Czy można mówić o „komunizmie politycznym”?


kah2-a24a(Niniejszy artykuł jest polemicznym nawiązaniem do tekstu dr. Marka Zagajewskiego „Dwie koncepcje komunizmu”. Został opublikowany w czasopiśmie „Zdanie” nr 1-2, 2011 r., a następnie w książce A. Walickiego pt. Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii, wyd. Universitas i PAN, Kraków 2013)

Artykuł Marka Zagajewskiego o Dwóch koncepcjach komunizmu („Zdanie” nr 3-4, 2010) porusza sprawę doskonale ilustrującą tezę Orwella o panowaniu nad językiem jako sposobie sprawowania władzy nad myślami i zachowaniami ludzi. Jest to sprawa manipulowania terminem „komunizm”, bezceremonialnego zmieniania jego treści w taki sposób, aby uczynić je synonimem „dziedzictwa PRL” i wykorzystać je dla wzmocnienia ideologicznej legitymizacji środowisk określających swą tożsamość przez radykalną negację tego dziedzictwa. Nie ulega bowiem wątpliwości, że definiowanie własnego stanowiska jako „antykomunizm” jest w Polsce wiele nośniejsze ideologicznie niż deklarowanie wrogości wobec PRL i pryncypialne odcinanie się od socjalizmu.

Zagajewski trafnie zauważył, że „w Polsce »komunizm« zaczął się w 1989 roku wraz z ogłoszeniem jego upadku” (s.40), dopiero wtedy bowiem powiedziano Polakom, że przed wyborami z 4 czerwca tegoż roku żyli w ustroju komunistycznym. Posłużenie się tą terminologią, mającą w Polsce silne konotacje negatywne, było na rękę post-Solidarnościowej elicie politycznej, dążącej do zmarginalizowania i wykluczenia z życia politycznego środowisk post-PZPR-owskich. Z upływem czasu stało się to również ulubionym sposobem dyskredytowania tych działaczy dawnej opozycji, których – w oczach „antykomunistycznych” radykałów – kompromitował lewicowy rodowód ideologiczny lub nazbyt późne zerwanie z pracą wewnątrzpeerelowskich struktur państwowych. Tym właśnie tłumaczy się (jak zauważył autor) „nasilanie obecności wyrazu »komunizm« i jego pochodnych w politycznym dyskursie, jaki współcześnie obowiązuje w publicznym narzeczu. (…) Czyli im dalej od PRL, tym więcej w nim komunizmu i jego negacji” (s. 41).

Pisałem o tym wielokrotnie, a więc nie widzę potrzeby rozwijania tego wątku. Cytowany artykuł zawiera jednak ważną informację na temat genezy utożsamiania komunizmu z reżymami politycznymi krajów „bloku wschodniego”. One same, jak wiadomo, nie uważały swych państw za komunistyczne, ale jedynie „budujące komunizm” i wciąż jeszcze bardzo dalekie od realizacji tego celu. Nazwanie ich „komunistycznymi” było decyzją ich przeciwników, czyli liberalno-demokratycznych państw Zachodu, które w roku 1946, po słynnej mowie Churchilla w Fulton (5 marca 1946), zdecydowały się wstąpić na drogę „zimnej wojny” i w tym właśnie celu „wprowadziły do obiegu nowe rozumienie komunizmu” – komunizmu w sensie politycznym (s.44). Redukowało się ono do określenia „komunizmu” jako monopartyjnej dyktatury aspirującej do kontrolowania całokształtu ludzkiego życia – niezależnie od kryteriów gospodarczych (zniesienie gospodarki rynkowej) i społecznych (zniesienie klas), które uważano dotąd za decydujące.

Trudno zaprzeczyć, że w tym nowym sensie wszystkie kraje europejskie zdominowane przez stalinowski Związek Radziecki były już wówczas, w tej czy innej mierze, krajami komunistycznymi. Była to definicja arbitralna, a więc nie mógł jej zmienić fakt, że pozostawała w sprzeczności z kryteriami przyjętymi w międzynarodowym ruchu komunistycznym i w pełni uznawanymi również w ZSRR. Warto przypomnieć, że sam Stalin był jak najdalszy od utożsamiania stalinowskich reżymów z komunizmem, przeciwnie – zawsze podkreślał stadialny charakter „budownictwa komunizmu”, przestrzegając przed nadmiernym pospiechem w realizowaniu komunistycznego ideału.

