W drodze do zazbrojenia


Polska ma nowy kult cargo. Najpierw jego obiektem był F-35. Teraz jest nim amerykański lotniskowiec z napędem atomowym Gerard R. Ford. Na nim jak leci: śmigłowce, myśliwce, samoloty wczesnego ostrzegania i walki elektronicznej, 180-kilogramowe drony. Ma nawet na pokładzie psa rasy labrador.

Takie dziwy, dzięki uprzejmości obecnego ambasadora USA w Polsce Marka Brzezinskiego, mogło obejrzeć kilku polskich generałów. Oni przecież nie mają swojej floty. Tubylec może się też cieszyć funkcją zastępcy dowódcy w Forcie Knox. Pełni ją jeden z polskich oficerów, przyrównany przez reportera TVNu w patriotycznym wzwodzie do Kaźmierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszki. Kupa radości dla blisko 93 proc. rodaków.

Teraz nie tylko kościół broni tzw. wartości. Również czyni to NATO, zdaniem rzutkiego ambasadora amerykańskiego mocarstwa. Te wartości to demokracja, prawa człowieka, praworządność. Same czułe słówka, za którymi przepadają „wolne” media. Trochę mniej media „narodowe’, ale plus, minus wychodzi z tego intelektualne zero. Jakim wartościom naprawdę służy NATO? Zobaczmy, dlaczego hojną ręką płyną zamówienia do szczęśliwych producentów uzbrojenia: Northrop Grummana, Lockheed Martina czy Raytheona.

Wydatki na wojsko w obiegu kapitału

Chyba nie przekracza zdolności umysłowych polskich generałów i ich cywilnego szefa zrozumienie, jak funkcjonuje współczesna gospodarka kapitalistyczna. Zapewne wiedzą, że od lat 70. XIX wieku prym w niej wiodą spółki akcyjne. Obecnie to wielkie korporacje.

Dawne firmy rodzinne przekształciły się w poddostawców i zleceniobiorców molochów. Stało się to za sprawą powstania rynków długoterminowych długów i papierów wartościowych: akcji, obligacji, teraz finansowych produktów zabezpieczających (hedgingowych). To bijące serce Systemu, bijące coraz szybciej, bo rośnie jałowy obrót kapitałem pieniężnym. Coraz bardziej odrywa się on od inwestycji przemysłowych. To tzw. finansjeryzacja. Powstały oligopole w rentownych sektorach gospodarki.

Wbrew mitologii konfederata Mentzena, to nie mechanizm rynkowy rozdziela powstającą w gospodarce nadwyżkę. Górą są monopoliści, którzy ustalają wielkość marży zysku. Także nie produkują oni lepszego oprogramowania, tylko wykupują konkurentów na giełdzie. Co więcej, nie są one zmuszane do eliminacji nadmiaru mocy produkcyjnych. A to stanowi główne źródło stagnacji zglobalizowanego, oligopolistyczno-finansowego realnego kapitalizmu, jedynego kapitalizmu, jaki znamy.

Problem mają zyskobiorcy. To tzw. problem absorpcji nadwyżki, przekształcania wartości dodatkowej w pieniądz. Michał Kalecki odkrył, że to inwestycje odgrywają kluczową rolę w tym procesie. I tu pojawiają się wydatki militarne, obok wydatków „marnotrawnych”: na reklamę, marketing, próżniaczą konsumpcję oligarchów, wykwity biurokracji, podbój kosmosu i podróże do symbolicznego dna… oceanu.

Dlaczego amerykańskie państwo przeznacza już prawie bilion dolarów na wojsko? Prywatne w większości korporacje zbrojeniowe otwierają w banku kredyt, by zrealizować zamówienie, np. na lotniskowiec Gerard Ford. Zakupują w innych firmach potrzebne projekty, komponenty, maszyny, prace konstrukcyjne; płacą własnym pracownikom uczestniczącym w tym projekcie.

Firmy zewnętrze uzyskują dochody, które ostatecznie stają się depozytami banków. I koło się zamyka. Koniunktura trwa, bije licznik wzrostu gospodarczego, będą podatki i zadowoleni wyborcy. A czy kolejne generacje broni zostaną zużyte w operacjach humanitarnych, czy w Ukrainie, czy ostatecznie wylądują na pustyni Arizony – ma drugorzędne znaczenie. Chodzi o to, aby nie znalazły się w sklepie z (autentycznym) szyldem; „Jezus cię kocha – skup i sprzedaż broni”.

Ma natomiast znaczenie, czy wydatki militarne mają miejsce w gospodarce centrum systemu, czy na jego peryferiach. W centrum systemu, jak w przypadku USA, mogą one wspierać postęp techniczny, podnosić konkurencyjność gospodarki.

