Wbrew twierdzeniom mainstreamu ekonomia polityczna jest nauką klasową, tzn. wyraża interesy określonych klas społecznych. Oznacza to, że każda klasa ma swoją naukę ekonomii politycznej, w której znajduje się teoretyczne i ideologiczne uzasadnienie jej działań ekonomicznych i ich politycznego zabezpieczenia. W polityce cała ekonomika znajduje swój skoncentrowany wyraz, ale występuje prymat polityki nad ekonomiką, tzn. że tylko po zapewnieniu odpowiednich warunków politycznych mogą być zrealizowane określone cele i interesy ekonomiczne. Jeśli za podstawę tych ocen bierze się interesy oligarchii finansowej i agresywnych grup kapitału – prowadzi to do faszyzmu, co czyni szereg analogii między neoliberalizmem i faszyzmem.
- Klasowy charakter ekonomii politycznej
Marks w Inauguracyjnym manifeście Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników rozróżnił „ekonomię polityczną burżuazji” i „ekonomię polityczną klasy robotniczej”. Pisał wówczas, że „ekonomia polityczna burżuazji” charakteryzuje się koncentracją uwagi na monetarnej stronie stosunków produkcji, „ślepym panowaniem popytu i podaży”. Natomiast „ekonomia polityczna klasy robotniczej” wyróżnia się „kontrolowaną za pomocą społecznego przewidywania produkcją społeczną”, czyli koncentruje się na rzeczowych elementach procesu produkcji. Uchwalony przez brytyjski parlament w 1847 roku bill o wprowadzeniu 10-godzinnego dnia pracy dowodził, że „po raz pierwszy ekonomia polityczna burżuazji jawnie skapitulowała przed ekonomią polityczną klasy robotniczej”[1].
Z powyższego wynika, że głównym założeniem ekonomii politycznej burżuazji jest koncentrowanie rozważań teoretycznych wokół problemu „wolnego rynku”, konkurencji, a planowanie podaży i popytu ma dla niej charakter drugorzędny i epizodyczny, gdyż organizacja kapitalistycznej produkcji, nawet jeśli opiera się na najwyższych osiągnięciach naukowych, stanowi jedynie próbę wyczucia sytuacji na rynku w warunkach mniej lub bardziej szalejącej konkurencji, oznacza jej akceptację i próbę ratowania własnej prywatnej firmy. Reklama to dźwignia handlu dla bogatych, aby bogaci stali się jeszcze bogatsi, a klienci kupili nawet to, co nie jest im specjalnie potrzebne. Ekonomia polityczna klasy robotniczej nie może kierować się narzekaniami burżuazji na „nieekonomiczność” żądań proletariatu, czy na brak aktualnego popytu na rynku, lecz musi sama dokonać rachunku zysków i strat z punktu widzenia jego klasowych potrzeb i interesów. Droga do tego celu nie jest łatwa, ale to oznacza likwidację „wolnej konkurencji” na „wolnym rynku”, stworzenie nowej hierarchii potrzeb społecznych i harmonogramu ich realizacji oraz owocuje nowym rachunkiem kosztów społecznych. Wolny rynek i konkurencja są bowiem opisem warunków progowych dla interesów najbardziej agresywnych grup kapitału, dokonującego największej akumulacji i inwestycji w celu rozszerzenia produkcji towarów i ich zbytu na nowych rynkach lub przy nowych warunkach i cenach. Te agresywne grupy kapitału starają się unikać lub ukrywać metody skompromitowane przez faszystów i nazistów. Ale ich „pokojowe” metody, odżegnujące się od „przemocy”, pochłaniają nie mniej ofiar w skali całego globu.
Wzrost płacy roboczej tylko z dużym opóźnieniem podąża za deprecjacją (spadkiem wartości) pieniądza. Dlatego inflacja w burżuazyjnej ekonomii politycznej, niezależnie od swoich deklaracji, ma na celu zniżenie kosztów funkcjonowania kapitału stałego, zmniejszenie odpisów amortyzacyjnych, obniżenie wydatków na kapitał zmienny i realnych kosztów produkcji oraz obniżenie podatków dla kapitału a zwiększenie ich dla najemnej siły roboczej. Pozwala to na zwiększenie akumulacji i ożywienie gospodarki kosztem obniżenia realnych dochodów pracującej większości społeczeństwa, głównie klasy robotniczej. Natomiast jak uczy doświadczenie historyczne inflacja w państwie rewolucyjnego socjalizmu może nastąpić w wyniku nie uwzględniania wymogów prawa wartości i prawa planowego proporcjonalnego rozwoju całej gospodarki. Inflacja może się również rozwinąć w wyniku nadmiernych i nieskoordynowanych inwestycji, budownictwa przekraczającego możliwości materialne i finansowe dróg, mieszkań socjalnych, regulacji rzek, a także nadmiernych wydatków na obronność kraju. Wprawdzie może to wówczas obciążać w pewnym stopniu płace najemnej siły roboczej, lecz wydatki te są ponoszone w ramach społecznego funduszu spożycia, którego przeznaczeniem jest zaspokojenie ważnych potrzeb społecznych, a nie, jak w przypadku kapitalizmu – osiąganie prywatnych zysków i maksymalne wyzyskanie najemnej siły roboczej. Nawet wówczas inflacja może być wynikiem popełniania błędów i pogorszenia ekonomicznej efektywności funkcjonowania poszczególnych elementów procesu produkcyjnego.
- Klasowy charakter stosunków towarowo-pieniężnych
Stosunki towarowo-pieniężne były starsze niż kapitalizm, nie były więc, zdaniem wulgarnych ekonomistów, związane ze stosunkami klasowymi, interesami i stopniem świadomości klas. Mówienie jednak o stosunkach towarowo-pieniężnych w oderwaniu od kontekstu społecznego, jest w warunkach kapitalizmu sposobem ideologizacji interesów panujących oligarchii finansowej i klas posiadających, wyrażania ich w języku abstrakcyjnych pojęć ekonomii politycznej. Na każdym etapie rozwoju społecznego stosunki towarowo-pieniężne podporządkowane są realizacji interesów klasy panującej ekonomicznie. Przejście władzy od jednej klasy w ręce drugiej pociąga za sobą konieczność reorganizacji stosunków towarowo-pieniężnych, muszą wówczas przestać rządzić nimi „naturalne prawa” kapitału. Wbrew powszechnie lansowanemu przez neoliberalnych ekonomistów poglądowi, funkcjonowania tych „praw” w kapitalizmie nie określa „niewidzialna ręka rynku”, ale klasa panująca. Sama reorganizacja stosunków towarowo-pieniężnych i systemu bankowego w ramach politycznego panowania prywatnego kapitału nie jest w stanie znieść (i nie ma nawet takiego celu) systemu wyzysku najemnej siły roboczej i całych nardów.