W tym miejscu jednak kończy się moja zgoda z analizami Zagajewskiego. Twierdzi on bowiem, że w marksizmie nie ma wyraźnej wizji komunistycznego społeczeństwa przyszłości, a tym samym że nie może być kryteriów jasno określających co jest komunizmem, a co nim nie jest. Na poparcie tej tezy przytacza słowa Engelsa, który dwa lata przed śmiercią powiedział korespondentowi „Le Figaro”: „Ależ my nie mamy celu ostatecznego! Jesteśmy rewolucjonistami, wcale nie zamierzamy dyktować ludzkości jakichś praw ostatecznych” (s.43). Wyprowadza z tej wypowiedzi wniosek, że poglądy klasyków marksizmu nie mają nic wspólnego z „marksizmem-leninizmem” wcielanym w życie w ZSRR i w krajach „demokracji ludowej”.

Cóż… Marks i Engels bardzo lubili przedstawiać własne poglądy jako socjalizm naukowy, w którym nie ma miejsca na jakąkolwiek utopię. W rzeczywistości jednak rację ma Leszek Kołakowski przypominając, że „bez roszczeń do »naukowej znajomości« przyszłości marksizm nie jest sobą”1. Ta „naukowa” ponoć wiedza o przyszłości była utopią w postaci dużo gorszej niż utopie klasyczne, niewspierające się autorytetem nauki, przemawiała bowiem głosem nieznośnie apodyktycznym, nieznoszącym sprzeciwu, redukującym brak zgody do zwykłej ignorancji. Najdobitniejszym zaś tego przykładem są właśnie prace Engelsa; głosił on bowiem, że jego wizja przyszłości jest naukowym „zrozumieniem konieczności”, a więc wiedzą pewną, nie życzeniową jedynie, lecz w pełni obiektywną i niepodważalną.

Bardzo znamienne jest jednak, że wypowiedzi Marksa i Engelsa na temat komunistycznej przyszłości stanowią dziś niemal zupełnie zapomnianą część ich spuścizny. W książce pt. Marksizm i skok do królestwa wolności wyraziłem pogląd, że odpowiedzialność za to ponoszą głównie sami marksiści, zarówno wschodni jak i zachodni, jedni i drudzy bowiem pragnęli odwrócić uwagę od ekstremizmu i niewiarygodnej po latach utopijności marksistowskiego komunizmu2 – czasem czyniąc to zupełnie świadomie, w trosce o reputację wyznawanej doktryny, ale często po prostu dlatego, że marksizm jako teoria komunizmu nie bez racji stał się w ich oczach najmniej atrakcyjną częścią marksistowskiego dziedzictwa. Z drugiej strony przyczyniła się do tego również literatura marksologiczna, niedostrzegająca najściślejszego związku modnego problemu zniesienia alienacji z komunistycznym postulatem zniesienia rynku jako głównego źródła procesów alienacyjnych. Dobrym tego przykładem byli m.in. wschodnioeuropejscy „rewizjoniści”, filozofujący na temat zniesienia alienacji bez zdawania sobie sprawy, że z marksistowskiego punktu widzenia nie da się to pogodzić z sympatiami dla projektów urynkowienia socjalizmu. Było to jaskrawym dowodem zapomnienia, że u podstaw marksistowskiego rozumienia komunizmu leżała idea całkowitego zniesienia gospodarki rynkowej.

Zastanawia fakt, że idei tej nie wyeksponowała m.in. wspaniała skądinąd synteza Kołakowskiego Główne nurty marksizmu. Kołakowski skoncentrował się na marksizmie jako „projekcie filozoficznym”3, poświęcił więc wiele uwagi myślicielom filozoficznie interesującym, ale mało wpływowym, w gruncie rzeczy ezoterycznym, takim jak Karl Korsch, Ernest Bloch i Lucien Goldman, pominął natomiast najważniejsze wypowiedzi Marksa i Engelsa na temat komunistycznej przyszłości – mimo że wywarły one olbrzymi wpływ, inspirując ideologicznie wielki eksperyment komunistyczny w Rosji i jego reperkusje w innych krajach świata. Kolosalnie wyolbrzymił natomiast filozoficzne znaczenie Marksowskiej dialektyki, wywodząc ją z neoplatonizmu i mistyki niemieckiej, analizując w tym kontekście soteriologię Plotyna, chrześcijański platonizm, teogonię Eriugeny i dialektykę deifikacji Mistrza Eckharta, a jednocześnie zlekceważył lub wręcz pominął (choć trudno w to uwierzyć) teksty Marksa i Engelsa mówiące wprost o „celu ostatecznym” ruchu komunistycznego.