Pentagon i różne jego wyspecjalizowane fundusze (jak DARPA, Sematech w połowie finansowany przez Pentagon) wspierały powstanie nowoczesnych technologii: radaru, układów scalonych, stron www., przemysłu półprzewodnikowego. Obecnie przygotowują kraj do zimnej wojny 2.0, wojny z Chinami. Tu pojawiają się finansowane przez DARPA badania nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji i autonomicznych systemów uzbrojenia (autonomiczne statki, samoloty, łodzie podwodne). Coraz bliższa realizacji jest wizja komputerów rozmieszczonych na polu bitwy, które komunikują się ze sobą i koordynują swoje działania. Są więc kraje zdolne autonomicznie rozwijać potrzebną przemysłowi i armii technologie, i kraje niesuwerenne technologicznie – niezależnie od tego, co plotą o tzw. suwerenności. Zresztą cała Europa pod względem sztucznej inteligencji nie jest autonomiczna, podobnie jak w technologii półprzewodnikowej.

Inną wagę mają zakupy na kredyt w kraju peryferyjnym jak obecnie w Polsce – zbrojenia wypierają tu inne, jeśli nie ważniejsze wydatki: na ochronę zdrowia, edukację, prace badawczo-rozwojowe, itd. Znaj więc proporcjum, mości panie Błaszczak.

Do kogo trafiają pisowskie wydatki na broń?

Chcąc nie chcąc polska soldateska podtrzymuje trwanie obecnego ładu światowego. Tym samym utrwala swój peryferyjny status. Widzimy to na przykładzie zapowiadanej inwestycji Intela w jedną z faz produkcji chipów. Fircyk w zalotach do zagranicznego kapitału cieszy się z powstania dwóch tysięcy miejsc pracy w polskiej strefie specjalnej. Ale nie mówi, że 1/3 kosztów dużej, bo szacowanej na 4,6 mld dol. inwestycji, pokryje publiczne wsparcie. Dołoży się do niej m.in. niedoszły pacjent powiatowego szpitala czy innej wyspecjalizowanej placówki zdrowia? Zyski z inwestycji zostaną wytransferowane za granicę do centrum systemu, podobnie jak 3 proc. polskiego PKB. Zapewne część trafi do rajów podatkowych. Napływ dochodu z bezpośrednich inwestycji zawsze przewyższa co najmniej trzykrotnie nakłady, ponadto zwiększa udziały w lokalnych gospodarkach. Te dodatkowe zyski monopolistyczne trafiają ostatecznie na konta właścicieli, udziałowców korporacji, zwykle pochodzących ze Stanów Zjednoczonych i Zachodniej Europy. Korporacje bowiem mają charakter międzynarodowy, jeśli chodzi o zasięg działania, ale ich struktura właścicielska charakteryzuje się przynależnością narodową, podobnie jak top management. Według badań szwajcarskich specjalistów, tylko 737 grup finansowych kontroluje 80 proc. kapitału korporacyjnego.

Ich trzonem jest zaledwie 147 grup, które kontrolują 40 proc. tego kapitału. Należą do nich tacy operatorzy pieniężnego kapitału jak JPMorgan, Bank of America, Citygroup, Goldman Sachs, HSBC, Deutsche Bank, Santander. Ich zasoby stanowią blisko 2/3 światowego PKB, a posiadacze tych zasobów to wielka finansjera naszych czasów. Stając się wierzycielami państw wielka finansjera, może kontrolować ich politykę gospodarczą (stopy procentowe, kurs walutowy, strukturę podatków). Kontroluje, bo może odpowiednio dawkować swoje „zaufanie” jako inwestorów czy wierzycieli, a tylko kilkudziesięciu miliarderów posiada więcej bogactwa niż biedniejsza połowa ludzkości. Stają się oni ważniejsi niż obywatele i wyborcy, tym samym obsługa długu staje się ważniejsza niż usługi publiczne.

W ten sposób wymuszają systemową dysfunkcjonalność 195 państw narodowych. W tej sytuacji globalne Południe, kraje peryferyjne jak Polska, stają się dla wielkich korporacji Triady dostarczycielami taniej pracy, surowców, minerałów, miejscem składowania odpadów, głównie elektronicznych czy chemicznych. Dlatego nie może dziwić kwestionowanie tego imperialnego, neoliberalnego ładu przez byłe kraje kolonialne. Niektóre z nich mają własną narodową strategię rozwoju z dużą rolą państwa jak Chiny, Indie czy Brazylia. A warunkiem tego jest coraz większa autonomia w zakresie nowoczesnych technologii. Pisuaria natomiast płaci za stacjonowanie zagranicznych, zaciężnych gości.

Dodatkowo, jeśli nawet zwiększa bezpieczeństwo dziś budując fort Polanda (jeśli zagrożenia są realne, a nie podyktowane strategią protektora) – jednocześnie osłabia jego podstawę w przyszłości. A podstawą jest zawsze odpowiednio rozwinięta i konkurencyjna gospodarka. W Polsce rośnie PKB, ale nie zmienia się struktura przemysłu. Nawet na horyzoncie nie widać Izery. Tymczasem zacofaną technologicznie gospodarkę Polski Ludowej stać było na samodzielnie wyprodukowanie 392 mln układów scalonych rocznie.