Dopóki poszczególne kategorie ekonomiczne rozpatruje się w zastępstwie stosunków ekonomicznych, jako abstrakcyjne – i treść społeczną wyłącza się z zakresu ekonomii – to bada się tylko różne formalnie momenty procesu ekonomicznego; abstrakcyjne podmioty produkcji i wymiany, przedmioty ich wymiany, wartości wymienne, ekwiwalenty. W myśl ekonomii wygodnej dla kapitału wszystkie te momenty oczywiście są i powinny być sobie równe. Równe są sobie podmioty w procesie produkcji, wymiany i handlu, równe w tych teoriach są również wartości wymienne. W tym idyllicznym opowiadaniu podmioty istnieją wzajemnie dla siebie jak w rodzinie – potrzeba jednego może być zaspokojona przez produkt drugiego i vice versa. W handlu kupujący pozostają w tej samej roli (kupującego) bez względu na sumę posiadanych pieniędzy – cyrkulacja znosi różnicę między nimi. W tej utopii na użytek zdezorientowanych mas, podmioty w wymianie są wolne i towarów nie zdobywa się przy użyciu przemocy. Człowiek jest podmiotem dla samego siebie, realizując swój egoistyczny interes, uświadamia sobie, że inni tak samo realizują swoje egoistyczne interesy. Poddani ogromnemu naciskowi propagandy i reklamy, ludzie wszystko i wszystkich zaczynają oceniać w kategoriach rynkowych. „Podmioty te istnieją dla siebie tylko w wymianie, jako równoważne dzięki ekwiwalentom i zachowują się jako takie dzięki wzajemnemu przekazywaniu sobie przedmiotowości, w której jeden podmiot istnieje dla drugiego. Ponieważ tylko w ten sposób istnieją one dla siebie jako równoznaczne, jako posiadacze ekwiwalentów i jako strażnicy tej równoważności, są to podmioty, jako równoznaczne – zarazem obojętne względem siebie; nie obchodzą ich jakiekolwiek indywidualne różnice; są one obojętne wobec jakichkolwiek innych indywidualnych cech”[2]. Ale chociaż te liberalne teorie w rzeczy samej są utopijne, to jednak funkcjonują jako ich ideologiczna podstawa i utrwalane są przez wszystkie burżuazyjne szkoły ekonomiczne oraz aparaty ideologiczne burżuazyjnego państwa.
Widzimy, że jest to ekonomiczna istota ideologii panującego kapitału wyrażona w języku teorii ekonomii politycznej, to, jak klasa panująca przedstawia się społeczeństwu, jak uzasadnia swoje panowanie za pomocą ideologii równości, wolności przedsiębiorczości i prawa do zysku, a w konsekwencji i demokracji. W ekonomii burżuazyjnej egoizm jednostki podniesiony jest do rangi normy ekonomicznej i najwyższej wartości. Równość i wolność realizują się w wartości wymiennej na rynku. „Równość i wolność są więc nie tylko respektowane w wymianie, opartej na wartości wymiennej, ale wymiana wartości wymiennych jest produkcyjną, realną bazą wszelkiej równości i wolności. Jako czyste idee są równość i wolność jedynie wyidealizowanymi wyrazami wspomnianej wymiany; rozwinięte w stosunkach prawnych, politycznych i socjalnych – stanowią tę bazę, tylko w wyższym stopniu”[3].
Zgodnie z krytykowaną przez Marksa klasyczną ekonomią angielską akumulacja pieniądza jako ogólnego bogactwa w niczym nie uszczuplała bogactwa towarów na rynku i nie broniła do nich dostępu dla innych. „O ile więc jedno indywiduum akumuluje, drugie zaś nie, to żadne z nich nie czyni tego kosztem drugiego. Jedno z nich cieszy się realnym bogactwem, drugie wchodzi w posiadanie ogólnej postaci bogactwa. Gdy jedno ubożeje, a drugie się bogaci, to wynika to z ich wolnej woli, a w żadnym razie nie ze stosunku ekonomicznego, nawet nie z samej więzi ekonomicznej, w jakiej pozostają względem siebie. Nawet spadkobranie i podobne mu stosunki prawne, które uwieczniają powstałe przez to nierówności, nie przynoszą tej naturalnej wolności i równości żadnego uszczerbku. […] ponieważ indywiduum jest w tym stosunku tylko uosobieniem pieniądza, jest ono równie nieśmiertelne, jak pieniądz i jego reprezentacja przez spadkobierców jest raczej urzeczywistnieniem wspomnianego określenia”[4]. W wydaniu burżuazyjno-liberalnej ekonomii politycznej, życie jest więc piękne, uczciwe i niezwykle proste.
Zdaniem Marksa te burżuazyjne zasady równości i wolności należy widzieć jako wynik historycznego rozwoju sił wytwórczych i stosunków produkcji. „W całokształcie istniejącego społeczeństwa burżuazyjnego występowanie [wartości wymiennej] w postaci cen i cyrkulacji itd. stanowi powierzchowny proces, pod którym jednak głębiej zachodzą zgoła inne procesy; znika w nich ta pozorna równość i wolność”[5].
Z pozoru nawet wysoka cena w niczym nie narusza równości między poszczególnymi kupującymi. Jednakże w rzeczywistości wysoka cena może być barierą nie do pokonania przy zakupie dla grup uboższych ekonomicznie. W produkcji i cyrkulacji towarowo-pieniężnej jest widoczna forma przymusu społecznego, wynikającego ze społecznego podziału pracy. Indywidualny producent wytarza towary o jakiejś wartości, ale to jaką one uzyskają wartość wymienną na rynku zależy już nie od niego, ale od ogólnej sytuacji na rynku, która nie jest dla niego kwestią wolnego wyboru, tylko narzuconą koniecznością.
W związku z wojną na Ukrainie widzimy, że obecnie kwestia cen nie ma nic wspólnego z „wolnym rynkiem”. Aby dostęp do Europy Zachodniej odciąć dla Rosji z jej gazem, wysadzono gazociąg Nord Stream, zamknięto gazociągi biegnące przez Polskę i Ukrainę. Unia Europejska uchwaliła przeciwko Rosji kilkanaście pakietów sankcji, w których określiła maksymalną cenę, po której może ona sprzedawać na rynku światowym swoje surowce energetyczne. A Donald Trump zagroził wprowadzeniem wysokich ceł dla wszystkich tych, którzy będą handlować z Rosją. I gdzie tu chwalona przez burżuazyjną ekonomię polityczną wolność, gdzie tu równość, gdzie tu brak przemocy?