Zdawałem sobie z tego sprawę pisząc Marksizm i skok do królestwa wolności, zależało mi jednak na podkreślaniu komplementarności tej książki wobec dzieła Kołakowskiego, a nie na akcentowaniu różnic. Po kilkunastu latach, które upłynęły od anglojęzycznego wydania książki (1995) widzę jednak, że rozmiary polskich nieporozumień wokół komunizmu pozostają tak duże, że trzeba zrobić wszystko, aby im przeciwdziałać. Za krok w tym kierunku uważam wypunktowanie wspomnianych wyżej „pominięć” w dziele Kołakowskiego. Oto one:

1. Analizując Marksowski Kapitał pominął Kołakowski rozwiniętą w tym dziele koncepcję rozwoju podziału pracy, mającą ilustrować powstawanie wewnątrz ustroju kapitalistycznego fundamentów gospodarki planowej, W kapitalizmie bowiem – dowodził Marks – istnieją dwie zasadniczo różne formy podziału pracy: racjonalny podział pracy wewnątrz fabryki i żywiołowy podział pracy w społeczeństwie. Wewnątrz poszczególnych fabryk produkcja i alokacja zasobów poddane są racjonalnemu planowaniu, w ramach ogólnospołecznych natomiast o sprawach tych decyduje „anarchia rynku”. „Despotyzm fabryczny” reprezentuje więc zasadę wyższą niż rynkowa „wolność”, będąca w istocie grąślepych sił, całkowitą utratą kontroli nad zbiorowym losem. Przywrócenie tej kontroli, czyli przezwyciężenie ekonomicznej alienacji, wymaga przeto całkowitej likwidacji gospodarki rynkowej, przekształcenia jej w gospodarkę „bezpośrednio uspołecznioną” przez rozciągnięcie zasady planowości na całokształt życia społecznego. Inaczej mówiąc, całe społeczeństwo powinno stać się „jedną wielką fabryką”.

Realizacja tego ideału była w oczach Marksa dialektycznym powrotem na wyższym szczeblu do gospodarki naturalnej, nieznającej podziału na niezależne podmioty działalności gospodarczej dążące do różnych celów i mające sprzeczne interesy. Wyrazem tego poglądu była rozwinięta w Kapitale paralela między przyszłą gospodarką komunistyczną a działalnością gospodarczą Robinsona Crusoe. Podobieństwo polegać miało na tym, że w obu wypadkach w grę wchodził pojedynczy podmiot gospodarujący – jednostkowy w wypadku Robinsona, zbiorowy w wypadku komunistycznego kolektywu, ale w obu wypadkach wyposażony w „jednolitą wolę”; pracujący zgodnie w ustalonym planem.

Jak stąd wynika, błędny jest pogląd jakoby Kapitał nic nie mówił o socjalistycznym społeczeństwie przyszłości: mówił o tym bowiem kreśląc jakże sugestywną wizję eliminacji „anarchii rynku”, przekształcania społeczeństwa w „jedną wielką fabrykę”. Dla pierwszego pokolenia czytelników Kapitału jasne było, że z diagnozy tej wynika dla socjalistów wyraźny program działania. „Usunąć anarchię pozafabryczną, wprowadzając ścisłą organizację w zapotrzebowaniach i zaofiarowaniach społecznych”4 – pisał o tym w Polsce Ludwik Krzywicki. Rozwinął tę myśl Program Erfurcki niemieckiej socjaldemokracji, Lenin zaś w Państwie i rewolucji uczynił ją jedną z głównych wytycznych swego rewolucyjnego programu. Ujmował to w słowach: „Wszyscy obywatele są pracownikami jednego, obejmującego kraj państwowego syndykatu. (…) Całe społeczeństwo staje się jednym biurem i jedną fabryką”5.

2. Drugą sprawą, niezmiernie ważną dla odtwarzania poglądów Marksa na ustrój komunistyczny, jest Marksowska Krytyka Programu Gotajskiego. O jej wyjątkowej ważności dobitnie świadczy fakt, że Lenin w Państwie i rewolucji nadał jej rangę najlepszego teoretycznego ujęcia problemów ustrojowych po zwycięstwie rewolucji proletariackiej, a zarazem obowiązującego dokumentu programowego dla swojej własnej partii. W dziele Kołakowskiego jednakże prezentacja tego tekstu jest tak zdawkowa, fragmentaryczna i nieścisła6, że jego znaczenie całkowicie uchodzi uwagi czytelnika.