W obronie status quo

Każdy naród ma własną mitologię, tym bardziej, że pustosłowie nic nie kosztuje. Amerykanie otaczają kultem ideały wolności i równości (liberalnej), którą uosabiają ojcowie założyciele: Thomas Jefferson i George Washington. Lecz 20 proc. ówczesnej populacji, ponad 600 tys., to zniewoleni Afrykanie. To dzięki ich pracy powstawało główne źródło dochodu – eksport bawełny i tytoniu. Podobnie zresztą jak źródło utrzymania dwóch wyżej wymienionych patronów niepodległości.

Washington był drugim w kolejności krezusem swego pokolenia. I to podbój amerykańskiego kontynentu posłużył za wzór innym Europejczykom (później Japończykom) w opanowywaniu terra nullius dla osadnictwa białych ludzi: od Syberii na północy do Australii na południu. Tradycja zobowiązuje.

Obecnie to NATO podtrzymuje ład zapewniający uprzywilejowaną pozycję dawnym krajom kolonialnym i jej elicie finansowej – globalnym rentierom, wielkiej finansjerze. Tworzą one teraz centrum Systemu, Triadę, Międzynarodówkę G-7 i jej agendy: WTO, Bank Światowy i MFW. Dominująca pozycja bogatego centrum to efekt kilku monopoli. Tu znajduje się centrum finansowe Wall Street. Na konta banków i funduszy inwestycyjnych trafia tu nadwyżka świata via londyńskie City, regionalne giełdy Europy i Azji. Udzielane pożyczki, kredyty w dolarach pozwalają kontrolować politykę gospodarczą peryferii. Tu w Dolinie Krzemowej powstały technologie cyfrowe i chipy decydujące obecnie o konkurencyjności poszczególnych wyrobów i gałęzi przemysłu.

Dzięki tantiemom z praw własności intelektualnej patentów można nieźle żyć, a nawet prosperować. Zgromadzony sępi kapitał pozwala decydować o dalszym rozwoju cywilizacji bez oglądania się na kryzys klimatyczny. To także zorganizowana kontrola informacji i myśli akademickiej. No i w końcu monopol militarny: najnowocześniejsze bojowe samoloty, lotniskowce, rakiety i ich głowice jądrowe. W sumie, i w wydatkach na zbrojenia, i w arsenałach tylko same Stany Zjednoczone mogłyby się samodzielnie przeciwstawić kolejnym dziesięciu armiom działającym zespół w zespół.

Może ambasador Brzezinski o tym zapomniał, ale najnowocześniejsza broń zawsze służyła Europejczykom do ekspedycji karnych wobec narodów niecywilizowanych: dzikusów, barbarzyńców, rebeliantów, terrorystów. Niepokorne społeczeństwa trzeba było przywołać do porządku.

Do tego służyły bombardowania tubylczych wiosek przez wojska Anglii, Włoch, Francji, Anglii, Hiszpanii – od Szafszawanu do Guerniki: w Somalii, Iraku, Etiopii, Libii, Maroku, Syrii itd. Była to skuteczna strategia, bo „śmierć wielu ludzi najsilniej wpływała na „morale” nieprzyjaciela”, pisze wybitny szwedzki eseista, pisarz, nauczyciel akademicki Sven Lindqvist w błyskotliwej książce „Już nie żyjesz. Historia bombardowań”. Bez skrępowania posługiwano się „metodami siania terroru”: bombami z opóźnionym zapłonem, bombami fosforowymi, kolczatkami kaleczącymi ludzi i bydło, ropą naftową do zatruwania studni, poprzednikami napalmu. Marzeniem była zawsze superbroń, która ostatecznie zakończy wszystkie wojny.

Polskie jastrzębie i jastrząbki wszystkich formacji od prawicy do lewicy to zaledwie mali pomocnicy Wuja Sama. Żeby chociaż wiedzieli, co czynią. Przecież tylko w wyniku zbiegu okoliczności, jakim był upadek realnego socjalizmu, udało się przesunąć w kolejce do antyszambrowania w Waszyngtonie. Pisuaria praktycznie bez żadnego sprzeciwu manipuluje strachem przed Rosją, by spełniać swoje przepocone sny o mocarstwowości, o roli lidera Inicjatywy Trójmorza.

A Polska jak była, tak jest gospodarczym zadupiem. A świadczy o tym też sposób budowy fortu Polanda, niemalże taki sam jak cesarza Jeana-Bedela Bokassy: to zakupy na kredyt w magazynach patrona. Brakuje jeszcze „brygad moralności”, ale są już czujne patrole policji, przynajmniej w Krakowie. Wybór wciąż marny: albo narodowo-katolicki skansen prawicy, albo strefa specjalna nadwiślańskich liberałów, albo fort Polanda prawie w zamorskim stanie słabnącego mocarstwa.

Pocieszająca wiadomość jest taka, że bezpieczeństwem naszych guzików nie zajmuje się minister Sasin, tylko szeryf Błaszczak.

Tadeusz Klementewicz

Pozostaw odpowiedź

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.