Neoliberalni globaliści nie mogą wyjaśnić, i nawet nie próbują, jak to się dzieje, że Rosja, mając to, czego nie mają państwa zachodnie, czyli tanie surowce, tanią energię i siłę roboczą, przez dziesiątki lat nie jest w stanie wyrwać się z roli surowcowego zaplecza Zachodu.
Rozwój stosunków towarowo-pieniężnych w historii w naturalny sposób doprowadził do powstania klasowego społeczeństwa kapitalistycznego. Chociaż rozwój stosunków towarowo-pieniężnych był pierwotny wobec podziału klasowego społeczeństwa kapitalistycznego i na pewnym etapie jest nieodłączny od tego podziału – to jednak dalszy jego rozwój doprowadzi do zaostrzenia podziału klasowego i w konsekwencji jego zniesienia. W procesie jego znoszenia charakter stosunków towarowo-pieniężnych też będzie ulegał zmianie, stając się zapewne narzędziem ewidencji i kontroli produkcji w nowych stosunkach społecznych.
Teoretycy ekonomii politycznej wnieśli swój wielki wkład w falsyfikację i fałszowanie rzeczywistych stosunków i procesów społeczno-ekonomicznych. Tam, gdzie nie mogą udowodnić swoich tez, tam przywołują „zdrowy rozsądek”, a wartości wymienne na rynku przedstawiają jako wyraz równości i wolności, płace i zysk traktują jako identyczną opłatę za usługę, siebie przedstawiają jako obrońców „wolności handlu”, demokracji, praw człowieka i integralności terytorialnej państw.
Wielu ekonomistów na Zachodzie zdaje sobie sprawę z tego, że na podstawie ich modeli teoretyczne nie można uleczyć podstawowych chorób neoliberalnej gospodarki. Dani Rodrik w swej książce pod tytułem Paradoks globalizacji, demokracja i przyszłość światowej gospodarki przytoczył znamienną opinię na temat „wolnego handlu”. Robert Driskill, ekonomista z Vanderbilt University w Nashville w stanie Tennessee w Stanach Zjednoczonych, wytknął ekonomistom niedociągnięcia w swej profesji w tekście pt. Deconstructing the Argument for Free Trade [Dekonstrukcja argumentacji na rzecz wolnego handlu]. „Przedstawia w nim całą litanię przykładów z wiodących podręczników i popularnych esejów, w którym ekonomiści gładko przechodzą do wniosku, że wolny handel jest »dobry dla kraju«, nie uwzględniając wszystkich etycznych i filozoficznych problemów związanych z wygłoszeniem takiego stwierdzenia. Jak cierpko zauważa, przywołane przez niego teksty sugerują, jakoby ekonomiści zdołali w jakiś sposób »rozwiązać problem dotyczący ustalenia, co jest dobre dla społeczeństwa, nawet gdy niektórzy członkowie tego społeczeństwa doznają uszczerbku«. »Zawodowcy porzucili krytyczne myślenie na ten temat«, pisze Driskill. »W efekcie wygłaszają marnej jakości sądy uzasadniające przyjęty przez nich konsensus«. Większość tego, co ekonomiści piszą na temat korzyści z handlu, to nie »cierpliwe ważenie dowodów czy też krytyczna ocena wad i zalet«. Ich teksty przypominają raczej »wystąpienie pełnego zapału adwokata«. Ich celem jest przekonywanie czytelnika, a nie dostarczenie mu informacji, na podstawie których będzie on mógł dokonać przemyślanej oceny”[6].
Adolf Eichmann i Rudolf Höss
W obecnych warunkach często zapomina się, że odpowiedzią na sprzeczności liberalnej gospodarki stał się, z jednej strony, faszyzm (ale też nazizm), a drugiej strony zaproponowany przez komunistów i socjalistów – socjalizm. Aby zapewne uniknąć jednego i drugiego Roosevelt zaproponował New Deal. Tacy ludzie jak Hitler, wybrali militaryzację gospodarki, a zatem i ekspansję wojenną. Roosevelt wybrał roboty publiczne i rozwój gospodarki. A socjalizm ponieważ podważył dotychczasowy ład ekonomiczny i polityczny i był oblężoną twierdzą, musiał wybrać industrializację i rozbudowę przemysłu ciężkiego oraz stworzenie silnej armii. Na politykach i masach obywateli żyjących w konkretnych warunkach, ciąży więc odpowiedzialność za wybrany kierunek. Z tych samych problemów wyjść można różnymi lub podobnymi sposobami. W przypadku klęski, nie zawsze przyczyn porażki szuka się po właściwej stronie, często skutki przedstawia się jako przyczyny, co sprawia, że problemy pojawiają się ponownie, choć w nowej formie.
Zdaniem Hannah Arendt sprawa odpowiedzialności zbrodniarzy hitlerowskich została skomplikowana przy okazji procesu Adolfa Eichmanna w 1961 roku i przyjęciu „teorii trybiku”. Poszczególni zbrodniarze w procesach sądowych przedstawiali się w roli „trybików i kółek” w skomplikowanej maszynie biurokratycznej, kanałów przekazywania poleceń, łączników na styku sektorów cywilnych, wojskowych i policyjnych, które można było dowolnie wymieniać bez szkody dla funkcjonowania całego mechanizmu zbrodni. Jako funkcjonariusze państwa, po śmierci Hitlera, wyrzekli się jakiejkolwiek inicjatywy, pomysłowości, wszelkich cech osobowych, jak gdyby w wyniku klęski nie pozostał już nikt, kogo można by ukarać. Zdaniem Hannah Arendt nie stanowiło to jednak, wbrew intencjom oskarżonych i ich obrońców, okoliczności łagodzącej – „największym popełnionym złem jest zło wyrządzone przez nikogo, czyli przez istoty ludzkie, które odmawiają bycia osobami. W pojęciowych ramach tych rozważań moglibyśmy powiedzieć, że złoczyńcy odmawiający samodzielnego zastanowienia się nad tym, co robią, i także po fakcie niechcący tego przemyśleć, to znaczy wrócić do tego i pamiętać (co było teszuwa, czyli skruchą), tym samym nie ukonstytuowali się w rzeczywistości jako osoby ludzkie. Pozostając uparcie bezosobowym nikim, dowodzą, że są niezdolni do dialogu z innymi, którzy – dobrzy, źli czy obojętni – są przynajmniej osobami”[7].
