Wybory: upozorowana różnica


illusionsWybory to spektakl. Nie tylko telewizyjny.

Wszyscy wiedzą, że słowa nie są tu na poważnie i że w ostateczności mamy w wyborach do czynienia z powszechnym wdzięczeniem się do wyborców i to wcale nie tak jakbyśmy chcieli poznać fajną dziewczynę, narzeczoną, czy przyszłą żonę… Jeśli chodzi tu o coś, to raczej o szybki sex w windzie między piętrami. Zbałamucić wyborcę i oszołomić, zahipnotyzować i popchnąć do zagłosowania na konkretne ugrupowanie i konkretnego człowieka – oto cel tego miotania się polityków, dziennikarzy, cel wdzięczenia się i nieodpowiedzialnego pajacowania.

Oczywiście o tych wypowiedzianych słowach, obietnicach, pożal się boże, teoriach… najlepiej żeby wszyscy dzień po wyborach zapomnieli, bo te opary absurdu produkowane są przede wszystkim dla chwilowego oszołomienia i głos ludu ładnie sprowadza je wszystkie do miana „obietnic wyborczych” czy gruszek na wierzbie.

Jednakże dokładniejsze przyjrzenie się prawicowym programom wyborczym prowadzi nas do wniosku, że „wielkie spory” między PO i PiS, a także dołączające głosy PSL, partii Pawła Kukiza, partii Ryszarda Petru czy chorążego bredni polskiej polityki Korwina-Mikke to tylko rozpisane na różne głosy nuty tej samej reakcyjnej, neoliberalnej piosenki, która pod różnymi szatkami bajeruje szanowną publiczność.

W badaniach opinii wyborców co do konsekwencji społecznych ewentualnego zwycięstwa PiS w wyborach połowa wyborców twierdzi, że nic się nie zmieni…

I rzeczywiście. Gdy przyjrzymy się programom wyborczym PO i PiS, a przede wszystkim praktyce rządzenia tych partii, to stwierdzić należy, że tak rozdymana i nagłaśniane różnice polityczne, i kłótnie są w rzeczywistości różnicami upozorowanymi.

W zasadzie nie ma żadnych różnic między tymi partiami. Obie są klerykalne i stoją na straży wyznaniowego charakteru państwa polskiego. Obie są za nieludzkim prawem w sprawie aborcji. Obie blokują prawne regulacje problemów LGBT w duchu nowoczesnego społeczeństwa europejskiego. PO i PiS są za obecnością religii w szkołach i za hojnym finansowaniem kościoła katolickiego z budżetu państwa, obie partie lansują klerykalizację przestrzeni publicznej, uroczystości państwowych, wojska, policji, szkół, przedszkoli i żłobków… a także życia kulturalnego i naukowego.

Obie partie w pogardzie mają kulturę, sztukę i naukę polską. W swych politycznych działaniach utrzymują degradujące cywilizacyjnie Polskę nakłady finansowe na naukę i kulturę. Popytajcie znajomych ile zarabiają bibliotekarki, muzealnicy, asystenci na uniwersytetach, profesorowie w Polskiej Akademii Nauk, pracownicy domów kultury, filharmonii…

Obie partie na skandalicznym poziomie utrzymują wydatki na służbę zdrowia. Ich mizerność doskonale widać w zestawieniu ze standardami europejskimi. Przy laniu krokodylich łez nad zygotami uprawiają realną eutanazję społeczną w wymiarze masowym poprzez swoją politykę w dziedzinie ochrony zdrowia. Poprzez niszczenie stanu pielęgniarskiego, niszczenie stworzonego w Polsce Ludowej bezpłatnego systemu opieki zdrowotnej i bandycką komercjalizację, prywatyzację służby zdrowia.

Tak jak nie żal im miliardów wpychanych w łapy polskiego kleru, tak i nie żal im miliardów złotych wydawanych na zbrojenia. Na 130-160 mld złotych projektowanych przez PO na dozbrajanie polskiej armii PiS reaguje pełną akceptacją, a nawet chęcią podwyższenia tych chorobliwych wydatków. Militaryzacja Polski jest celem obu partii. Minister Siemoniak chce stworzyć 300 000 Gwardię Krajową, organizację podobną do Gwardii Narodowej w USA i prawie tak samo liczną. Pamiętajmy przy tych pomysłach, że USA ma tak liczną Gwardię przy ponad 319 milionach mieszkańców, a Polska ma ich 38… Obie partie rozpętują jednak ręka w rękę histerię rusofobiczną, prowadzą na wschodzie awanturniczą „politykę jagiellońską” wplątując nasz kraj w konflikty i wywołując napięcia międzynarodowe, angażują Polskę w wojny w Iraku, Gruzji, Afganistanie i diabli wiedzą gdzie jeszcze, bo tajne operacje „Gromu” czy innych jednostek są przeprowadzane poza jakąkolwiek kontrolą i wiedzą opinii publicznej. Polskie samoloty wojskowe trenują natomiast w Izraelu z pilotami izraelskim i nikt nie wie czy obronę Izraela czy bombardowanie Syrii.

