Czy kryzys marksizmu?


Marxism_in_crisisMówiąc dzisiaj o kryzysie marksizmu i o pewnej otaczającej go aurze zawodu, trzeba odróżniać dwie rzeczy – jego funkcję ideologiczną i funkcję poznawczą. Choć teoretycznie winny być one ze sobą ściśle splecione, a w idealnej postaci – wzajemnie się wspierać, to jednak ich odróżnianie jest sensowne, gdyż dotyczą one dwóch różnych dziedzin. Jedna łączy się z bezpośrednim działaniem politycznym, druga zaś z obiektywnym badaniem naukowym rzeczywistości społecznej.

Nierzadko spotyka się głosy, że funkcja ideologiczna niepodzielnie zdominowała marksizm, że w niej właśnie najbardziej przejawiała się jego dynamika, o wiele zaś mniej w sferze diagnoz wartościowych i prognoz naukowych. Niektórzy wręcz twierdzą, że marksizm nie oferuje żadnej szczególnej wiedzy o funkcjonowaniu życia społecznego, a jeśli nawet odzwierciedlał trafnie pewne sytuacje społeczno-ekonomiczne w XIX wieku, to nie odnosi się to do współczesności.

Nietrudno będzie udowodnić, że jest właśnie odwrotnie. W marksizmie można odnotować znaczne niepowodzenia w ideowym przewodzeniu sprawnemu działaniu politycznemu. Marksistowska analiza rzeczywistości święciła zaś triumfy, ukazując przetrwanie albo nawet nasilanie się tendencji odkrytych przez Marksa. Na tym polegał dramat, że nawet najwięksi praktycy i przywódcy ruchu robotniczego lekceważyli przestrogi, bądź nie dość głęboko analizowali konsekwencje wypływające z teorii marksistowskiej.

Już w okresie II Międzynarodówki jej przywódcy i teoretycy (w tym nawet Engels) przedwcześnie obiecywali rewolucję w najbardziej rozwiniętych krajach Europy Zachodniej, co zawiodło w decydującym momencie wybuchu I wojny światowej. Partie socjaldemokratyczne Europy nie przyszły w sukurs rewolucji w Rosji, a wybitni teoretycy, np. Kautsky, pisali na nią odrażające paszkwile. Nawet Róża Luksemburg, choć najostrzej potępiła za to niemiecką socjaldemokrację, nie miała jasności co do istoty tej rewolucji. Nie dość precyzyjnie i niezbyt jasno określono warunki i szanse budowy socjalizmu w jednym, izolowanym kraju – dyskusja teoretyczna między Trockim, Bucharinem i Stalinem nie była doprowadzona do końca, stała się przedwczesną próbą sił. Skazało to w jakiś sposób ideologię młodego państwa radzieckiego, jak również całej III Międzynarodówki, na wysnuwanie wniosków i opracowywanie strategii przy daleko niepełnym teoretycznym rozeznaniu. Nie w pełni dostrzeżono niebezpieczeństwo faszyzmu, zbywając je nader często określeniami typu „przedśmiertne drgawki ginącego systemu”.

Niestety, również polski, powojenny marksizm – i to w dużym stopniu za sprawą tak skądinąd świetnego teoretyka ekonomii, jakim był Oskar Lange – stał się metodą bardziej uzasadniania ex post konieczności nastania socjalizmu, aniżeli metodą dostarczania teoretycznej oprawy dla kluczowych problemów jego rozwoju. Zaniedbano od strony teoretycznej najbardziej fundamentalny problem: jak budować socjalizm w warunkach konieczności rywalizowania z wciąż prężnym kapitalizmem. W związku z tym w praktyce politycznej dysponowano ideologią „splendid isolation” albo drugą skrajnością, gdy pierwsza zawiodła: niekontrolowaną ekonomiczną osmozą. Nie pomógł w rozumieniu tego, co mogłoby z tego wyniknąć, twórczo wykorzystany i uwspółcześniony Lenin, ale dopiero smutne doświadczenie. Jeżeli jednak marksizmem posługiwano się przede wszystkim do uświęcania dokonywanych przemian, zamiast przygotowywać i kształtować przyszłe przemiany, w coraz bardziej komplikującym się świecie, to jego funkcja ideologiczna i funkcja poznawcza nieuchronnie zaczynały żyć coraz bardziej własnym, osobnym życiem.