Wbrew powojennym deklaracjom o swojej niewinności, wszyscy organizatorzy ludobójstwa doskonale zdawali sobie sprawę ze swej zbrodniczej działalności. Adolf Eichmann, główny koordynator „ostatecznego rozwiązania” i skazany po wojnie w Izraelu na karą śmierci, ukazał istnienie „reguły językowej”, która służyła do ukrycia masowych zbrodni i żydobójstwa w enigmatycznym języku, jakby nic złego się nie stało. Być może u niektórych służyło to stłumieniu wyrzutów sumienia. Nie używano słów jednoznacznie brzmiących, jak np. „morderstwo”, „eksterminacja”, „likwidacja”, „deportacja”, „tortury” czy „egzekucja”, lecz eufemizmów wobec zbrodni – „ostateczne rozwiązanie”, „radykalne rozwiązanie”, „ewakuacja”, „specjalne traktowanie”, „przesiedlenie”, „zmiana miejsca pobytu”, „roboty na Wschodzie”. Obozowe Einsatzkommando, zajmujące się zacieraniem dowodów zbrodni, oznaczało dosłownie oddział operacyjny. W ten sposób zacierano różnicę między dobrem, a złem, utrudniano dostęp do prawdy. A goebbelsowska propaganda, podobnie jak niektóre dzisiejsze sieci społecznościowe, postępowała zgodnie z zasadą, że kłamstwo powtórzone sto razy, staje się prawdą.
Nazistowski totalitaryzm, zapowiadający przezwyciężenie sprzeczności liberalnego kapitalizmu, okazał się ślepym zaułkiem. Rudolf Höss, były komendant nazistowskiego obozu zagłady w Oświęcimiu, skazany po wojnie na karą śmierci, do zrozumienia swej własnej odpowiedzialności dochodził stopniowo. Dopiero w liście pożegnalnym do swojej żony przyznał się do osobistej odpowiedzialności. Walcząc ze sobą zaraz dodawał, że „Moim zdaniem wszystkie nasze drogi życiowe są zaprogramowane przez los, przez mądrą Opatrzność i są niezmienne”[8].
Jeszcze w lutym 1947 r., gdy kończył swą Autobiografię, całkowicie kapitulował wobec liberalnego humanizmu, chciał, aby czytelnicy widzieli w nim nie tylko „okrutnego sadystę, mordercę milionów”, ale także, że „miał serce, że nie był zły”[9]. Natomiast kilka miesięcy później w liście pożegnalnym do dzieci, do najstarszego syna Klausa, odrzucając totalitaryzm i podkreślając rolę indywidualnej odpowiedzialności za własne czyny, pisał słowa przepełnione goryczą porażki życiowej w walce z urojonym wrogiem: „Bądź człowiekiem kierującym się przede wszystkim głębokim uczuciem człowieczeństwa. Naucz się samodzielnie myśleć i mieć własne poglądy; nie przejmuj wszystkiego bezkrytycznie jako bezwzględną prawdę. Ucz się z mego życia. Największym błędem mego życia było to, że wszystkiemu, co przychodziło »z góry«, wierzyłem i nie odważyłem się mieć najmniejszej wątpliwości odnośnie do prawdziwości tego, co głoszono. Idź przez życie z otwartymi oczyma. Nie bądź jednostronny, we wszystkich sprawach rozważaj za i przeciw. We wszystkim, co będziesz czynił, nie kieruj się wyłącznie rozumem, lecz zważaj zwłaszcza na głos swego serca”[10].
Höss w liście do żony pisał, że stał się nieświadomie „kółkiem monstrualnej niemieckiej maszynerii zagłady”, że był też „z natury łagodny, dobroduszny i zawsze chętny do udzielenia pomocy drugiemu”[11].
- Neoliberałowie a faszyści
A jak prezentują się współcześni neoliberalni kapitanowie przemysłu, handlu, usług i usług bankowych oraz patronujący im politycy? Tak jak naziści, również neoliberalni menagerowie kapitału i politycy mają swoją „regułę językową”, używają słów, które mają za zadanie zmistyfikować istniejące stosunki kapitalistyczne. Są również ideowcami, „wolny rynek” jest ich 1000-letnią Rzeszą, a „prawa rynku” są dla nich jak Mein Kampf. Nie kierują się również sentymentami lecz prawem i obowiązkiem zysku i dywidendy. Nie mówią o kapitalizmie lecz o „gospodarce rynkowej”, depersonalizują funkcje kapitału kładąc akcent na ich wymiar techniczny; nie używają terminu burżuazja i kapitaliści lecz „pracodawcy”[12]; nie mówią o zyskobiorcach lecz o „menagerach”; nie mówią o szefach i właścicielach lecz o „przedsiębiorcach” i „producentach”; nie mówią o kapitale dokonującym wyzysku lecz o „kapitale ludzkim”; nie mówią o prawie do wyzysku lecz o „wolnym rynku”; problemy płac, zysków i własności zastępują pytaniami związanymi z „etyką biznesu” i „społeczną odpowiedzialnością zakładów pracy”; nie mówią o kapitalistycznej kontrrewolucji lecz o „transformacji” i „reformach”; nie mówią o bezrobotnych lecz o „poszukujących pracy”; mówią o prawie własności prywatnej, ale pomijają prawo do własności społecznej; mówią o konieczności prywatyzacji, ale pomijają towarzyszące jej wywłaszczenie pracujących mas; nie mówią o klasach społecznych i ich walce, ale o „społeczeństwie obywatelskim” i „umowie społecznej”. W jednym i drugim wypadku język okazuje się organiczną częścią systemu panowania, pozwala niepostrzeżenie przekroczyć granicę pomiędzy obojętnością a przyzwoleniem na zagładę lub „społeczne wyzerowanie”.
Tak jak esesmani prowadzili selekcję, by skierować kogoś do gazu, neoliberalni kapitanowie prowadzą selekcję, kogo w ramach „cięcia kosztów” zwolnić z pracy i skazać na rynkowy niebyt, w jakim państwie zamknąć firmę, zwalniając tysiące ludzi, a w jakim ją uruchomić przy niższych płacach i wyższych zyskach. Wszystkie decyzje zarządów i ich prezesów wypełniają z zapałem. Tak jak naziści twierdzili, że kierowali się interesem „narodu”, tak ci, urzeczywistniając abstrakcyjne obywatelstwo światowe, kierują się interesami „akcjonariusza”. Jak nazistowscy mordercy pedantycznie prowadzili dokumentację swej zbrodni i zaczęli ją niszczyć, gdy wiedzieli, że przegrali i trzeba będzie za zbrodnie odpowiedzieć, tak menadżerowie prowadzą skrupulatnie swoje księgi rachunkowe, dokumentujące ich zyski, tak również zastępują ją „kreatywną księgowością”, gdy mają płacić podatki. Życie we współczesnym Matriksie, to życie w świecie dezinformacji i manipulacji informacją, w którym fakty są fikcją, a abstrakcyjne teorie zastępują empiryczną rzeczywistość. Nadmiar informacji sprawia, że stają się one trudne do interpretacji i nieczytelne, a władze wspierane są w tym niecnym dziele przez dużą część, opłacanych przez rządy, „sieci społecznościowych”. Oficjalne statystyki rządowe są trudne do rozszyfrowania lub nieprawdziwe. Rządowa zmiana definicji sprawia, że inflacja i bezrobocie znikają lub ulegają zmniejszeniu, wydatki na zbrojenia wydają się od pięciu do dziesięciu razy mniejsze, przez odniesienie ich do PKB, a nie do budżetu państwa, a gospodarka rozwija się nie w wyniku wzrostu fizycznych rozmiarów produkcji, ale redefinicji tego, czym jest produkt krajowy brutto i poprzez włączenie do PKB dochodów szacunkowej liczby zatrudnionych w „szarej strefie”. Po zmianie definicji zmniejszeniu ulega niebezpieczeństwo rosnącego długu publicznego, albo następuje jego niebotyczny wzrost, jeśli autorem definicji jest ktoś przeciwny aktualnemu rządowi. Trump obiecuje Amerykanom redukcję gigantycznego zadłużenia poprzez przewalutowanie go na kryptowaluty, i nie wyjaśnia, że zapłacą za to setki milionów mieszkańców innych krajów.