Kołakowski ma rację twierdząc, iż w Krytyce Programu Gotajskiego Marks „zwrócił uwagę na to, że konieczne jest założenie okresu przejściowego między rewolucją a spełnieniem się ostatecznym socjalistycznych nadziei” (I, 309). Istotnie, w pierwszym okresie po rewolucji, który Lenin nazwał „socjalizmem”, panować miała zasada nierównej płacy za nierówną pracę i dopiero w drugim okresie miał urzeczywistnić się komunistyczny ideał „każdy według zdolności, każdemu według jego potrzeb”. Nie miało to jednak nic wspólnego z postulatem ewolucyjnego przechodzenia od kapitalizmu do socjalizmu, przeciwnie, zerwanie z kapitalizmem miało być natychmiastowe, „skokowe”, przewidywana dwufazowość miała mieć miejsce w ramach ustroju postkapitalistycznego, który od samego początku miał nosić nazwę „komunizm”. Marks mocno podkreślał, że już w pierwszej fazie tego ustroju nie będzie jakiejkolwiek wymiany rynkowej, a więc że zniesienie rynku będzie pierwszym krokiem w kierunku komunizmu, a nie ostateczną konsekwencją komunistycznego rozwoju. Pieniądze zostaną zastąpione certyfikatami pracy, upoważniającymi do korzystania ze ściśle określonego asortymentu dóbr, a więc nie mogącymi przekształcać się w zniewalającą potęgę kapitału. Tym samym zasada racjonalnego planowania rozciągnięta byłaby również na sferę indywidualnej konsumpcji.

Lenin traktował te wskazania bardzo serio i próbował stosować je w praktyce. Program jego partii z marca 1918 roku proklamował m.in. zastąpienie handlu planową dystrybucją, przymus prowadzenia książeczek konsumpcyjnych, przymusową służbę pracy, przymusową organizację ludności w spółdzielniach produkcyjnych i spożywczych oraz eliminowanie obiegu pieniądza przez bezpośrednią wymianę produktów między miastem a wsią.

3. Do spraw zmarginalizowanych w dziele Kołakowskiego należy również najbardziej popularna i wpływowa część spuścizny Engelsa, a mianowicie problematyka „naukowego socjalizmu” i „skoku do królestwa wolności”. W spisie treści dzieła nie ma rozdziału o „naukowym socjalizmie”, jest natomiast osobny rozdział o Dialektyce natury, czyli o filozoficznych poglądach Engelsa jako naturalistycznej wulgaryzacji filozofii Marksa. Jest to zrozumiałe w świetle ogólnego zamysłu książki mającej być prezentacją marksizmu jako „projektu filozoficznego”, kłóci się jednak z kryteriami oceny historycznej dowodzącymi jednoznacznie, że recepcja marksizmu w międzynarodowym ruchu robotniczym zdominowana była przez popularyzacje Engelsa, a w szczególności przez jego poglądy na temat „naukowości” socjalizmu.

W odróżnieniu od Marksa, dla którego klasyczny kapitalizm był przede wszystkim okresem wolnorynkowej „anarchii”, Engels patrzył na kapitalizm w optyce saintsimonistycznej, od samego początku kładącej nacisk na centralizację produkcji przemysłowej, wymagającej racjonalnego planowania w ramach coraz większych zakładów produkcyjnych. Mimo sprzeczności między „uspołecznioną produkcją” a „prywatnym przywłaszczaniem”, wielkie fabryki kapitalistyczne okazywały się w tym ujęciu swojego rodzaju wyspami gospodarki planowej na morzu wciąż jeszcze dominującej w skali ogólnospołecznej „anarchii rynku”. Działanie żelaznego prawa rozwoju przemysłowego – prawa centralizacji i koncentracji kapitału reprezentowanego przez kapitalistyczne trusty i koncerny – coraz bardziej ograniczało rolę rynku. Zdaniem Engelsa była to tendencja ekonomicznie postępowa, torująca drogę socjalistycznej gospodarce planowej. Engels dowodził nawet, że rozwój monopolistycznego kapitalizmu doprowadzi w końcu do eliminacji rynku i pieniądza w ramach ustroju kapitalistycznego; rynkowy sposób wymiany stanie się hamulcem produkcji, co zmusi władze państwowe do wstrzymania obrotu pieniężnego i przejęcia kierownictwa produkcji we własne ręce. Tym samym jednak ujawnione zostanie, że burżuazja stała się klasą społecznie zbędną. W tym momencie nieuchronną stanie się rewolucja socjalistyczna. Proletariat przejmie władzę polityczną i przekształci środki produkcji we własność publiczną. Będzie to zwycięstwem zasady planowej organizacji w skali ogólnospołecznej, uczynieniem człowieka panem własnych losów, „skokiem do królestwa wolności”.