A tymczasem marksizm w swej czysto teoretycznej, poznawczej funkcji przeżywa wielki, choć gorzki triumf. Gorzki, ponieważ to, co mogłoby ucieszyć Marksa-naukowca, musi być dramatem Marksa-rewolucjonisty. Marks-naukowiec opisał fundamentalne prawidłowości systemu opartego na prywatnej własności środków produkcji, którego motorem rozwoju jest kapitał. W dwudziestym trzecim rozdziale pierwszego tomu dzieła zatytułowanego właśnie „Kapitał” sprecyzował konsekwencje mechanizmu funkcjonowania opartej nań ekonomii, który nieuchronnie sprawia, iż akumulacji kapitału na jednym biegunie towarzyszyć musi nędza i bogactwo na drugim. Zjawisko to, opisywane przez Marksa w skali jednego państwa, uległo dziś rozszerzeniu i nasileniu w skali całego świata, objętego oddziaływaniem kapitału. Teoretyk Marks może być słusznie uważany za jednego z największych odkrywców praw naukowych życia społecznego. Rewolucjonista Marks, jeszcze przed napisaniem „Kapitału”, w „Manifeście komunistycznym” przewidywał zwycięską rewolucję, która chyba nie nastąpi nawet w sto pięćdziesiąt lat po ukazaniu się „Manifestu komunistycznego”.

Dziś, w encyklice „Sollicitudo rei socialis”, papież konstatuje stan głęboko rozdartego przez mechanizmy ekonomiczne współczesnego świata. Choć nie wspomina o zasługach Marksa i nawet porzuca używane jeszcze w „Laborem exercens” kategorie pracy i kapitału, to nie ulega wątpliwości, że opisany w niej świat „mechanizmów ekonomicznych, finansowych i społecznych, które chociaż są kierowane wolą ludzi, działają w sposób jakby autonomiczny, umacniają stan bogactwa jednych i ubóstwa drugich”1, to świat zbadany po raz pierwszy przez Marksa, a dla okresu imperializmu – przez R. Hilferdinga, R. Luksemburg i W. Lenina.

A jednak papież żadnych rewolucyjnych wniosków z tego nie wyciąga, wręcz przeciwnie, przechodzi od krytyki „kapitalizmu liberalnego” do krytyki „kolektywizmu marksistowskiego”. Oczywiście, krytyka ma tu inny ciężar gatunkowy, tak jak w opinii papieża inny zupełnie rodzaj „zła” wytwarza ten system. Ale sam problem pozostaje: może marksizm jest mocny w stawianiu diagnozy, zawodzi zaś często w przepisywaniu terapii?

A może wystąpiło zjawisko tak normalne w każdej nowej nauce, która odnotowuje pierwsze sukcesy teoretyczne – lekceważenie trudności przejścia od diagnozy do terapii, niedostrzeganie, iż są to często dwa odrębne, niezwykle trudne problemy, dwie różne procedury? Sprawę komplikuje fakt, że marksizm, żyjąc sprawami świata i łącząc się z różnymi ruchami politycznymi, popada często pod presję wypowiadania sądów „na życzenie”, by ułatwić pewien kierunek oddziaływania ideologicznego. Jednocześnie, jeśli pewne ruchy polityczne, sprzymierzające się z marksizmem, są przez inne negatywnie oceniane (jak na przykład jawna wrogość między partiami komunistycznymi zachodniej Europy a trockizmem)2, zarysowuje się wówczas tendencja do przenoszenia uprzedzeń politycznych na rezultaty ustaleń teoretycznych, a nawet na samo podejmowanie pewnych problemów.

Rozwój marksizmu diagnostycznego, mimo wszystkie zahamowania i trudności przełożenia jego rezultatów na terapię, jest dziś zjawiskiem niezwykle znamiennym. Nieprzypadkowo jego centra znajdują się znowu na zachodzie Europy. Z diagnoz marksistowskich nie muszą wynikać terapie rewolucyjne, zdarzały się nawet przypadki wykorzystywania ich w celach kontrrewolucyjnych. Również dla nas, w codziennej współpracy z Zachodem, diagnozy zachodnioeuropejskich marksistów mogą być niezmiernie przydatne. Zawsze jest bowiem dobrze wiedzieć, w jakiej „kondycji” znajduje się partner, w czym można na niego liczyć, a kiedy trzeba mu bezwzględnie patrzeć na ręce.

Marksiści zachodni stawiają również pytanie o rewolucję u siebie, a przy okazji – wyrażają własne stanowisko wobec naszej rewolucji. Z konieczności powraca się wtedy do momentu, gdy pierwsza w świecie rewolucja socjalistyczna zaczęła umacniać swoje zdobycze i przeszła do pokojowego współżycia ze światem kapitału. Rewolucyjny marksizm, nawet jeśli jest to rewolucyjność czysto teoretyczna (nie towarzyszy jej praktyka współdziałania z klasą robotniczą w przygotowywaniu rewolucji), musi więc podjąć problem ustosunkowania się do myśli L. Trockiego. Trocki nigdy nie rezygnował z przygotowań do światowej rewolucji, choć radziecka ocena jego działalności teoretycznej i praktycznej zawsze była niezmiernie surowa3.