Militaryzm jest konsekwencją identycznej polityki zagranicznej obu partii. Służalczej wobec peryferyjnych interesów USA i to nawet kosztem interesów Unii Europejskiej czy interesów Polski. Przy gromkich patriotycznych deklaracjach obie partie prowadzą politykę antynarodową i służalczą wobec interesów zagranicznych. Politykę, która wikła nas w egzotyczne i kosztowne wojny w Afryce i na Bliskim Wschodzie, zmusza do kosztownych zbrojeń i zakupów zagranicznej broni, kompletnie nam niepotrzebnej lub możliwej do wyprodukowania przez polski przemysł. Zakupy łodzi podwodnych, wielkich samolotów transportowych, przezbrajanie całej armii są na Polsce wymuszane w rezultacie słabości polskiego państwa i tradycyjnie już wasalnej polityki rządu.

Zamiast prowadzenia polityki w stylu Austrii, Finlandii, Czech, Słowacji… brednie wielkomocarstwowe zmieszane z kompletnym odpodmiotowieniem Polaków i niewolniczym podporządkowaniem interesom militarystycznej polityki USA.

Ale największą zbrodnię popełniają zgodnie obie partie, PO i PiS na polskiej gospodarce.

Hołubione w rocznicowych reklamach związki zawodowe zostały wykończone polityką obu „solidarnościowych” partii. Traktują one związki zawodowe ewentualnie jako listek figowy dla swoich antypracowniczych działań. Wykorzystują też je, jak PiS „Solidarność”, do pacyfikowania nastrojów oburzenia i protestu, albo jako narzędzie do przekupywania, prostytuowania części pracowników w celu uzyskania ich przyzwolenia na antypracownicze decyzje i cięcia. Takie „żółte”, papiesko-ogłupione związki zawodowe są odrzucane przez pracowników i coraz bardziej pogardzane, o czym świadczy stopień uzwiązkowienia w Polsce. W „kraju zwycięskiej Solidarności” do związków zawodowych należy mniej niż 10% pracujących. Polityka PiS i PO zniszczyła ruch związkowy w Polsce i kompletnie lekceważy go dzisiaj. Tak zwana komisja trójstronna, mająca uzgadniać stanowiska pracowników, kapitału i rządu realnie nie istnieje… rzecz w Europie nie do pomyślenia!

To rozbicie ruchu związkowego i mechanizmów artykulacji interesów pracowniczych wraz z przekupywaniem części pracowników, dzieleniem ich i skłócaniem były potrzebne po to, aby przeprowadzać program gospodarczy wywłaszczania Polaków ze wspólnej własności społecznej, a następnie jej sprzedawania za bezcen kapitałowi zagranicznemu i realnemu rozkradaniu w kraju pod politycznym hasłem konieczności stworzenia „klasy średniej”. Jego rezultatem jest deindustrailizacja Polski i jej ubezwłasnowolnienie jako podmiotu gospodarczego. Polska stała się areną wolnej gry międzynarodowego kapitału, gry niekontrolowanej przez państwo i demokratyczne instytucje, niekontrolowanej przez obywateli.

Polskie państwo może wybudować „Orliki”, stadion narodowy i bezsensowny port na horrendalnie drogi gaz z Kuwejtu… ale zgodnie z przyjętą neoliberalną doktryną powinno przede wszystkim prywatyzować / czytaj: wyprzedawać zakłady będące własnością społeczną / i nie wtrącać się…

Wtrąca się jednak. Ale nie w ten sposób, aby jako aktywny podmiot gospodarczy wyprowadzać kraj z kryzysu i wyzysku gospodarki zależnej, peryferyjnej przez korporacje i kraje bogatego Zachodu, jak choćby robiła to Polska przed druga wojną światową budując Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy, jak robiła to Polska Ludowa w procesie socjalistycznej industrializacji kraju… Wtrąca się dziś państwo polskie poprzez robienie kolejnych promocji, ułatwień, przywilejów i dotacji dla kapitału zagranicznego i polskiego.

Zwolnienia z podatków, nieszczelne systemy podatkowe, tolerowanie czarnej i szarej strefy gospodarki, dopłacanie do produkcji, zatrudnienia, infrastruktury, ograniczanie aktywności inspekcji pracy i inspekcji bhp, tolerowanie niepłacenia wynagrodzeń, nadgodzin, pracy śmieciowej i darmowej jako standardów zatrudnienia… A więc dopłacanie z podatków obywateli do nieopłacalnej produkcji kapitalistycznej, także małej przedsiębiorczości, a z drugiej strony wspieranie nieludzkich form zatrudniania i wyzysku pracowników – oto cechy wspólne polityki gospodarczej PO i PiS.