Wywód ten, rozwinięty przez Engelsa w Anty-Dühringu i powtórzony w Rozwoju socjalizmu od utopii do nauki jest ważnym kluczem do zrozumienia bolszewickiej rewolucji w Rosji. Wyjaśnia on, dlaczego Lenin nie kierował się programem zarysowanym w Manifeście komunistycznym – programem, który nie przewidywał ani całkowitej nacjonalizacji środków produkcji, ani zniesienia rynku. Prace Engelsa, pisane później i uwzględniające wyższy stopień rozwoju kapitalistycznego wskazywały przecież niedwuznacznie, że eliminacja „anarchii rynku” jest priorytetowym zadaniem rewolucji socjalistycznej, ważniejszym nawet niż nacjonalizacja środków produkcji – własność kapitalistyczna bowiem, jak tego dowiódł kapitalizm monopolistyczny, może łączyć się ze świadomą, planową organizacją. Engelsowska teza o możliwości zniesienia rynku przy zachowaniu kapitalistycznych struktur produkcyjnych tłumaczy zainteresowanie Lenina ideą „kapitalizmu państwowego” w porewolucyjnej Rosji – ustroju, w którym wielcy kapitaliści organizowaliby produkcję, komuniści natomiast planowali i kontrolowali dystrybucję. Z Engelsa wreszcie wywodzi się pogląd Lenina na zdecentralizowaną drobną wytwórczość, czyli chłopską produkcję drobnotowarową jako główną ostoję dogłębnie wrogiej socjalizmowi żywiołowości rynku.

Potwierdza to oczywistą niegdyś, ale zapomnianą dziś tezę, że istotą ideologii komunistycznej był skrajnie utopijny, antyrynkowy fundamentalizm, a nie taki czy inny model dyktatury politycznej.

4. Do ważnych „pominięć” dzieła Kołakowskiego zaliczyć trzeba wreszcie prześlizgnięcie się nad faktem, że zarysowane wyżej poglądy były nieodłączną częścią programu socjaldemokracji niemieckiej, a więc największej, najlepiej zorganizowanej i najbardziej wpływowej marksistowskiej partii Drugiej Międzynarodówki. Kołakowski wspomniał o jej Programie Erfurckim (1891), opracowanym i obszernie skomentowanym przez Kautsky’ego, nazwał go nawet „najczystszym wyrazem marksizmu w jego wersji ówczesnej” (t. II, s. 19). Nie zanalizował jednak, a nawet nie przedstawił treści tego programu, zamazując w ten sposób fakt, że był on dokumentem nie tylko marksistowskim, lecz również komunistycznym, zawierającym szczegółowo rozbudowaną wizję komunistycznego ustroju przyszłości. Przedstawiając poglądy Kautsky’ego skoncentrował się na jego naturalistycznej, skrajnie deterministycznej interpretacji materializmu historycznego, zarzucając jej „zupełny brak zrozumienia problemów filozoficznych”, a w szczególności zignorowanie „epistemologicznego problemu wartościowania moralnego” (t. II, s. 43 i 47). Pominął jednak komentarz Kautsky’ego do Programu Erfurckiego, opublikowany w osobnej broszurze pt. Zasady socjalizmu (zaaprobowanej przez Engelsa)7, co zdeformowało wizerunek ideologiczny ówczesnej socjaldemokracji i uniemożliwiło wszechstronną ocenę ideowej ewolucji, która zaczęła dokonywać się w jej szeregach po śmierci Engelsa.

Program Erfurcki jest doskonałym przykładem możliwości godzenia skrajnego determinizmu historycznego, zakładającego nieuchronność procesu centralizacji gospodarczej i związanego z nią wywłaszczenia drobnych wytwórców, ze skrajnie utopijną wizją przyszłości, zapowiadającą z niezachwianą pewnością, że mechanizmy rynkowe ulegną całkowitej likwidacji, łącznie ze swobodnym rynkiem pracy, a całe społeczeństwo stanie się „jednym wielkim koncernem”. Rezultat tego nieuchronnego ponoć rozwoju miał być „naturalizacją” stosunków ekonomicznych, czyli powrotem w makroskali i na wyższym szczeblu do gospodarki naturalnej społeczeństw pierwotnych. Innymi słowy, był to program realizacji w granicach jednego kraju marksistowskiej wizji komunizmu: wizji „scentralizowanej gospodarki naturalnej”, zastępującej produkcję towarową produkcją „bezpośrednio uspołecznioną”, czyli obywającą się bez rynku, likwidującą obrót pieniężny, zastępującą handel wymianą produktów i usług w naturze i w ten sposób zabezpieczającej ludzi przed zniewoleniem przez rzeczy.