Jest więc swoistą ironią historii, że współczesny marksizm zachodni, i właśnie ten, który ma największe wpływy teoretyczne wśród inteligencji w dwóch najbardziej dotychczas „zatwardziałych” w swym antymarksizmie krajach, to znaczy w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych4, wraca dziś do koncepcji czterech klasyków marksizmu, przy czym tym czwartym – obok Marksa, Engelsa, Lenina – jest właśnie Trocki. Chodzi tu głównie o zasługi teoretyczne Trockiego, nie zaś o trockizm jako pewną tendencję polityczną, co zaznacza Perry Anderson; wynika to z globalnej perspektywy, jaką zawsze przyjmował Trocki, co ma sprawiać, iż „tylko ta tradycja okazała się zdolna do wypracowania dojrzałej koncepcji socjalizmu w skali światowej5.

Niczego dziś tak bardzo nie potrzebujemy, również i my w Polsce, jak spojrzenia na nasze sprawy z perspektywy światowej i zastąpienia naszego partykularno-prowincjonalnego sposobu myślenia myśleniem globalnym. Nasz sposób myślenia nie pozwolił w przeszłości, na przykład, na prawidłowe ukształtowanie stosunków gospodarczych, politycznych i kulturalnych zarówno ze światem kapitalistycznym, jak i często też z socjalistycznym. Bliższe poznanie myśli tego marksizmu, który niejako w sposób programowy wprowadza taką internacjonalistyczną perspektywę, pokazując jej płodność, staje się niezbędne dla usprawnienia i u nas transmisji pomiędzy marksistowskimi diagnozami a marksistowskimi terapiami. Już w swojej klasycznej pracy „Geschichte und Klassenbewusstsein” Georg Lukàcs widział w pojęciu całości oryginalny rys teorii marksistowskiej6. Jednak wtedy, gdy to pisał, marksizm sposobił się już do procesu podziału na marksizmy narodowe, utrzymujące ze sobą, niestety, coraz luźniejsze kontakty, mimo iż jego główny przeciwnik – świat kapitału coraz bardziej się internacjonalizował. Wpływ tego procesu na skuteczność diagnoz i konkretność zasilania ideologii i polityki wartościowymi analizami był katastrofalny.

Trudno się więc dziwić, że jednym z klasycznych dzieł marksizmu angielskiego stała się książka „rozliczeniowa”, przede wszystkim z tą formą, jaką marksizm przybrał na Zachodzie. Zaczynało go to niekorzystnie odróżniać od marksizmu z czasów II Międzynarodówki, gdy współuczestniczył on bezpośrednio w kształtowaniu polityki, co w podchodzeniu do tych kwestii wymuszało pewne reguły wspólne wówczas dla wszystkich jego najwybitniejszych przedstawicieli, nie tylko dla Lenina i Róży Luksemburg, ale również przez długi okres – i dla Plechanowa i Kautskiego. Międzynarodowy zakres działalności partii zrzeszonych w II Międzynarodówce wymuszał międzynarodowy zasięg dyskusji. Podnosiło to nie tylko ich poziom, coraz bardziej ukonkretniało związki z działalnością rewolucyjną, ale sprzyjało przyjęciu całościowej autentycznie marksistowskiej perspektywy. Autentyczny rewolucyjny marksizm trzymał się konsekwentnie tej perspektywy; najbardziej wyróżniającą się cechą rewizjonizmu Bernsteina była próba wprowadzenia – jak to trafnie określała Róża Luksemburg – „angielskich okularów” przerobionych na „okulary niemieckie”. I gdy poszczególne partie socjaldemokratyczne spojrzały na właśnie rozpoczętą wojnę, 4 sierpnia 1914 r., przez „narodowe okulary”, głosując za kredytami wojennymi i uświęcając frazeologią narodową partykularne interesy imperializmów niemieckiego, francuskiego, angielskiego i rosyjskiego, był to koniec II Międzynarodówki7.

