 „1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.

2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej”.


O Piotr Strębski

Ur. w 1983 r., absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Z zawodu nauczyciel filozofii i etyki oraz agent obsługi naziemnej w przemyśle lotniczym; w wolnych chwilach: wydawca, archiwista, tłumacz, kartograf oraz miłośnik i propagator wolnego oprogramowania (Linux).

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.