Węgierski uczony Lászlo Szamuely, zwolennik „socjalistycznej gospodarki rynkowej”, zwrócił uwagę na podobieństwo tych idei do bolszewickiej polityki gospodarczej z okresu pierwszych trzech lat po rewolucji8. Podkreślił przy tym tak drastyczne szczegóły programu SPD jak np. postulat zastąpienia chłopskich podatków „usługami w naturze” (jak w feudalizmie!) lub zredukowania do minimum handlu zagranicznego w celu uczynienia społeczeństwa socjalistycznego maksymalnie samowystarczalnym. Wyprowadził stąd wniosek, że rewolucja bolszewicka próbowała zrealizować reakcyjny ekonomicznie program socjaldemokracji niemieckiej i że to właśnie było główną przyczyną wszystkich jej kolejnych niepowodzeń.

W jakiejś mierze było to niewątpliwą prawdą. Trzeba jednak pamiętać, że w czasie pierwszej dekady XX wieku socjaldemokraci niemieccy szybko odchodzili do marksistowskiego komunizmu. Walkę z Bernsteinowskim rewizjonizmem toczyli w obronie materializmu historycznego, nakazującego liczyć się z rzeczywistością, a nie w imię komunistycznej utopii. Lenin natomiast, rozczarowawszy się do towarzyszy niemieckich z powodu zdrady w roku 1914 proletariackiego internacjonalizmu, rozstrzygnął konflikt między materialistyczną teorią rozwoju społecznego a komunistyczną utopią na rzecz tej ostatniej. W kwietniu 1917 roku zaproponował więc swej partii formalne porzucenie naukowo niepoprawnej, mylącej i historycznie (jego zdaniem) zhańbionej nazwy „socjaldemokracja”, nazwanie się (zgodnie z postulatem Engelsa z 1894 roku) „partią komunistyczną” oraz podjęcie walki o bezpośrednie przejście do socjalizmu, a następnie do komunizmu.

Możemy teraz powrócić do propozycji Marka Zagajewskiego, aby odróżniać „komunizm społeczny”, czyli komunizm w klasycznym, historycznym sensie tego terminu, od „komunizmu politycznego”, czyli komunizmu w sensie monopolistycznej władzy jednej partii – przy założeniu, że partia ta powiązana jest genetycznie z tradycją ruchu komunistycznego.

Koncepcja awangardowej partii komunistycznej, powołanej do przewodzenia „pracującym masom” i obarczonej misją zrealizowania komunistycznego ideału sformułowana została już przez Babeufa, ale nie stała się częścią marksistowskiego komunizmu. Marks i Engels wyraźnie odrzucili ją w Manifeście komunistycznym i nie wrócili do niej również wtedy, gdy zaczęli posługiwać się pojęciem „dyktatura proletariatu”. „Dyktatura” ta bowiem, podobnie jak będąca jej prototypem Komuna Paryska, miała być dyktaturą klasy robotniczej, a nie jakiejś jej reprezentacji, w warunkach swobodnej rywalizacji politycznej różnych lewicowych partii. Koncepcja dyktatorskiej władzy zdyscyplinowanej, hierarchicznie zorganizowanej partii przywódczej, tępiącej w swych szeregach wszelkie „odchylenia” ideologiczne, stworzona została dopiero przez Lenina. Ma się rozumieć, Lenin uważał władzę takiej partii za najskuteczniejszy środek walki o komunizm, a nie za istotę komunizmu. Wizję komunizmu, którą pragnął urzeczywistnić, przyjął od twórców marksizmu, szczegółowo zrekonstruowawszy ją w Państwie i rewolucji. Definiowała ona komunizm jako ustrój zastępujący „anarchię rynku” gospodarką planową, zapewniającą społeczeństwu całkowitą kontrolę nad zbiorowym losem, a więc wyzwalającą ludzi spod despotycznej władzy ślepych sił ekonomicznych, umożliwiającą rozkwit sił gatunkowych ludzkości i stwarzającą warunki realnej równości społecznej.