Perry Anderson w swoich „Considerations on Western Marxism” surowo ocenia stan owego „zachodniego” marksizmu, traktuje marksizm II Międzynarodówki głównie jako „wschodni”, biorąc pod uwagę raczej miejsca urodzenia Lenina, Róży Luksemburg czy Kautskiego niż fakt, że jego centrum znajdowało się wtedy w Berlinie, gdzie miała swoją siedzibę główna, najsilniejsza i teoretycznie i politycznie, niemiecka partia socjaldemokratyczna. Tam właśnie swoje najlepsze rzeczy napisali i Kautsky, i Róża Luksemburg, Lenin i Plechanow, którzy z różnych powodów stale odwiedzali zachodnią Europę. Tak więc ten „wschodni” marksizm był w znacznej mierze również zachodni, natomiast w rozumieniu Andersona – „zachodni” marksizm to już taki, który nie tylko zerwał kontakty z Wschodem, ale pozrywał wzajemne kontakty, zamykając się w obrębie poszczególnych państw zachodnich, gdy znów Niemcy, Francuzi, Anglicy i Włosi zaczynali żyć własnym życiem intelektualnym, kontemplując wielkość własnych tradycji historycznych, intelektualnych i kulturowych, do czego zaczynali się przystosowywać teoretycy marksistowscy.

Niebezpieczeństwo polegało na tym, że zazwyczaj ta własna tradycja intelektualno-historyczna była jednocześnie tradycją burżuazyjną. Relację: międzynarodowy marksizm – międzynarodowa działalność proletariatu zastąpiono relacją determinującą jego najistotniejsze cechy: narodowy, izolowany marksizm – własna tradycja myśli burżuazyjnej.

Nawet Lukàcs, którego „Geschichte und Klassenbewusstsein” jest punktem przecięcia tych dwóch tradycji, nie był wolny od tego; jeszcze polemizujący o strategii rewolucji rosyjskiej z Różą Luksemburg8, ale już wprowadzający do teorii marksistowskiej elementy zaczerpnięte od Webera i Simmla. Niechęć Lukàcsa do stosowania dialektyki w odniesieniu do zjawisk przyrodniczych i filozofii przyrody, (rzecz nowa w marksizmie) nosi, zdaniem Andersona, piętno Lebensphilosophie i Diltheya. Anderson zauważa również, że Gramsci swój system tworzył w ścisłym dialogu z Benedettim Croce, zapożyczając od niego problemy, a także częściowo sposób ich stawiania i rozwiązywania. Szkoła Frankfurcka eksploatowała Freuda, zaś Sartre do swojego systemu egzystencjalizmu, który chciał łączyć z marksizmem, wprowadził jednocześnie Husserla i Heideggera. Nawet Althusserowi, który w pewnym okresie swojej twórczości mocno akcentował wątki leninowskie, Anderson wytyka zapożyczenie głównych pojęć, jak „cięcie epistemologiczne”, od Bachelarda i Canguilhema, używających ich przede wszystkim w sensie psychologicznym. Filozofię Althussera, tak często prezentującą się jako nowoczesny marksizm, zabarwia jeszcze Lacan, psychoanalityk – jak go określa Anderson – łączący freudowską ortodoksję z „domieszkami” Heideggera; podobnie Lucien Goldmann był pod wyraźnymi wpływami Piageta.

Z drugiej strony, poszczególni przedstawiciele myśli idealistycznej wywierali wpływ na marksistów w różny sposób: Bachelard wpłynął nie tylko na Althussera, zainspirował także Lefebvre’a, Sartre’a, Marcuse’a. Każdy z nich wyprowadzał przy tym z prac Bachelarda różne wnioski9.

Zjawisko przeplatania się myśli marksistowskiej z myślą burżuazyjną wiązało się ściśle z wprowadzaniem coraz to nowych pomysłów interpretacyjnych wywodzących marksizm z coraz to innej tradycji przedmarksowskiej. Pewne racje dla takich prób widzi Anderson w fakcie, że sam Marks dobrze znał własną bezpośrednią tradycję – filozofię niemiecką Hegla i Feuerbacha, mniej był natomiast obyty z tradycją filozofii Kanta, Hume’a, Kartezjusza, Leibniza, Spinozy, Tomasza z Akwinu. Wyprowadzanie marksizmu z tamtej tradycji można by uznać za godną pochwały operację teoretycznego wzbogacania marksizmu, gdyby nie fakt, że zazwyczaj łączyła się ona z odwracaniem się od potrzeb praktycznego stosowania marksizmu, wnosząc często do jego struktury całkowicie jej obce elementy i motywy ideologiczne, a nawet religijne.