Naziści lubowali się w mnożeniu przepisów i regulaminów regulujących życie obozowe, menadżerowie dzięki swym prawnikom mnożą szczegółowe regulacje prawne i finansowe, mające złagodzić sprzeczności powodowane przez liberalną politykę gospodarczą. Antoni Kępiński, analizując psychopatologię władzy pisał, że decyzje o losie drugiego człowieka nie należą do łatwych, i dlatego pomocne mu okazują mu się wszelkiego rodzaju normy określające rodzaj decyzji w określonych warunkach. „Takimi normami dla sędziego są przepisy prawne, dla lekarza wiadomości z zakresu diagnostyki i prognozy, dla nauczyciela zakres wymagań egzaminacyjnych. Im decyzja ma być bezstronna, tym silniej trzeba oprzeć się na normach, a wyłączyć momenty natury subiektywnej, zwłaszcza emocjonalnej. Tym samym decyzja przestaje być własną, a staje się decyzją normatywną, tzn. jakikolwiek inny człowiek, opierający się na tych samych normach, wydawałby decyzję identyczną”[13]. Nic dziwnego zatem, że obecnie w ocenie kierowcy decydują „punkty karne”, w sprawdzaniu wyników nauczania dominują „testy”, w ocenach zachowania ucznia „systemy punktowe”, w polityce kadrowej na uczelniach „punktoza”. A w Chinach wprowadza się system rankingu wiarygodności społecznej, który może służyć do powszechnej inwigilacji obywateli i kształtowania ich lojalności wobec instytucji państwowych.
Höss miał nerwicę, ale nie dlatego że kierował mordowaniem na skalę przemysłową, lecz dlatego, że nie dość sprawnie niszczył wrogów wskazanych przez przełożonych, że nie dość skrupulatnie wypełniał swoje obowiązki kata. Współcześni menagerowie nie mają wyrzutów sumienia, gdy likwidują konkurentów, gdy wysyłają na bezrobocie miliony mieszkańców w innych krajach, ale są nerwowi, gdy spadają zyski, kursy akcji i obligacji oraz ich tantiemy.
Tak jak moralności nazistów nie obrażały rozkazy ostatecznej likwidacji Żydów, tak menadżerów nie obrażały polecenia likwidacji zakładów pracy i produkcja bezrobotnych w ramach tzw. restrukturyzacji czy transformacji ustrojowej po upadku „realnego socjalizmu”. Wielu menadżerów nie pogardziło funkcją likwidatora majątku narodowego i przedsiębiorstw państwowych, wręcz traktowali to jako zaszczytny obowiązek, decydujący o przyszłych losach narodu. Usprawiedliwiając się twierdzili, że gdyby oni tego nie zrobili, załogi same jeszcze szybciej wykończyłoby swoje firmy, że oni oddali w godne ręce to, co niszczało i było „niczyje”. Winę za likwidowane zakłady przenosili na robotników, którzy chcieli zbyt dużo zarabiać i zbyt mało pracować. Hasłem nazistów była budowa 1000-letniej Rzeszy, zawołaniem neoliberałów jest „globalizacja” i „zakończenie historii”.
Niszczenie palestyńskich miast, ludobójstwo na Palestyńczykach przez wojska Izraela pod wodzą Binjamina Netanjahu, mordowanie przez nich dziennikarzy, którzy o tym piszą, głodzenie mieszkańców Gazy, nie wywołuje takich protestów europejskich rządów, jak uwięzienie kilkudziesięciu żydów przez Hamas. Zapowiedź Trumpa przekształcenia zniszczonej Gazy w nową Riwierę, korupcja na Ukrainie, przemoc i polowanie na rekrutów w ukraińskich miastach, pozbawianie ludności rosyjskojęzycznej praw, nie wywołuje żadnych protestów Unii Europejskiej. W imię dostępu do tanich rosyjskich i ukraińskich surowców dla europejskiego przemysłu – m.in. Anglia, Francja, Niemcy, Włochy, Finlandia i Polska gotowe są wspierać Ukraiński reżym w „wojnie do ostatniego Ukraińca”. Tak jak Hitler chciał zniszczyć całą infrastrukturę społeczną wraz z klęską III Rzeszy, tak neoliberałowie z USA i Europy chcą, aby wraz z klęską Ukrainy, Rosja przejęła same tylko ruiny.
Tak jak naziści swoje zbrodnie, których osobiście podobno nie chcieli, byli w stanie przypisywać losowi i opaczności, tak menadżerowie przyczynę bezrobocia odnajdują w niezależnych od nich obiektywnych i koniecznych prawach rynku, które tylko oni są w stanie właściwie odczytać i zrozumieć. A europejscy politycy powołują się na walkę z reżymem Putina i obronę „integralności terytorialnej Ukrainy”, chociaż to władze Ukrainy same wyrzekły się integralności swego terytorium, kiedy podeptały prawo ludności Donbasu do samostanowienia i wysłały przeciwko niej armię z czołgami, samolotami i zbrodniczymi grupami specjalnymi. Władzom europejskim przeszkadza „korupcja Putina”, ale nie dostrzegają powszechnej korupcji ekipy Zełenskiego i współpracujących z nią ekip Zachodu, transferu zagranicę broni otrzymywanej w ramach pomocy, mordowania przeciwników politycznych, handlu dziećmi, kobietami, narkotykami i organami ludzkimi.