W Marksizmie i skoku do królestwa wolności skoncentrowałem się na groźnych niebezpieczeństwach tej wizji. Jak wykazało doświadczenie XX wieku, utożsamianie emancypacji społecznej z totalną, racjonalnie zaplanowaną kontrolą nad życiem gospodarczym, eliminującążywiołowość rozwoju przez wprzęgnięcie całej energii społecznej w służbę ideologicznie określonego celu, łatwo przekształcało się w legitymizację systemu totalitarnego, przekreślającego nie tylko wolność polityczną, lecz również elementarną podmiotowość jednostki. To ponure doświadczenie nie uzasadnia jednak drastycznej zmiany treści pojęcia „komunizm”. Przeciwnie! Późniejsze doświadczenia historyczne wykazały przecież (co również starałem się pokazać), że reżymy monopartyjne mogły zachować swą strukturę polityczną mimo erozji ideologii, która powołała je do życia, mimo utraty zdolności mobilizowania społeczeństwa na rzecz „budowy komunizmu” i mimo braku we własnych szeregach woli politycznej, potrzebnej do realizacji tak trudnego zadania. Czy reżymy takie można nazwać komunistycznymi tylko dlatego, że niegdyś nimi były? Nie sądzę. Tym bardziej, że regułą było w ich wypadku ratowanie swego istnienia przez podejmowanie prób urynkowienia gospodarki, a więc, ex definitione niejako, przez odchodzenie od programu „budownictwa komunistycznego”.

Sprawa ta dyskutowana była w zachodniej literaturze politycznej, zwłaszcza „marksizującej”. Słownik myśli marksistowskiej, wydany w Anglii w stulecie śmierci Marksa wyróżnił cztery etapy odpowiedzi na pytanie o charakter krajów „realnego socjalizmu”, czyli Związku Radzieckiego i „demokracji ludowych”. Pierwsza odpowiedź określała ustroje tych krajów zgodnie z oficjalną doktryną radziecką – jako ustroje już socjalistyczne, ale reprezentujące różne fazy budowy komunizmu. Drugi typ odpowiedzi, inspirowany głównie przez teorie Trockiego, traktował te ustroje jako socjalistyczne w swej podstawowej strukturze, ale zahamowane w rozwoju przez biurokrację. Odpowiedzi trzeciego typu, głoszone głównie przez marksistowskich radykałów, definiowały Związek Radziecki i jego satelitów jako kraje, które po śmierci Stalina zdradziły rewolucję i wstąpiły na drogę restauracji kapitalizmu. W ostatniej grupie wreszcie znalazły się próby zaklasyfikowania państw bloku radzieckiego jako reprezentujących nowy typ ustroju klasowego, różny od kapitalistycznego, ale równie eksploatatorski wobec mas pracujących9.

Zwróćmy uwagę, że również pierwsza z wymienionych odpowiedzi uzależniała uznanie państw bloku radzieckiego za socjalistyczne od ich zaangażowania na rzecz budowy komunizmu w marksistowskim sensie tego słowa. O tym zaś, żeby uznać któreś z tych państw za „komunistyczne” nie mogło być mowy. Nazywanie PRL-u państwem komunistycznym, jak czyni to dziś nagminnie polska prasa, uznane byłoby albo za przejaw totalnej ignorancji, albo za żenująco naiwne uleganie zimnowojennej propagandzie.

Dziś sprawy mają się inaczej, zamęt pojęciowy wokół „komunizmu” znacznie się powiększył. Walnie przyczyniła się do tego ofensywa ideologiczna prawicy, rozzuchwalonej rozwiązaniem ZSRR i tropiącej „komunizm” tam, gdzie go już od dawna nie było. Skrajne formy przybrało to w naszym kraju, ale w jakiejś mierze przeniknęło również do zachodniej publicystyki, a z niej przedostało się nawet do poważnej literatury politologicznej. Zrozumiałe jest więc, że znany oksfordzki uczony Archie Brown, autor wydanego niedawno dzieła The Rise and Fall of Communism poczuł się zobowiązany do podjęcia próby ponownego zdefiniowania „komunizmu”. Uczynił to wymieniając sześć „definicyjnych cech” komunizmu. Warto omówić tę rozbudowaną definicję10.

Pierwszą cechą komunizmu jest wedle tego ujęcia monopolistyczna władza partii komunistycznej. Drugą – „demokratyczny centralizm”, wyposażający przywódcę partii w atrybuty wodza. Trzecią i czwartą – niekapitalistyczna własność środków produkcji i gospodarka nakazowo-rozdzielcza. Piątą – uznanie za legitymizację i cel władzy budowę społeczeństwa komunistycznego. Szóstą wreszcie – poczucie przynależności do międzynarodowego ruchu komunistycznego. Cechy te, jak podkreśla autor, nie muszą występować wszystkie razem, mogą być w jakiejś mierze rozłączne.

Szczególnie ciekawy jest pod tym względem przypadek współczesnych Chin, będących państwem komunistycznym z punktu widzenia pierwszej definicyjnej cechy komunizmu, ale zdecydowanie niekomunistycznym z punktu widzenia cechy trzeciej i czwartej.