Anderson widzi pierwszą większą interpretację tego typu, stanowiącą użycie przedmarksowskiego systemu myślowego dla skonstruowania własnego dyskursu filozoficznego, w wykorzystaniu Hegla przez Lukàcsa. W „Geschichte und Klassenbewusstsein”, dwie najważniejsze jego tezy teoretyczne wyprowadzone są od Hegla, a nie od Marksa. Dotyczy to tak ważnego problemu, jak ujmowanie proletariatu jako identycznego podmiotu–przedmiotu historii, którego świadomość klasowa ma przezwyciężyć względność wiedzy. Z okresu powojennego zwracają uwagę przykłady Sartre’a, wprowadzającego do marksizmu tradycję Kierkegaarda czy Della Volpego i Collettiego, protestujących przeciwko heglowskiej tradycji, ale za to wprowadzających do marksizmu tradycję Arystotelesa (Della Volpe) z powoływaniem się na Galileusza i Hume’a, podczas gdy Coletti, atakując Hegla restytuował Kanta, jako jedno ze źródeł historycznych pojawił się nawet Rousseau, Althusser natomiast sławił zasługi Spinozy w przygotowaniu niektórych wątków marksizmu10.

Jeżeli Anderson atakuje te tendencje bratania się marksizmu z teoriami, które Marks czy Engels poddawali z reguły ostrej krytyce pokazującej często wręcz przeciwstawność własnego stanowiska, to nie dlatego, by jakieś rewizje w tym zakresie nie mogły być uznane za możliwe. Ten ruch osmotyczny w stosunku do teorii poza- i przedmarksowskich występował jednak – i to jest zarzut podstawowy – jako namiastka rzeczywistego ruchu myśli w dwóch kierunkach, jakie naprawdę się liczą: ku rzeczywistości i praktyce. Rzec nawet można, że zaistniała zależność odwrotna. Liberalizm wobec teorii niemarksistowskich i historii filozofii przedmarksowskiej szedł bowiem w parze z odcinaniem się od samej rzeczywistości walki klasowej, często nawet z negowaniem jej istnienia. Tworzone teoretyczne hybrydy, niejednokrotnie wewnętrznie niespójne czy wręcz sprzeczne, nie nadawały się do praktycznego zastosowania.

Ta różnorodność inspiracji teoretycznych sprawiała, że nie tylko nie było międzynarodowej współpracy między marksistami tkwiącymi w tak różnych tradycjach, ale zauważanie wzajemnego istnienia polegało jedynie na lekceważących ocenach. Anderson przypomina skąpe i lekceważące uwagi Sartre’a o Lukàcsu, Adorno o Sartrze, ostre ataki Collettiego na Marcuse’a, pomieszanie w polemikach Gramsciego z Collettim przez Althussera, co świadczy zarówno o wzajemnej niechęci, jak i braku głębszego zainteresowania. Właściwie tylko Althusser i Lukàcs zyskali nieco większą międzynarodową sławę rzeczywistego oddziaływania11.

Zupełnie naturalna wydawać się musi w tej sytuacji ostatnia cecha, stanowiąca dziwne uwieńczenie drogi od rozważań czysto metodologicznych do wytworzenia pewnych nastrojów. Pierwszą cechą, jaką Anderson wymieniał było poświęcenie przez marksizm najwięcej uwagi nie analizom rzeczywistości, ale analizom samego siebie; metodologiczne rozważania wysunięto na plan pierwszy, co wyrażały nawet tytuły głównych dzieł tego marksizmu: „Rozum i rewolucja” Marcuse’a, „Logika jako pozytywna nauka” Della Volpego, „Problemy metody” i „Krytyka dialektycznego rozumu” Sartre’a, „Negatywna dialektyka” Adorno i „Czytanie »Kapitału«” Althussera. Zaczynano od metodologii, a kończono na pesymizmie, który był zawsze jak najbardziej obcy całej tradycji myśli socjalistycznej w ogóle, a marksistowskiej w szczególności. Ten pesymizm spostrzega Anderson już u Gramsciego, wskazując na jego „pesymizm intelektu, optymizm woli” i właśnie Gramsciego uważa za tego, który najlepiej wyraził nastrój intelektualny marksizmu zachodniego. Wszechobejmująca melancholia Szkoły Frankfurckiej dominowała nad wolą działania. Adorno i Horkheimer zaatakowali wręcz samo pojęcie dysponowania przez człowieka możliwościami gładkiego przechodzenia od panowania nad przyrodą do panowania nad społeczeństwem i wyjścia poza stan wyznaczany przez kapitalizm. Marcuse akcentował istnienie w człowieku utajonych możliwości wyzwolenia tylko po to, by z całym impetem zaatakować te same możliwości jako obiektywną tendencję w rzeczywistości i by stwierdzić, że klasa robotnicza nie jest już w stanie wyzwolić się samodzielnie z trybów systemu kapitalistycznego, w które została wciągnięta. Pesymizm Althussera i Sartre’a jest innego rodzaju i dotyczy samej struktury socjalizmu12.