Dla nich wszystkich niech przestrogą będzie to, co w liście pożegnalnym pisał Höss, przyznając się do swojej życiowej porażki, że „cała ideologia, cały świat, w które tak mocno i święcie wierzyłem, opierały się na zupełnie fałszywych założeniach i musiały pewnego dnia runąć. Również moje postępowanie w służbie tej ideologii było także zupełnie fałszywe, mimo iż działałem w dobrej wierze o słuszności tej idei”[14]. Neoliberałowie nie przyjmują do świadomości, że ich „sukcesy” okupione są wzmożoną dyscypliną pracy i wyzyskiem najemnej siły roboczej w skali światowej, narastającym wypaleniem zawodowym, wysokim światowym bezrobociem i marnotrawstwem zdolności produkcyjnych ludzkości, rosnącymi długami publicznymi, których spłata przekracza możliwości jednego pokolenia oraz komercjalizacją usług publicznych ograniczającą do nich dostęp. Politycy europejscy w ogóle zdają się nie dostrzegać obniżającego się poziomu życia ich mieszkańców i groźby deindustrializacji, nie widzą zagrożenia dla rolnictwa europejskiego po ewentualnym przyjęciu Ukrainy do Unii Europejskiej. Politycy europejscy mówią o sojuszu z USA, a godzą się na neokolonialną zależność od nich, na zakupy od nich droższych niż w Rosji surowców energetycznych i zamknięcie korzystnej wymiany handlowej z Rosją, na miliardowe zakupy uzbrojenia do wojny z Rosją, na narzucenie ceł na swoje towary i wielomiliardowe inwestycje w USA, celem podtrzymania ich hegemonii.
O ile o życiu i śmierci więźnia nazistowskiego obozu koncentracyjnego decydował niewielki ruch ręki lekarza w SS-mańskim mundurze, o tyle o losie robotnika i przejściu w stan bezrobocia decyduje niewielkie nawet drgnięcie wskaźników na giełdach i parafa-podpis kierownika lub menagera. Politycy europejscy sprawiają wrażenie jakby wobec Rosji kierowali się jakąś nieuzasadnioną żądzą odwetu… Mówią o współczuciu Ukrainie, ale cieszą się z udanego drenażu mózgów i siły roboczej oraz taniej żywności z Ukrainy. Zupełnie nie martwi ich o, że w czasie wojny z Rosją zginęło i zaginęło bez wieści 1 700 000 Ukraińców.
Decyzje w sprawie losu człowieka łatwiej jest podejmować, gdy decydent jest oddalony od przedmiotu decyzji. „Dla lekarza SS Żydzi, których selekcjonował, byli antypatyczni lub w najlepszym razie całkowicie obojętni, w tym duchu bowiem został wychowany, te idee mu wszczepiono. Nie widział on w nich ludzi, nie interesowali go, chyba jako obiekt badań rzekomo naukowych lub grabieży; na pewno nie zaświtała mu w głowie myśl, by do nich się zbliżyć, zamienić kilka słów, dowiedzieć się o ich przeżyciach. Fakt oddalenia emocjonalnego jest istotny w każdej propagandzie wojennej; do minimum redukuje się kontakty obywateli z wrogiem, starając się przedstawić jego obraz w najgorszych kolorach”[15]. Również różnego rodzaju biznesmeni oddalają się od podwładnych pracowników najemnych, oddzielają się znacznie wyższymi dochodami i stylem życia, zarabiają jakby byli jakimiś übermenschem, z powodu jakiejś niewymiernej odpowiedzialności, stać ich na domy ogrodzone szczelnymi parkanami, luksusową konsumpcję i zagraniczne wojaże. Mogą nie dostrzegać związku swego stylu życia z zagrożeniami dla środowiska naturalnego planety. Dla polityków europejskich w ich oficjalnych wypowiedziach Rosjanie stali się ludźmi gorszego „gatunku”, ludźmi „Wschodu”, „Azjatami”, a dla sfanatyzowanych Ukraińców przez neobandrowską propagandę pozostają już tylko „Orkami”.
Esesmani do końca starali się utrzymać więźniów w niepewności co do ich dalszego losu, nawet jeśli niektórzy z nich przeczuwali możliwość ciążącej nad nimi zagłady. Bezrobotny również często samooszukuje się i liczy na odmianę swego losu, chce widzieć bezrobocie sezonowym lub czasowym, a nie systemową i strukturalną koniecznością kapitalizmu. Polityk europejski wojnę nuklearną stała się przekształcić w realną groźbę, a jednocześnie myśli, że ona go nie dotknie, bo są małe ładunki jądrowe. Ale zapomina, że te „małe” ładunki jądrowe są kilkanaście razy silniejsze, niż te zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki.
Tak jak Rudolf Höss mógł napisać, że nigdy nie akceptował okropności obozowych, że nigdy osobiście nie maltretował więźniów, ani nigdy żadnego z nich nie zabił, tak również poszczególni oligarchowie finansowi mogli powiedzieć o sobie, że dążąc do własnego bogactwa nigdy osobiście nie wprowadzili żadnego żołnierza w nerwicę okopową, nie podpisali nikomu wypowiedzenia z pracy, nie spowodowali apatii żadnego pracownika. A jednak zasady kapitalistycznej gospodarki wolnorynkowej, jakie aprobowali i propagowali, czyniły je nieuchronnym. Podobnie jak większość zbrodniarzy hitlerowskich była zbrodniarzami zza biurka, gdyż narzędzia zbrodni były od nich oddalone o wiele kilometrów, również ofiary zbrodni neoliberalnych polityków europejskich oddalone są od swych rzeczywistych katów. Politycy ci osobiście nie zamordowali żadnego Palestyńczyka na terenie Gazy, nie zburzyli żadnego domu w Mosulu, nie zbombardowali niczego na terenie byłej Jugosławii, Iraku, Afganistanu. Ale..