Popatrzmy, w tych podstawowych kwestiach nie ma różnic! Różnice są upozorowane!!!

Dotyczą jakichś głupstw. Spory idą o żyrandol, o brak spotkania prezydenta z premierem, o to, co kto powiedział i co miał na myśli w kwestii uciekinierów, o in vitro i w kwestii sześciolatków w szkołach, o dwa lata do emerytury, 500 złotych na dziecko… ale nie o gospodarkę i zmianę tego systemu, który wyprodukował już miliony bezrobotnych i miliony emigrantów. A więc katastrofę porównywalną w historii Polski tylko z II Wojną Światową!

Ale czy powinno nas to dziwić? Czy nie widać tego upozorowania różnicy gołym okiem, gdy popatrzymy na zmiany kadrowe w obu partiach?

Oto Radek Sikorski, człowiek bez żadnych kwalifikacji, zostaje ministrem w rządzie PiS… a potem ministrem w rządzie PO /ministerstwo obrony czy sprawy zagraniczne… co za problem?/, oto złotousty agitator PiS Michał Kamiński zostaje tubą i doradcą PO i premier Kopacz, a tu znowu pisowska Joanna Kluzik-Rostkowska, minister w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, zostaje ministrem w rządzie PO… bez kwalifikacji ministrem edukacji narodowej… Roman Giertych z dawnej Ligii Polskich Rodzin, przeciwko którego ministrowaniu w rządzie Kaczyńskiego demonstrowała cała Polska, kandyduje na senatora przy wsparciu PO, a kochanym przez media związane z tą partią jest już od dwóch lat bodaj i po prostu nie wychodzi z telewizji… Starczy?

To może jeszcze Jarosław Gowin, nie tak dawno jeszcze szef całej frakcji w PO, kontrkandydat do prezesowania w PO dla wodza Donalda Tuska? Minister sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej. Właśnie został zgłoszony przez premier in spe Beatę Szydło na ministra obrony narodowej w rządzie Prawa i Sprawiedliwości po wygranych wyborach.

Jedność programowa, jedność kadrowa… skąd więc te spory i walka?

To walka dwóch klik, „rodzin”, „elit” o dostęp do władzy, pieniędzy, zaszczytów i możliwości…

O to kto kogo wykopie z redakcji, kto kogo wykopie z rady nadzorczej, kto kogo… i kto zawoła Tera Ku… My!

Różnica jest upozorowana w tym roku jeszcze za pomocą nowoczesnej Petru i pana Kukiza.

Gdy słucham Ryszarda Petru to słyszę Leszka Balcerowicza, a widzę… jakby klona przez Balcerowicza zesłanego, aby neoliberalnymi bredniami dorżnął tan biedny kraj… na co już samemu Balcerowiczowi nikt nie pozwoli. Pan Kukiz to zaś plebejska wersja pana Petru, bez krawata, za to śpiewająca. Ale też dowód na to, że kapitał w Polsce zmierza w kierunku rozwiązań amerykańskich. Szukać prezydenta, skoro i tak on nie rządzi i jest tylko marionetką w łapach kapitału i korporacji? Bez sensu. Lepiej i pewniej wynająć aktora. Ten zagra prezydenta śpiewająco. Jak Ronald Reagan z początkami Alzheimera. Uwaga! Zagra śpiewająco – a nie zaśpiewa! Obaj panowie to skrajny liberalizm i konserwa. Z trochę innymi sosami. Jeden podlewa nowoczesnością, drugi nacjonalizmem… Zdolności koalicyjnych wobec PiSu i PO mają natomiast obaj 100%!

ALTERNATYWĄ dla tej upozorowanej różnicy, która ma zrobić wszystko, co tylko możliwe i niemożliwe, ma powiedzieć, i obiecać, i nakłamać, i zabajerować co tylko się da… aby się NIC NIE ZMIENIŁO! Aby POPiS trwał i rządził… alternatywą w dzisiejszej Polsce dla takiej panującej, wygodnie rozpartej i kwitnącej, zadowolonej, spasionej prawicy jest tylko LEWICA! Musi ona pokazać inną perspektywę cywilizacyjną dla Polski i dostać wsparcie dla prowadzenia innej polityki, musi mieć odwagę zrealizować ją po wyborach.

Jerzy Kochan


O Jerzy Kochan

Ur. w 1952 r. w Gdańsku. Profesor i kierownik Zakładu Filozofii Kultury na Uniwersytecie Szczecińskim, autor wielu publikacji z historii filozofii, filozofii kultury, socjologii. Prezes Stowarzyszenia Marksistów Polskich i redaktor naczelny czasopisma filozoficznego "Nowa Krytyka". Pisuje też i publikuje wiersze.

Dodaj komentarz