Choć nie jest to optymistyczne, istotne są zastrzeżenia, które poczynił później Anderson, wskazując na to, że generalnie marksizm zachował krytycyzm wobec samego systemu kapitalistycznego i jego ideologii, jak również i na to, co było stroną jaśniejszą, iż zamieniając się w filozofię prowadził do wysubtelnienia myśli filozoficznej na nie spotykaną dotychczas w historii marksizmu skalę13. A więc marksizm nigdy nie tracił swojego generalnego celu krytyki społeczeństwa burżuazyjnego i krytykę tę nieustannie wysubtelniał, korzystając, na ile to było możliwe, z dorobku myśli burżuazyjnej. Nie jest to mało, niepoddanie się presji wszechobecnej, świetnie prezentowanej i reklamowanej myśli, która w burżuazyjnym świecie jest u siebie „w domu”, nie było łatwe. Że zaś nie była to myśl przygotowująca do rewolucji? To jest zarzut rzeczywiście istotny, ale uznać trzeba, iż warunki historyczne były wyjątkowo niesprzyjające. Najpierw rozdarcie myśli socjalistycznej między narodowe egoizmy w okresie I wojny światowej, następnie brak zachodniego odzewu na rewolucję rosyjską, upadek izolowanych również rewolucji niemieckiej i węgierskiej. Później burżuazja stała się mądrzejsza i w miejscach zagrożonych uruchomiła faszystowską blokadę, wykorzystującą rzeczywistą słabość ruchu robotniczego – który okazał się internacjonalistyczny tylko w deklaracjach – narodowy egoizm. W nazwie NSDAP pojawiają się dwa odniesienia narodowe („narodowa”, „niemiecka”) i dwa robotnicze („socjalistyczna”, „robotnicza”) – widomy znak do kogo miała ona przede wszystkim przemówić i w jakim kierunku nastawić robotników. W wyniku jej działalności i wpływu na państwo, proletariat zachodnioeuropejski, przede wszystkim niemiecki, austriacki, włoski, poparł znowu swoją narodową burżuazję w jej światowych, imperialistycznych ambicjach, mimo protestów partii komunistycznych, które po prostu zostały wyciszone, a ich przywódcy zlikwidowani.

W tych warunkach międzynarodowe kontakty marksizmu (które wydawały się czymś tak naturalnym w okresie II Międzynarodówki) musiały ulec zerwaniu. Brak realizacji hasła „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” pociągał za sobą rozbicie również marksistowskich intelektualistów, którzy nie mieli żadnego forum wymiany myśli i dogłębnego przedyskutowania własnych ocen i pomysłów.

Czy coś się zmieniło w tym zakresie? Perry Anderson uważa, że ostatnie dziesięciolecie przyniosło radykalne odnowienie marksizmu dzięki pojawieniu się marksizmu anglosaskiego, który niejako wyparł wieloletnie panowanie w Europie i zachodnim świecie marksizmu latynoskiego, z Francją i Włochami w roli głównej. Tu rzeczywiście zaznaczył się kryzys, którego symbolem było odejście ze sceny intelektualnej Althussera oraz przejście na pozycje prawicowe wielu marksistów włoskich14. Marksizm angielski ma szansę stworzenia nowej jakości w świecie zachodnim, nie tylko dlatego, że są w nim zarówno dziesiątki nazwisk solidnych teoretyków, jak i tak wybitnych i błyskotliwych postaci jak Edward P. Thompson, Eric Hobsbawm, Raymond Williams, Christopher Hill, czy sam Perry Anderson15.

Marksizm angielski ma szansę zmienić radykalnie sytuację w zachodnim marksizmie, decydują dwa czynniki, po pierwsze, jego centra w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych gwarantują nie tylko zakorzenienie go w dwóch największych krajach świata kapitalistycznego, ale i w pozostałych regionach, ze względu na światową rolę języka angielskiego. Już teraz pełni on rolę łącznika, grupując wybitnych teoretyków piszących po angielsku, jak Szwed Göran Therborn czy Hindus Pradeep Bandyopadhayay16. Zaczynają odżywać międzynarodowe dyskusje między marksistami, jak to miało miejsce w czasie II Międzynarodówki, gdy poglądy Bernsteina krytykowali Róża Luksemburg, Kautsky, Lenin, Plechanow, Labriola i Jaurès. Nie jest to jeszcze skala porównywalna, ale dużym echem odbiła się już międzynarodowa dyskusja między Althusserem i E. P. Thompsonem dotycząca roli teorii dla historii17.