Punkty te dobrze ilustrują współczesne skojarzenia związane z coraz bardziej zróżnicowanym rozumieniem „komunizmu”. Nie tworzą jednak spójnej, dającej się obronić koncepcji komunizmu w skali ogólnohistorycznej. Nie mogło być inaczej, skoro autor – znakomity znawca biografii politycznej Gorbaczowa i problemów ZSRR w okresie „pierestrojki” – zredukował całą historię przedradzieckiego ruchu komunistycznego do pierwszych kilkudziesięciu stron niemal 700-stronicowej książki, poświęcając trzy czwarte dzieła problemowi komunizmu w okresie zimnowojennej konfrontacji dwóch światowych systemów. Siłą rzeczy uczyniło go to podatnym na wpływ zimnowojennego rozumienia komunizmu, czyli na określenie przeciwnika liberalnego Zachodu w kategoriach politycznych. Trzeba jednak dodać, że zachował należny dystans wobec antykomunistycznego triumfalizmu lat dziewięćdziesiątych. Podkreślił na przykład, że rozmontowanie komunizmu w ZSRR dokonało się już w czasach Gorbaczowa, a nie dopiero pod prezydenturą Jelcyna11. Przychylił się również do poglądu, że współczesne Chiny są już krajem postkomunistycznym12.

SPRÓBUJMY PODSUMOWAĆ

Zagajewski trafnie wskazał różnicę między dwoma koncepcjami komunizmu, zwracając uwagę na rozpowszechnianie się nowego „politycznego” znaczenia tego terminu. Nie przekonał mnie jednak co do prawomocności pojęcia „komunizm polityczny”. Prawdą jest oczywiście, że znaczenie pojęć ulega ewolucji, zmieniającej ich konotacje i zakres, ale zmiany takie nie powinny kolidować z zasadniczym, rdzennym znaczeniem słowa. Termin „komunizm” w użyciu bezprzymiotnikowym ma długą tradycję, o której nie należy zapominać pod groźbą zupełnego niezrozumienia tragicznych losów XX wieku. Termin „komunizm polityczny” zrywa z tą tradycją, zamazuje bowiem symetryczną przeciwstawność między „komunizmem” a kapitalizmem, pozwala mówić o „komunistach” w roli propagatorów gospodarki rynkowej i o państwach politycznie komunistycznych, a gospodarczo kapitalistycznych, jak np. Chiny. Ponadto koncepcja komunizmu „politycznego” ma genezę zimnowojenną, uwikłaną w walkę polityczną, co nie jest dobrą rekomendacją jego zalet jako narzędzia poznawczego. Kolejnym deformacjom uległa ona w schyłkowym okresie „realnego socjalizmu”, pod wpływem wojującego „antykomunizmu”, skłonnego sprowadzać kwestie ustrojowe do jednej tylko sprawy: kto mianowicie dzierży ster władzy.

Pozostańmy więc przy pojmowaniu komunizmu jako formacji ideologicznej i jako wielkiego ruchu o cechach millenarystycznych. Określajmy słowem „komunizm” ideologię tego ruchu i jego deklarowany, lecz nie urzeczywistniony cel, zdając sobie sprawę, że był to cel utopijny i nieosiągalny.

Andrzej Walicki

Przypisy:

1 L.Kołakowski, Główne nurty marksizmu, PWN, Warszawa 2009, t. 3, s. 522.

2 A.Walicki, Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii, PWN, Warszawa 1996, s. 15-16.

3 L.Kołakowski, Główne nurty marksizmu, t. I, s. 5-6.

4 Cyt. wg H. Holland, Ludwik Krzywicki nieznany, KiW, Warszawa 2007, s. 50.

5 W. I. Lenin, Państwo i rewolucja [w:] Lenin, Dzieła, t. 25, s, 510.

6 Patrz t. I, s. 309-310. Do rażących nieścisłości należy m.in. stwierdzenie autora, że wedle Marksa w pierwszym okresie po rewolucji „prawa ludzi są proporcjonalne do ich pracy”. W rzeczywistości Marks uzależniał od pracy wyłącznie prawo do wynagrodzeń, a nie prawa ludzi w ogóle.

7 K.Kautsky, Zasady socjalizmu, Londyn 1892.

8 Patrz L. Szamuely, First Model of the Socialist Economic Systems, Akadémiai Kiadó, Budapest 1974, rozdz. II.

9 Patrz A Dictionary of Marxist Thought, wyd. Tom Bottomore, Blackwell, Oxford 1983, hasło „Socialism”, s. 444-446.

10 Archie Brown, The Rise and Fall of Communism, Harper Collins, New York 2009, s. 105-114.

11 Tamże, s. 503 i 518.

12 Tamże, s. 606.

Dodaj komentarz