Odpowiedzialni za mobbing, wypalenie zawodowe i masowe bezrobocie też nie poczuwają się do żadnej osobistej winy. W liberalnej gospodarce kapitalistycznej nikt już w tych sprawach nie wydaje rozkazów. Są one ubocznym skutkiem „postępu” i nieodłącznym składnikiem „nowoczesności”. Wszystkiemu winna jest bezosobowa „niewidzialna ręka rynku”, „relacja cen importowych do eksportowych”, presja na obniżenie „kosztów”, wymogi „efektywności”, notowania na giełdzie, które wszystkie razem mają prowadzić do wykluczenia jakiegokolwiek związku intencji i woli realnych przedstawicieli kapitału z nieszczęściami ludzi pracy. No, ale głównym winnym wszystkiego pozostaje… demotyczny Putin…
W warunkach neoliberalizm następuje coraz wyraźniejsza sprzeczność pomiędzy dążeniem do depersonalizacji odpowiedzialności za negatywne skutki dla mas pracujących i czerpaniem ogromnych korzyści prywatnych przez neoliberalnych menagerów i polityków. „W 1990 r. Sweezy zauważył: »osoby zasiadające w zarządach [korporacji]« są »w coraz większym stopniu ograniczane i kontrolowane przez – działający za pośrednictwem globalnej sieci rynków finansowych – kapitał finansowy«. Dlatego »prawdziwej władzy« należy szukać »nie tyle w gabinetach dyrektorów przedsiębiorstw, co na rynkach finansowych«”[16]. Ale sprawa staje się jasna i można wskazać siły społeczne posługujące się „niewidzialną ręką rynku”, jeśli uwzględni się dochody i koncentrację bogactwa w rękach określonych grup społecznych. „W 1976 r. na najbogatszy 1 % gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych przypadło 9 % uzyskanych w kraju dochodów; do 2007 r. udział ten wzrósł do 24 %. […] W 2007 r. jeden tylko menadżer funduszu hedgingowego, John Paulsen, »zarobił« 3,7 mld USD, ok. 74 tys. razy więcej niż wynosi mediana dochodu gospodarstw domowych w USA. Między 1989 a 2007 r., udział całkowitego majątku znajdującego się w posiadaniu 5% najbogatszych Amerykanów wzrósł z 59 do 62 %, znacznie przewyższając majątek pozostałych 95 % populacji. […] Ta rosnąca nierówność w rozkładzie dochodów i majątku w erze finansjeryzacji przyjęła formę rosnącego rozziewu »między osobami bogatymi w aktywa a ubogimi w aktywa«. To właśnie »wymuszone oszczędności« tych ostatnich pomagają pomnożyć wygórowane zyski pierwszych”[17].
Hitlerowcy aby osiągnąć swoje cele stworzyli wrogów w postaci Żydów i komunistów oraz skomplikowany system ich prześladowania, ścigania i mordowania. Ci „wrogowie” stali się ofiarami, wywłaszczonymi z własnych majątków, siły roboczej i historii. Współcześni menedżerowie dzięki tworzonym iluzjom finansowym, ukrywaniu zysków i dochodów, przeprowadzaniu fikcyjnych transakcji, ukrywaniu rzeczywistej kondycji finansowej firm, spekulacji akcjami – osiągają dochody sięgające dziesiątków i setek milionów dolarów, uwłaszczają się kosztem wywłaszczenia z majątku licznych drobnych posiadaczy akcji, współpracujących z korporacjami przedsiębiorstw, funduszy emerytalnych, robotników i pracowników. „W gospodarce kapitalistyczno-rynkowej samouwłaszczenie za pomocą kunsztu tworzenia pomysłowych fikcji i kunsztu manipulowania prawem, które jest zawsze obciążone większą lub mniejszą dozą fikcji i wieloznacznych formuł, polega na zdobyciu możliwie największej wielkości pieniądza i maksymalnej humanizacji warunków pracy i życia klas kierowniczych gospodarki”[18]. Struktury nazistowskiego systemy represji i zagłady oraz neoliberalnego systemu wyzysku nie była w stanie stworzyć i kierować nim osamotniona osoba, gdyby nie miała poparcia całych rzesz zainteresowanych w tym osobników. Dlatego dalej dodawał, że „W materializację istniejących tylko na papierze idei byli zaangażowani nie tylko wielcy menadżerowie, lecz także ich kontrolerzy, audytorzy, czyli wysokiej klasy profesjonalni rewidenci ksiąg finansowych”[19], czego nie czynili oczywiście bez odpowiednio wysokiego wynagrodzenia.
Hitlerowcy do uśmiercania więźniów obozowych mieli bezbarwny Cyklon B, który nie pozostawiał u ofiar żadnych zewnętrznych śladów duszenia i skurczów, „oszczędzał im cierpień”, a współcześni neoliberałowie do uśmiercania ludzi pracy mają „niewidzialną rękę rynku”. Tak jak Cyklon B wpłynął uspakajająco na oprawców, gdyż trując ofiary nie musieli, jak przy rozstrzeliwaniu, patrzeć im w oczy i nie byli obryzgiwani ich krwią i mózgami, tak również „niewidzialna ręka rynku” zrzuca winę na „ekonomiczną konieczność”, na „prawa człowieka”, na „demokrację” i nie pozostawia widocznych śladów, ani odcisków palców, pozostaje jednak ręką burżuazyjnej oligarchii. Neoliberalni menagerowie i politycy do uśmiercania ludzi mają prywatyzację służy zdrowia, długie kolejki do lekarzy specjalistów, drogie leki i niskie renty i emerytury.
Niektórzy dziennikarze, ekonomiści, politycy i filozofowie biorą aktywny udział w „uspakajaniu” niezadowolonego z neoliberalnej polityki społeczeństwa. Postępują podobnie jak matki w obozie, które przeczuwając zagładę, w drodze do komory gazowej uspakajały swoje dzieci i żartowały z nimi. Te, które histeryzowały i krzyczały były zabijane od razu gdzieś w niewidocznym miejscu… Neoliberalni politycy do uspakajania mas mają religie i kościoły ze zdemoralizowanym klerem, które obiecują raj po śmierci…
Współcześni kapitanowie neoliberalizmu, obrońcy praw człowieka i demokracji, przeciwnicy zmian klimatu, mają w sobie coś z Rudolfa Hössa, który patrząc na okropieństwa obozowego życia, chociaż buzowało w nim wewnętrzne oburzenie, nie okazywał tego, aby nie demoralizować podwładnych i był dumny ze swojej wytrzymałości. Choć robił to niechętnie, zawsze stał w pierwszym szeregu obserwującym egzekucje, godzinami oglądał wyciąganie i palenie zwłok, wyrywanie zamordowanym zębów i obcinanie włosów. Pisał: „Musiałem bardzo panować nad sobą, aby pod wpływem wzburzenia spowodowanego powyższymi przeżyciami nie dać po sobie poznać wewnętrznych wątpliwości i przygnębienia. Musiałem wydawać się zimnym i bez serca w okolicznościach, w których każdemu czującemu po ludzku kurczyło się serce. Nie wolno mi się nawet odwrócić, gdy ogarniało mnie naturalne ludzkie wzburzenie. Musiałem chłodno przyglądać się, gdy matki szły do komór gazowych ze śmiejącymi się lub płaczącymi dziećmi. […] Musiałem czynić to wszystko, ponieważ byłem osobą, na którą wszyscy patrzyli, ponieważ musiałem wszystkim okazać, że nie tylko wydaję rozkazy i zarządzenia, lecz także jestem gotów wszędzie być przy ich wykonywaniu, jak tego wymagam od swoich podkomendnych”[20]. Chociaż Höss nikogo osobiście nie maltretował i nie zabił, to kierowanie obozem zagłady traktował jak służbę na froncie. Głodowe warunki w obozie musiały działać równie porażająco, jak salwy armatnie i ofensywy czołgowe. „Nie wolno mi było pozwolić sobie na jakiekolwiek uczucia, które mogłyby temu przeszkodzić. Musiałem być jeszcze bardziej twardy, zimny i bezlitosny wobec niedoli więźniów. Widziałem wszystko zupełnie dokładnie, często zbyt realnie, nie wolno mi było jednak się temu poddawać. Na drodze tej nie wolno mi było zatrzymać się na skutek czegoś, co ginęło po drodze. Wszystko, co stało na drodze do osiągnięcia ostatecznego celu wygrania wojny, stawało się bez znaczenia”[21].