Drugi czynnik sprzyjający internacjonalizacji badań i perspektywy teoretycznej marksizmu to ponowne wysunięcie się na czoło fundamentalnej zawsze dla rewolucyjnego marksizmu problematyki ekonomicznej, podobnie do sytuacji, jaka miała miejsce w okresie II Międzynarodówki po kilkudziesięciu latach panowania filozofii, antropologii, metodologii oraz rozważań nad kulturą, a nawet estetyką, jako głównymi terenami zainteresowań marksistów. Próby określenia miejsca marksizmu we współczesnej ekonomii politycznej, jak również próby marksistowskiej analizy ostatniego dziesięciolecia rozwoju ekonomicznego światowego kapitalizmu podjęte przez Ernesta Mandla, Michela Agliettę i Harry Bravermana18, wprowadzają perspektywę światowej ekonomii, a więc zjawiska o charakterze ponadnarodowym, które sugeruje również z gruntu niepartykularny sposób podejścia i faworyzuje międzynarodową skalę badań i dyskusji.

Marksizm ten wykazuje przy tym krytyczne podejście nie tylko wobec kapitalizmu i chroniącej go burżuazyjnej myśli filozoficznej i socjologicznej19, ale również wobec istniejącego socjalizmu. Nie jest to dla nas sprawa przyjemna, co tym bardziej jednak sugeruje, iż z myślą tą trzeba podjąć dialog, choć momentami na pewno trudny, zawsze jednak pożyteczny. Dostrzegane przez nią niebezpieczeństwa zagrażają bowiem i nam. Jest to przy tym myśl, która daleka jest od kontentowania się jedynie czystą krytyką. Akcentuje mocno kierunki konstruktywnego myślenia o przyszłości, uznając, że największym błędem byłoby pozostawienie przyszłości samej sobie. Z myślą o przyszłości warto dyskutować nawet wtedy, gdy jest ona w widoczny sposób utopijna. Dlatego Anderson uważa, że wielkie znaczenie ma spór E. P. Thompsona z R. Williamsem o stosunek myśli utopijnej do pragmatycznego podejścia do przyszłości20.

Nie sposób porwać ludzi do idei socjalizmu, jeśli przyszłość przedstawiana będzie jako nieodgadniona ciemność – stąd wezwanie do myślenia o przyszłości w sposób konkretny. Musi ono uwzględnić takie problemy przyszłego społeczeństwa socjalistycznego, na tle kształtu społeczeństwa w państwach zachodnich, jak struktura i model demokracji socjalistycznej, kształt socjalistycznej ekonomii, wzorce socjokulturowe w sytuacji zniesienia klas i wreszcie problem relacji międzynarodowych, zwłaszcza wobec krajów biednych. Są w tych kwestiach pewne obiecujące próby, do których Anderson zalicza książkę Aleca Nove’a „Economies of Feasible Socialism”, zawierającą analizę błędów popełnionych przez kraje socjalistyczne.

Nie ma w tej myśli pesymizmu ani hurraoptymizmu. Jest natomiast spokojna pewność, iż zmiany są nieuniknione, podążają w kierunku socjalizmu i że znaczną rolę ma w tym do odegrania marksizm. Na ten temat Anderson pisze: „Nie każda perspektywa ludzkiej emancypacji współgra z nadejściem socjalizmu, który nie ma dziś monopolu na utopijny dyskurs. Nie każdy wkład do socjalizmu jako systemu myśli jest dziełem marksizmu, który nie ma monopolu na krytyczną teorię również i na lewicy. Jakie wyznacza to miejsce dla marksizmu w latach osiemdziesiątych? W pewnym sensie takie, jakie zawsze miał: na przecięciu między przeszłością a przyszłością, ekonomią i polityką, historią i strategią, to znaczy w centrum wszystkich dzisiejszych problemów socjalizmu, nawet tam gdzie by je miał antycypować. To położenie w centrum nie oznacza ekskluzywności. Pretensje do tego zawsze były nieuzasadnione (…)”. Anderson wykazuje, dlaczego marksizm jest jednak niezastąpiony, porównując go z innymi propozycjami i stwierdzając, że żaden nie jest w stanie tak jak marksizm „połączyć idealny horyzont socjalizmu z praktycznymi sprzecznościami i ruchami teraźniejszości i ich pochodzeniem ze struktur przeszłości”. Nie oznacza to, że był on zawsze nieomylny, ale jak na razie nie ma żadnej godnej siebie konkurencji. Nie tylko na tym zasadza się cały fundament optymizmu, ale również na przekonaniu, że klasa robotnicza nie jest dlań bynajmniej stracona. „Klasa robotnicza – pisze Anderson – jest dziś w stanie zamętu, z trudem przechodząc jedno z dalekosiężnych przestrukturalizowań, tak charakterystycznych dla czasów po rewolucji industrialnej”. Od czasów Wielkiej Depresji takie sytuacje się zdarzały, ale w dalszym ciągu nie można wykluczyć odnalezienia sił motorycznych zdolnych do przedsięwzięcia działania w kierunku przemian socjalistycznych, czego warunkiem jest sformułowanie jasnego i czytelnego programu, który byłby w stanie porwać masy21.

Słowa te brzmią dla nas zachęcająco i ostrzegająco. Cieszy fakt, iż zachodni marksizm przez wielu skazany całkowicie na zagładę jest zdolny do takiego optymizmu i trzeźwej analizy sytuacji. Ale samokrytycznie musimy przyznać, że nie zawsze rozumiemy, jakie znaczenie dla twórczego rozwoju marksizmu u nas ma uświadomienie sobie tego, że dzieło budowy socjalizmu jest zadaniem międzynarodowym. Wymaga to od nas rozwijania teorii marksistowskiej w o wiele bardziej ścisłym związku z teoretykami Wschodu i Zachodu, niż to ma miejsce obecnie.

Tadeusz Mendelski

Przypisy:

1 Encyklika „Sollicitudo rei socialis” Ojca Świętego Jana Pawła II, „Słowo Powszechne” nr 56, z 5 marca 1987, s. 8.
2 E. Mandel, Critique de l’eurocommunisme, Paris 1978, Por. J.-J. Marie, Trotsky, le trotskysme et la Quatrième Internationale, Paris 1980.
3 Par. N. Vasetzski, A quien sirve el trotskismo moderno, Moscú 1984, s. 78–79.
4 P. Anderson, In the Tracks of Historical Materialism, London 1983, s. 30.
5 P. Anderson, Arguments within English Marxism, London 1980, s. 155–156.
6 G. Lukàcs, Geschichte und Klassenbewusstsein, FaM 1970, s. 105.
7 R. Luksemburg, Angielskie okulary, w: Wybór pism, t. I, Warszawa 1959, s. 256.
8 Por. G. Lukàcs, Kritische Bemerkungen über Rosa Luxemburgs „Kritik der russischen Revolution”, w: Geschichte und Klassenbewusstsein, cyt. wyd., s. 422.
9 P. Anderson, Consideratlons on Western Marxism, London 1976, s. 55.
10 Tamże, s. 58.
11 Tamże, s. 61–62.
12 Tamże, s. 75.
13 P. Anderson, In the Tracks of Historical Materialism, cyt. wyd., s. 30-31
14 Tamże, s. 73.
15 Dołączyć można jeszcze nazwiska historyków z Cambridge m.in.: Rodney Hilton, Victor Kiernan, Geoffrey de St.-Crois, Georges Rudé. Najmłodszy z nich Perry Anderson (ur. 1938) zmarł parę miesięcy temu. Por. In the Tracks of Historical Materialism, cyt. wyd., s. 24–26.
16 Tego ostatniego książeczka Odnowienie ekonomiki Marksa ukazała się w języku polskim w serii „Nauka i Socjalizm”, Poznań 1986.
17 E. P. Thompson, The Poverty of Theory, London 1980.
18 E. Mandel, Late Capitalism, London 1975; The Second Slump, London 1978; Long Waves of Capitalist Development. The Marxist Interpretation, Cambridge 1978; Harry Braverman, Labor and Monopoly Capital, New York 1975; Michel Aglietta, A Theory of Capitalist Regulation, London 1979; Immanuel Wallerstein, The Modern World System, (Vols. I and II), New York 1974 and 1980 i inne.
19 Por. krytyka Foucault, Lacana, Derridy i Habermasa w książce P. Andersona In the Tracks of Historical Materialism, Por. An Open Letter to Leszek Kołakowski E. P. Thompsona w jego The Poverty of Theory, cyt. wyd., s. 303 i in.
20 P. Anderson, In the Tracks of Historical Materialism, cyt. wyd., s. 99.

21 Tamże, s. 104–106.


O Piotr Strębski

Ur. w 1983 r., absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Z zawodu nauczyciel filozofii i etyki oraz agent obsługi naziemnej w przemyśle lotniczym; w wolnych chwilach: wydawca, archiwista, tłumacz, miłośnik i propagator wolnego oprogramowania (Linux).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.