Höss zrozumiał to wszystko w polskim więzieniu i okazał skruchę, gdy po zakończeniu wojny stanął przed Najwyższym Trybunałem Narodowym. Współcześni kapitanowie neoliberalnego kapitalizmu nie mają jeszcze tak głębokich wyrzutów sumienia, a światowy kryzys finansowy rozpoczęty w 2007 roku i wybuch wojny na Ukrainie w 2022 roku traktują jako przypadki i „wypadki przy pracy”. Reklamują się i swoje sumienia uspakajają wspierając akcje charytatywne, które zbierają mniej pieniędzy, niż pracownicy jednego ministerstw przyznają sobie rocznych nagród, a ponadto maskują błędy i ukrywają rzeczywiste intencje aparatów rządowych.
Esesmani byli dumni ze swych czarnych mundurów. Kapitanowie neoliberalizmu i politycy są dumni ze swych garniturów od Armaniego, czy zegarków firmy Hublot, Ulysse Nardin, z których każdy kosztuje tyle, co roczna pensja niejednego Polaka. Dlatego Zełenskiemu, który w wojskowych koszulkach i sweterkach pozował na Che Guevarę, zostało to wypomniane jako obraza dla Gabinetu Owalnego w Białym Domu, chyba tylko dlatego, że nie chciał od razu zgodzić się na jawne ograbienie Ukrainy z bogactw naturalnych i infrastruktury.
Negatywny przykład traktowania demokracji oraz mas wyborców, idzie niestety od największego mocarstwa. Samir Amin należał do niewątpliwych przeciwników Georga W. Busha. Poddał w wątpliwość uczciwość jego dojścia do władzy w kraju, w którym idee społeczeństwa obywatelskiego były i są instrumentalnie stosowane, ale kampanie wyborcze przybierają postać święta i kolorowego karnawału. Porównał Busha do Hitlera, USA do Niemiec hitlerowskich, FBI-CIA do Gestapo, traktowanie ONZ przez USA do traktowania Ligi Narodów przez Hitlera, militaryzm USA do militaryzmu III Rzeszy i zarzucił stawianie „siły ponad prawem”. Uważał, że Stanami Zjednoczonymi rządziła „junta zbrodniarzy wojennych, która doszła do władzy dzięki swego rodzaju zamachowi stanu, w wyniku wyborów, których ważność jest wątpliwa (ale przecież Hitler został wybrany zgodnie z prawem!). Po nowym pożarze Reichstagu (11 września) owa junta dała swej policji uprawnienia porównywalne z tymi, w jakie kiedyś wyposażone było Gestapo. Junta ma swoje Mein Kampf (Narodową Strategię Bezpieczeństwa)”[22]. Krytykował przy tym same zasady prawa wyborczego, zgodnie z którymi Bush został wybrany prezydentem, chociaż otrzymał o pół miliona głosów obywateli mniej niż jego rywal Al Gore. Jest to w pełni zgodne z istotą społeczeństwa obywatelskiego, w którym rządzić może lepiej zorganizowana mniejszość. Donald Trump deklarujący jak swój cele walkę z Deep State – poprzez swoje sprzeczne wypowiedzi, pozostaje dla niektórych zagadką…
Edward Karolczuk
Przypisy:
[1] K. Marks, Inauguracyjny manifest Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 16, Książka i Wiedza, Warszawa 1968, s. 12.
[2] K. Marks, Zarys krytyki ekonomii politycznej, Książka i Wiedza, Warszawa 1986, s. 175.
[3] Tamże, s. 176.
[4] Tamże, s. 177.
[5] Tamże, s. 178.
[6] Dani Rodrik, Paradoks globalizacji, demokracja i przyszłość światowej gospodarki, tłumaczenie Jan Szkudliński, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2024, s. 79. PDF
[7] Hannah Arendt, Odpowiedzialność i władza sądzenia, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 140.
[8] Rudolf Höss, Autobiografia Rudolfa Hössa komendanta obozu oświęcimskiego, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1989, s. 179-180.
[9] Tamże, s. 178.
[10] Tamże, s. 184.
[11] Tamże, s. 179.
[12] Jacek Tittenbrun pisał: „Termin »pracodawca« opatrujemy cudzysłowem, ponieważ stanowi on najbardziej zdradliwą i szkodliwą, bo niedostrzegalną postać ideologii – jeśli ktoś tu daje pracę, a bardziej precyzyjnie – siłę roboczą, to pracownik, a ten kto dzierżawi jego siłę roboczą, »daje« co najwyżej miejsce pracy; zwrot »daje« został z kolei umieszczony w cudzysłowie ze względu na to, że nie mamy tu wszak do czynienia z działalnością charytatywną; gdyby właścicielowi się to nie opłacało, to niczego by nie »dawał«. I też istotnie wymogi rentowności często sprawiają, że bramy zakładu pozostają zamknięte lub otwierają się tylko po to, by wypluć na bruk zbędną z tego punktu widzenia nadwyżkę osobowych czynników gospodarowania”. Jacek Tittenbrun, Gospodarka w społeczeństwie. Zarys socjologii gospodarki i socjologii ekonomicznej ujęciu strukturalizmu socjoekonomicznego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s. 92.
[13] Antoni Kępiński, Refleksje oświęcimskie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005, s. 80.
[14] Rudolf Höss, Autobiografia Rudolfa Hössa…, jw., s. 182.
[15] Antoni Kępiński, Refleksje oświęcimskie, jw., s. 81.
[16] John Bellamy Foster i Robert W. McChesney, Kryzys bez końca. Jak kapitał monopolistyczno-finansowy wywołuje stagnację i wstrząsy od Stanów Zjednoczonych po Chiny. Przełożył Grzegorz Konat, Książka i Prasa, Warszawa 2014, s. 119.
[17] Tamże, s. 126-127.
[18] Kozyr-Kowalski Stanisław, Uniwersytet a rynek, Wydawnictwo UAM, Poznań, 2005, s. 76.
[19] Tamże, s. 78.
[20] Rudolf Höss, Autobiografia Rudolfa Hössa…, jw., s. 151.
[21] Tamże, s. 142.
[22] Samir Amin, Wirus liberalizmu. Permanentna wojna i amerykanizacja świata, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2007, s. 91.